Chorzowianie w końcu przełamali kompleks zdobywania bramek i w piątkowy wieczór zaaplikowali zawodnikom gdańskiej Lechii aż trzy bramki. Wielka w tym zasługa powracającego po karencji za czerwoną kartkę, Mariusza Śrutwy, który znów przypomniał kibicom, jak się zdobywa gole. - Bardzo się cieszę z tej bramki. Dedykuję ją mojemu przyjacielowi Krzyśkowi Bizackiemu, który obchodzi dzisiaj swoje 33 urodziny - cieszył się popularny "Super Mario". Dwa trafienia w tym spotkaniu zanotował także Grażvydas Mikulenas.
Pierwsze dziesięć minut spotkania było mało ciekawe, a wręcz nudne. Kibice ożywili się, gdy piłka po raz pierwszy zatrzepotała w siatce bramki strzeżonej przez Mateusza Bąka. Grzegorz Baran podał do świetnie wychodzącego Piotra Ćwielonga, który strzelił nad interweniującym bramkarzem, ale sędzia odgwizdał spalonego. Na odpowiedź piłkarzy Lechii trzeba było czekać niespełna 5 minut, kiedy Maciej Mysiak strzałem z dystansu trafił w poprzeczkę! Piłka po odbiciu od niej trafiła jeszcze pod nogi Krzysztofa Rusinka, lecz ten nie potrafił umieścić futbolówki w bramce.
Po chwili spełniło się stare piłkarskie porzekadło mówiące, że niewykorzystane sytuacje się mszczą. Fatalny błąd popełnił Ronald Siklić, który stracił piłkę na rzecz Mariusza Śrutwy. Kapitan "Niebieskich" świetnie minął dwóch rywali i strzałem z lewej nogi pokonał golkipera gości. - Piłka jest przewrotna i takie akcje raz wychodzą, a raz nie. Najważniejsze, by w tych najtrudniejszych momentach wykorzystywać takie okazje – ocenił strzelec wspaniałej bramki.
W 22. minucie kolejną dogodną okazję do strzelenia gola miał Mariusz Śrutwa, jednak tym razem piłka uderzona głową minimalnie minęła poprzeczkę. Po stracie gola gdańszczanie ruszyli do odrabiania strat. Nie mieli jednak pomysłu na przechytrzenie dobrze sprawującej się formacji defensywnej Ruchu. Niewiele brakowało, a jeszcze przed przerwą wynik spotkania podwyższyłby Wojciech Grzyb, lecz jego strzał zza pola karnego minimalnie minął prawy słupek bramki Mateusza Bąka.
Po przerwie byliśmy świadkami zmasowanych ataków piłkarzy Lechii, z których jednak nic nie wynikało. Gdańszczanie kilka razy wykonywali rzuty wolne zza linii szesnastego metra, lecz za każdym razem piłka przelatywała wysoko nad bramką Jarosława Paśnika. W ataku zadziornie walczył Grażvydas Mikulenas. Co prawda, na tle szybkościowym przegrywał on z rywalami, ale za to znakomicie robił to, co do niego należy, czyli strzelanie bramek.
Pierwszy gol "Mikiego" padł po wspaniałym, prostopadłym podaniu Michała Pulkowskiego. Litwin świetnie wyszedł do piłki i strzelił w długi róg bramki. – Gol ten sprawił mi dużo radości. Piłka odbiła się jeszcze od słupka i do końca nie byłem pewien czy wpadnie, ale w końcu przekroczyła linię bramkową. To był mój pierwszy gol w barwach Ruchu – cieszył się po meczu.
Kolejny dobry mecz rozegrał Jarosław Paśnik, który do tej pory zachował czyste konto. Zdarzają mu się proste błędy, ale za to potrafi wspaniale wyciągnąć mocny strzał w róg bramki. Tak było w 65. minucie meczu, kiedy sparował na rzut rożny uderzenie Macieja Mysiaka. - Przy wyniku 2:0 chcieliśmy za wszelką cenę strzelić bramkę, ale nie udało się – mówił zasmucony Krzysztof Brede, obrońca gdańskiej Lechii.
W 86. minucie drugiego gola mógł zdobyć Grażvydas Mikulenas, lecz na drodze stanął Łukasz Kubik. – Nie trafiłem dobrze w piłkę. Chciałem przelobować bramkarza, ale uderzyłem za słabo i obrońca zdążył wybić tę piłkę na aut – tłumaczył popularny "Miki". W końcówce spodziewano się, że Lechia będzie atakować. Było jednak całkiem odwrotnie, bo to chorzowianie raz po raz zagrażali bramce gości, co zaowocowało podwyższeniem wyniku na 3:0. Gola zdobył właśnie Mikulenas, który wykorzystał podanie swego partnera z ataku – Mariusza Śrutwy.
Drugi raz w tym sezonie okazało się, że Ruch Chorzów jest drużyną zdecydowanie lepszą od gdańskiej Lechii. We wrześniu ubiegłego roku chorzowianie wywieźli z Pomorza cenne trzy punkty. Wówczas gole dla „Niebieskich” zdobyli Mariusz Śrutwa oraz Rafał Wawrzyńczok. W piątkowy wieczór Ruch znowu był drużyną o wiele lepszą, a jedną z trzech bramek zdobył ponownie "Super Mario". - Mamy kilka godzin na radość, a potem już rozpoczynamy "operację Łódź" – podsumował kapitan "Niebieskich".
Ruch Chorzów 3:0 (1:0) Lechia Gdańsk
Strzelcy:
Śrutwa 17', Mikulenas 63', Mikulenas 90'
Żółte kartki:
Klaczka - Kalkowski, Szczepiński
Składy:
Ruch: Paśnik - Myszor, Klaczka, Balul, Makuch - Grzyb (90' Smarzyński), Pulkowski, Baran (90' Petasz), Ćwielong (78' Bizacki) - Śrutwa, Mikulenas.
Lechia: Bąk - Pęczak, Brede, Manuszewski, Siklić - Piątek (67' Wiśniewski), Szczepiński (67' Kubik), Mysiak, Kalkowski - Rusinek (79' Dzienis), Król.
Sędzia: Piotr Kubas (Podkarpacki ZPN)
Widzów: 4.000 (w tym 100 kibiców Lechii)