Takiej obsady bramki Ruchu spodziewał się mało kto. Jarosław Paśnik, do niedawna rezerwowy golkiper „Niebieskich”, otrzymał od swoich szkoleniowców szansę pokazania się w pierwszym meczu rundy wiosennej i ... do tej pory ani razu nie dał się zaskoczyć piłkarzom drużyny przeciwnej! Jego poczynania zostały zahamowanie dopiero w Nowym Dworze Mazowieckim, gdzie sędzia spotkania niesłusznie ukarał bramkarza Ruchu czerwoną kartką i nakazał opuszczenie placu gry.
To oznacza, że Paśnik, przez dwa kolejne spotkania, powinien oglądać mecze z trybun, a tymczasem może się jednak okazać, że już w środę 23-letni "Jaro" wybiegnie z powrotem na murawę. - We wtorek złożymy do PZPN-u pismo z prośbą o anulowanie kary naszemu bramkarzowi. O tym, że kartka została niesłusznie pokazana Jarkowi napisał w pomeczowym raporcie delegat spotkania. Ponadto dysponujemy także nagraniem z tego meczu. Jeżeli centrala piłkarska pozytywnie rozpatrzy naszą prośbę w ciągu jednego dnia, to Paśnik będzie mógł zagrać w środę przeciwko Widzewowi - tłumaczy dyrektor ds. sportowych, Mirosław Mosór.
-
Za co otrzymałeś czerwoną kartkę w meczu ze Świtem Nowy Dwór?
- Czerwoną kartkę otrzymałem po ewidentnym błędzie sędziego, który źle zinterpretował całą sytuację. Na 20 metrze boiska wybiłem piłkę głową i za chwilę zderzyłem się z nadbiegającym napastnikiem Świtu. On upadł, zaczął symulować faul, a sędzia to "kupił" i bez rozmowy nakazał mi opuścić plac gry.
-
Jest jednak szansa, że mimo to zagrasz w meczu z Widzewem.
- Zagram, jeżeli PZPN przychyli się do naszej prośby i jeżeli trener na mnie postawi. Muszę przyznać, że naprawdę dobrze czuję się w bramce i dobrze mi się gra. A co najważniejsze, wszystko mi wychodzi w taki sposób jak sobie to zaplanuję. Nie ma interwencji przypadkowych.
-
Nie obawiasz się, że jeśli teraz będziesz musiał pauzować, to już później ciężko ci będzie wrócić między słupki?
- No cóż, taka jest rywalizacja między nami. Nie mam się prawa tego obawiać. Ja muszę robić dalej to, co robię: wykonywać swoją pracę jak najlepiej. Wszystko potem zależy od tego, kto w danej chwili będzie najlepszy, a co za tym idzie - jaką decyzję podejmie trener.
-
Mógłbyś zdradzić jaki jest sposób na to, by przez 405 minut nie puścić bramki?
- Nie ma na to żadnego patentu. Ogólnie cała nasza drużyna dobrze gra: zaczynając od ataku, gdzie z momentem rozpoczęcia akcji przez rywali rozpoczyna się pressing, poprzez pomocników, obronę, a kończąc na mnie. Ja akurat w kilku sytuacjach dobrze się zachowałem, nie popełniłem błędu i dlatego nie musiałem jeszcze wyjmować piłki z siatki.
-
Ale przyznasz, że zdarzyło ci się kilka kiksów, po których kibicom Ruchu zadrżało serce.
- Myślę, że z meczu na mecz będę nabierał większej pewności, bo jak wiadomo wcześniej, przez pół roku nie dostawałem szansy. Jest to może spowodowane brakiem ogrania.
-
Pamiętasz swój debiut?
- Tak, pamiętam. Był to mecz pucharowy z Brzeskiem.
-
Wracasz jeszcze myślami do tamtego spotkania?
- Są to wspomnienia niemiłe, z tego względu, że był to występ całkowicie nieudany. Wtedy puściłem 4 bramki. Pamiętam, że graliśmy piłką "roteiro". Dla mnie jest ona strasznie niesczęśliwa (śmiech). Teraz w Nowym Dworze Mazowieckim też nią graliśmy. Jaki był tego efekt, nie muszę kończyć.
-
Po tym pucharowym meczu do końca rundy siedziałeś już tylko na ławce rezerwowych. Myślałeś wtedy, żeby zmienić otoczenie?
- Nie. Przychodząc do Ruchu wiedziałem, że ciężko będzie wygryźć Sebastiana Nowaka z bramki. Był on potencjalnym numerem 1 i praktycznie nie do ruszenia. Zdawałem sobie z tego sprawę, ale też ciężko pracowałem na swoją szansę. Tego czasu nie zmarnowałem, bo robiłem wszystko by poprawić swoje umiejętności. Z perspektywy kilku miesięcy muszę przyznać, że wielka w tym zasługa trenera Kołodziejczyka.
-
Jesteś zaskoczony tym, że od początku rundy występujesz w bramce?
- Liczyłem na to, że znów przyjdzie taki moment. I kiedy okazało się, że wybiegnę na boisko od pierwszych minut, to byłem mile zaskoczony. Aczkolwiek muszę z drugiej strony przyznać, że trochę byłbym rozczarowany gdyby stało się inaczej.
-
Co zadecydowało o tym, że znalazłeś się w pierwszej jedenastce? Czy miał na to wpływ uraz Sebastiana Nowaka oraz brak certyfikatu dla Przemysława Norko?
- Uważam, że doszedłem do tego własną pracą. Akurat trener postawił na lepszego i w tym momencie to byłem ja. Jak wiadomo, Sebastianowi przeszkodziła kontuzja. No i trochę za późno przystąpił do zajęć z drużyną.
-
A zmiana trenera miała jakieś znaczenie?
- Nie, ponieważ nadal bramkarzami opiekuje się trener Kołodziejczyk i to on wespół z trenerem Wleciałowskim podejmuje decyzję o tym, który z nas powinien zagrać w pierwszej jedenastce.
-
Dziękuję za rozmowę
- Dziekuję