„Niebiescy” już w czwartym spotkaniu z rzędu nie dają sobie strzelić bramki! Tym razem patentu na chorzowską obronę nie znaleźli piłkarze ŁKS-u. Zawodnicy Ruchu wracają do Chorzowa z cennym punktem!
Obie drużyny od początku spotkania grały bardzo zachowawczo. Zarówno piłkarze ŁKS-u i Ruchu bardziej skupiali się na grze obronnej, aniżeli na konstruowaniu akcji ofensywnych. Taka gra w końcu zaczęła przynosić efekty w postaci... żółtych kartek. Najpierw przez arbitra ukarany został Marcin Makuch za faul na Sebastianie Kęsce, później Michał Pulkowski, a w samej końcówce pierwszej odsłony meczu Tomasz Balul.
Do tego czasu, kibice zgromadzeni na trybunach obiektu przy al. Unii 2, nie oglądali porywającego widowiska. Ożywienie wzbudzały tylko pojedyncze akcje ŁKS-u (np. centra Mysony do Sypniewskiego, zakończona dobrą interwencją Barana czy też udane wybicie piłki spod nóg Sypniewskiego przez Klaczkę), a także dobrze wykonywane rzuty wolne. W tym aspekcie, wart odnotowania był z pewnością plasowany strzał Arkadiusza Mysony z ok. 30 metrów, który znakomicie obronił Jarosław Paśnik. Chorzowianie powodzenia szukali w szybkich kontrach, a najwięcej problemów sprawiał łodzianom Grażvydas Mikulenas.
Po ostrych słowach, które padły w trakcie przerwy w szatniach obu drużyn, druga połowa meczu nabrała większego kolorytu. W 54 minucie Grzegorz Bonk strzałem z dystansu sprawdził umiejętności bramkarza ŁKS-u, Bogusława Wyparły, a w odpowiedzi Łukasz Madej z ostrego kąta próbował zaskoczyć, dobrze dysponowanego tego dnia, golkipera z Chorzowa.
Jarosław Paśnik był niewątpliwie jednym z najjaśniejszych aktorów występujących w niebieskiej koszulce. To dzięki niemu w ostatnich minutach spotkania ŁKS nie przechylił szali zwycięstwa na swoją korzyść, po tym jak Sypniewski znalazł się w sytuacji vis-a-vis z chorzowskim bramkarzem. Wcześniej dogodną okazję do zdobycia gola miał również Mariusz Śrutwa, jednakże jego strzał o kilka centymetrów minął słupek bramki Bogusława Wyparły.
Im bliżej do zakończenia spotkania, tym zawodnicy ŁKS-u coraz częściej przebywali na połowie Ruchu. Łodzianom nie pomagały jednak ani strzały z dystansu, ani akcje oskrzydlające. Nie pomógł także artystyczny upadek Igora Sypniewskiego w polu karnym Ruchu, za który łódzki napastnik otrzymał żółtą kartkę. Dzielnie broniący się zespół „Niebieskich” dowiózł tym samym cenny remis do końca.
Mimo, iż jest to już trzecie bezbramkowe rozstrzygnięcie drużyny Ruchu w rundzie wiosennej, to w porównaniu z poprzednimi spotkaniami, wynik ten może być zadowalający. Raduje z pewnością postawa chorzowskich defensorów, którzy grają bardzo pewnie i bardzo stabilnie. Jeśli do tego dojdzie jeszcze forma strzelecka napastników z meczu z Lechią Gdańsk, to z kolejnego spotkania wyjazdowego (ze Świtem Nowy Dwór Mazowiecki – przyp. serwis), „Niebiescy” powinni wrócić z kompletem punktów.
ŁKS Łódź 0:0 (0:0) Ruch Chorzów
Żółte kartki:
Sypniewski - Makuch, Pulkowski, Balul
Składy:
ŁKS: Wyparło - Łakomy, Sierant, Leszczyński, Łabędzki - Kęska (76' Mężyk), Jikija, Kłus, Madej (85' Rozkwitalski), Mysona - Sypniewski.
Ruch: Paśnik - Myszor, Klaczka, Balul, Makuch - Grzyb, Pulkowski, Baran, Bonk - Śrutwa, Mikulenas (84' Ćwielong).
Sędzia: Piotr Pielak (Mazowiecki ZPN)
Widzów: 7.000 (w tym 200 kibiców Ruchu)