Grupę antyterrorystyczną oraz pirotechników zaangażowano w ochronę sobotniego meczu Ruchu Chorzów na Stadionie Śląskim. Wszystko przez katarską telewizję, której dziennikarze chcą nakręcić materiał podczas tego spotkania. - Nie chcemy ich tu ze względów bezpieczeństwa - powiedziano w urzędzie marszałkowskim.
Anglojęzyczna al Dżazira to telewizja informacyjna z Kataru. Nadaje od dwóch lat, a zbudowano ją na bazie arabskiej wersji stacji al Dżazira, która zasłynęła m.in. tym, że emitowała przesłania Osamy Ben Ladena, lidera al Kaidy. W wersji angielskiej stacja nadaje m.in. wiadomości, filmy dokumentalne, informacje gospodarcze i sportowe.
W grudniu stacja zamierza wyemitować cykl krótkich programów dotyczący Polski. Jeden z nich będzie dotyczył Górnego Śląska, jego odrębności i niektórych śląskich polityków, którzy myślą o autonomii regionu. Jerzy Gorzelik, lider Ruchu Autonomii Śląska, radził współpracownikowi stacji, co warto pokazać na Śląsku. - Nie chcieliśmy po raz kolejny chwalić się ludowymi występami rodem z cepelii - opowiada Gorzelik.
Stąd pomysł, by w reportażu znalazł się Ruch Chorzów i jego kibice, którzy często manifestują przywiązanie do regionu.
Ruch Chorzów wizytówką Śląska
Działacze niebieskich o propozycji al Dżaziry dowiedzieli się w zeszłym tygodniu. - Dostaliśmy maila, którego treść można streścić jednym zdaniem: "Czy chcielibyśmy stać się na potrzeby reportażu al Dżaziry wizytówką Śląska?" - mówi Marzena Mrozik, która odpowiada w chorzowskim klubie za marketing.
Ruch poprosił o szczegółowy scenariusz reportażu. - Dowiedzieliśmy się, że dziennikarze chcą nakręcić naszych kibiców przed, jak i na stadionie. Chcieli też porozmawiać z jednym z naszych piłkarzy. Pomyśleliśmy o Wojtku Grzybie, bo to nasz kapitan, a jednocześnie Ślązak z krwi i kości. Podjęliśmy wstępną decyzję na "tak". Uznaliśmy, że taki materiał przysłuży się nie tylko klubowi, ale całemu regionowi - dodaje Mrozik.
Ale w piątek rano do klubowych działaczy zaczęły docierać plotki, że urząd marszałkowski nie zgadza się, by dziennikarze al Dżaziry kręcili materiał na Stadionie Śląskim, bo takie nagranie mogłoby zostać wykorzystane przez arabskich terrorystów! Działacze Ruchu nie chcieli komentować sprawy, podobnie jak pracownicy urzędu marszałkowskiego, do którego należy Stadion Śląski. Dopiero po południu jeden z pracowników urzędu przyznał nieoficjalnie: - Nie chcemy tej telewizji ze względów bezpieczeństwa.
Problemów zaczęło przybywać z godziny na godzinę. Najpierw na Cichą dotarły wieści, że mecz może się nie odbyć, ponieważ jeden ze stadionowych parkingów jest w fatalnym stanie. Potem Szczerbowski stwierdził, że jeśli Ruch chce w sobotę zagrać na Śląskim z Wisłą Kraków, to musi posprzątać stadion po swoim zeszłotygodniowym meczu z Legią. - Zobowiązali się i muszą posprzątać. To parę godzin pracy. Na razie meczu nie ma - mówił po południu Szczerbowski.
Działacze Ruchu w prywatnych rozmowach powtarzali, że kolejne przeszkody, które miały doprowadzić do odwołania spotkania, traktują jako pretekst, który ma uniemożliwić pracę dziennikarzom arabskiej stacji.
Informator "Gazety" twierdzi, że upór Ruchu mógł doprowadzić do tego, że niebiescy nie zostaliby wpuszczeni na Śląski i przegrali mecz walkowerem!
Mecz ze sztabem antykryzysowym
Telewizja AJE chciała tylko podczas meczu swobodnie przemieszczać się między płytą boiska a sektorami dla kibiców. Dyrektor stadionu uznał jednak, że jest to niedopuszczalne ze względów bezpieczeństwa.
- Nie wyobrażam sobie takiej sytuacji. Jeżeli Ruch się zgodzi, to na własną odpowiedzialność. Przypominam, że to będzie mecz podwyższonego ryzyka, kibice Ruchu i Wisły nie przepadają za sobą. Kto zapewni bezpieczeństwo ekipie telewizji? - pyta Szczerbowski.
Jak się dowiedział klub, materiał miały realizować trzy osoby. - Chcieliśmy ułatwić im pracę, potraktować tak samo jak polskich dziennikarzy - dodaje Mrozik.
Krzysztof Dzięciołowski, dziennikarz, który przygotowuje materiał dla AJE, nie zamierza polemizować z uwagami dyrektora Szczerbowskiego. - Będziemy robić to, na co nam pozwolą. Nie zamierzamy rozgrzewać kibiców. Przygotowujemy program o regionalizmie Śląska i nie ma tu żadnych politycznych zamysłów - mówi Dzięciołowski.
Wieczorem w końcu zawarto kompromis. Dziennikarze AJE będą mogli nakręcić materiał, ale tylko przed stadionem. Przedstawiciel klubu nie będzie ich odstępować nawet na krok. Niecodziennej wizycie mają towarzyszyć szczególne środki bezpieczeństwa. W ochronę spotkania zaangażowano grupę antyterrorystyczną oraz pirotechników, a ich prace ma koordynować specjalny sztab antykryzysowy. Takie środki angażuje się na spotkania reprezentacji. Nie było ich jednak podczas ostatniego meczu Ruchu z Legią.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice