Kończy się rok, pora więc na podsumowanie tego mijającego w wykonaniu "niebieskich". Wiosna zaczęła się od piorunującego pod każdym względem meczu z odwiecznym rywalem czyli Górnikiem. Moim zdaniem wszystko było prawie ok. Mówiąc prawie, mam na myśli chybiony pomysł z zatrudnieniem jako rozgrzewacza widowni pani Dody. Czyżby na Śląsku nie było ciekawszych wykonawców? A na przykład Dżem czy Paweł Kukiz? Nie dość, że lubiani przez większość społeczeństwa, nie kojarzący się z żadnym klubem czy też piłkarzem, a w dodatku pewnie dużo tańsi, a i bardziej rozkołysaliby ponad czterdziestotysięczną widownię.
Cała runda wiosenna jak i jesienna z kilkoma wyjątkami (WDŚ, Lech czy Wisła) wyglądały w stylu japońskim czyli jako-tako. Na szczęście liczba punktów i pozycja w tabeli są na tyle bezpieczne, że chyba nic nam nie grozi złego. Trochę zdziwiła mnie zmiana trenera na samym początku rozgrywek. Faktem jest, Ruch nie grał jakoś olśniewająco, ale punkty zdobywał, a to przecież jest najważniejsze. Pamiętam natomiast ostatni pobyt na ławce trenerskiej Bogusia Pietrzaka (nie ukrywam jesteśmy na Ty) i wtedy "niebiescy" grali imponująco. Tracili co prawda dużo bramek, ale zwykle strzelali co najmniej jedną więcej. Przypominam takie mecze jak słynne 3:3 w Szczecinie, choć na 5 minut przed końcem było 1:3. Czy mecze z Groclinem czy Wisłą Płock zakończone wynikiem 4:3.
Niestety okazało się, że z tym zdobywaniem goli jest największy problem. Żeby najlepszy strzelec drużyny miał na swoim koncie 3 gole? Mówię tu wyłącznie o meczach ligowych. Największy dramat jednak dla mnie to strzelecka niemoc wyjazdowa. Jeden gol zdobyty w meczu z nożem na gardle to wynik stanowczo niezadawalający większość kibiców. Właśnie na nich zawsze można było liczyć i to nie tylko na Cichej, ale również na stadionach całej Polski. Mam nadzieję, że piłkarze wiosną zrewanżują się kibicom i będziemy na Śląskim, bo tam jak wiadomo będą grali "niebiescy", oglądali dobrą, skuteczną grę, a przede wszystkim zwycięstwa bez dreszczyku emocji już od pierwszego meczu.
Nie mnie sądzić pewne działania zarządu, ale tutaj nie wszystkie decyzje były trafione w przysłowiową "10"! Czapki z głów za wydostanie się z długów poprzedniej epoki i wejście na giełdę, ale wydaje mi się, że można było bardziej wyjść naprzeciw tym anonimowym tłumom przychodzącym na każde spotkanie. Na szczęście na zbliżające się derby podobno będzie można nabyć bilet bez posiadania identyfikatora i mam nadzieję, że "chorzowski kocioł czarownic" będzie "niebieski" w przynajmniej 85 procentach. Dziwi mnie jednak fakt, iż kawiarnia "Klubowa" nie spełnia swojej odwiecznej roli. Rozumiem, że zawodnicy nie chcą jeść obiadów w dymie papierosów, ale przecież nie trenują oni na Cichej przez 8 czy 12 godzin, choć po niektórych meczach wydaje mi się, że powinni. Przecież ten klub żyje z kibiców i dla kibiców! A tam można było zawsze spotkać się z ludźmi, którzy tym klubem żyją.
Ostatnie wydarzenia związane z tradycyjnym spotkaniem opłatkowym też są dla mnie sytuacją niezrozumiałą. Po co zapraszać na takowe ludzi, którzy przyczynili się do agonii Ruchu? A paru z nich tam było. Przecież można było z podniesionym czołem spotkać się w gronie tych, którym w sercu niebieska eRka zajmuje szczególne miejsce. Zwłaszcza, że Święta są najlepszą okazją do tego, aby sobie wybaczyć, przekazać znak pokoju i pomaszerować dalej.
P.S. Wszystkiego NIEBIESKIEGO w Nowym Roku życzę wszystkim.
Bogdan Kalus