Były bramkarz, a dziś ekspert piłkarski TVP, nie szczędzi chorzowskiej drużynie krytycznych słów. - Jednym piłkarzom się nie chce, a inni nie wiedzą, co robić na boisku. Moja rada - zagrajcie bardziej wyraziście, z większą ambicją!
Czy piłkarze Ruchu powinni dopisać wygraną z Wisłą Kraków do listy wielkich łupów, czy może przejść nad nią do porządku?
Maciej Szczęsny: - To, co teraz powiem, będzie pewnie przykre dla piłkarzy i kibiców Ruchu, ale moim zdaniem na to zwycięstwo najbardziej zapracowali sami piłkarze z Krakowa, który końcówkę rundy mają wybitnie nieudaną. Ruch po prostu zdobył trzy punkty. Nie wierzę, że za tydzień, gdy niebiescy zagrają o punkty we Wrocławiu, wyjdą na boisko i krzykną - skoro ograliśmy Wisłę, to teraz możemy wygrać z każdym! Myślę, że dla Ruchu byłoby lepiej, gdyby punktował w trzech, czterech innych spotkaniach - z Arką Gdynia albo Odrą Wodzisław.
Jest Pan więc zawiedziony grą Ruchu w tym sezonie?
- Może teraz nie odczuwam już aż tak dużego zawodu, ale przyznam, że był taki moment. Liczyłem na wiele więcej, tymczasem Ruch jest dla mnie jedną z najbardziej bezbarwnych drużyn w całej lidze.
Dlaczego?!
- Może moje oceny są nietrafione, może niesprawiedliwe, ale mam wrażenie, że części piłkarzy Ruchu się nie chce, z kolei inni nie wiedzą, co robić na boisku. Nie widzę postępu - mecz za meczem grają w tym samym bezbarwnym stylu. Nawet mój "Zajączek" [Marcin Zając - przyp. red.], którego cenię i lubię, zadowala się szarzyzną. Kiedyś to był chłopak, który ruszał z ciupagą do ataku, a dziś mam wrażenie, że przestało mu zależeć. Nie przejmuje się tym, że nie idzie. Nie szuka dla siebie miejsca na boisku, żeby coś zmienić. Po prostu trwa.
Zauważa Pan różnicę w grze Ruchu po tym, gdy Duszana Radolskiego zastąpił trener Bogusław Pietrzak?
- Myślę, że Ruch Radolskiego był drużyną bardziej bezkompromisową. Teraz za dużo w tym wszystkim kunktatorstwa.
Strasznie Pan krytyczny. Może na koniec trochę optymizmu?
- Optymizm? Gdy myślę o Ruchu, cały czas mam przed oczami drużynę z dużym potencjałem, czyli mają rezerwy, tylko muszą znaleźć sposób, jak je wykorzystać. W składzie zespołu z Chorzowa jest kilku doświadczonych piłkarzy, którzy przy większej pazerności na wynik mogą wygrać jeszcze niejeden mecz. Moja rada - zagrajcie bardziej wyraziście, z większą ambicją, z jajami! Zagrajcie tak jak w Wielkich Derbach Śląska. Oglądałem tamten mecz ze trzy razy i za każdym razem byłem pod wrażeniem. Nie dla poziomu spotkania, bo ten oceniam jako średni, ale dla zaangażowania w grę - bo ta była na najwyższym poziomie. Ruch powinien wzmocnić się dwoma, trzema piłkarzami, którzy gdy krzykną: "bronimy!" - to oznacza, że łapią za gardła i nie ma wstępu na pole karne. A gdy krzykną: "atakujemy!" - to wtedy siedzą na rywalu osiem, dziesięć minut, a może tak długo, aż pękną. Najważniejsze, żeby Ruch odzyskał radość z gry.
Rozmawiał: Wojciech Todur (Gazeta Wyborcza Katowice)