Na Cichej martwią się atakiem zimy, który zaskoczył nasz kraj w ubiegłym tygodniu. Fatalna pogoda spowodowała, że mecz Ruchu z Legią na Stadionie Śląskim oglądało nieco 10 tysięcy widzów. Chorzowski klub poniósł aż 100 tysięcy złotych strat!
Do sobotniej potyczki Ruchu z Wisłą Kraków pozostało już zaledwie kilka dni. Dyrektor "Niebieskich" Mirosław Mosór najbardziej boi się o frekwencję ostatniego ligowego spotkania na własnym terenie. Jak w ostatnich dniach w większości polskich klubów, także na Cichej, głównym tematem jest panująca za oknami zimowa aura. - Nie możemy mieć żadnych zastrzeżeń do Śląskiego w kwestii stanu technicznego murawy. Jak pokazała ostatnia kolejka, Ruch był jednym z nielicznych zespołów, który zagrał na bardzo dobrze przygotowanej murawie. Niestety, w innych miastach było z tym różnie. Jest jednak inny aspekt tej całej sprawy. Proszę pamiętać, że gramy dla kibiców, a dla nich warunki do oglądania spotkania nie były zachęcające. Najpierw deszcz, potem śnieg… Trudno przy takiej aurze cieszyć się meczem. Gdyby to od nas zależało, to bez wątpienia wolelibyśmy te dwie kolejki rozegrać wiosną. Prawdopodobnie w jedną z kwietniowych śród na stadionie mielibyśmy lepszą frekwencję niż obecnie. Do tego nadal dochodzą do nas kolejne niepokojące sygnały. Właśnie słyszałem, że zasypało Poznań. Mogę mieć tylko nadzieję, że pogoda nie odstraszy naszych fanów i sobotnie spotkanie z mistrzem Polski zgromadzi większą liczbę widzów niż potyczka z Legią – komentuje dyrektor chorzowskiego klubu.
A że obecnie frekwencja to dla chorzowskiego klubu bardzo ważna sprawa nie trzeba nikomu tłumaczyć. „Niebiescy” zmuszeni do rozgrywania swoich spotkań na Stadionie Śląskim (na obiekcie przy ulicy Cichej w Chorzowie nie ma podgrzewanej murawy), muszą zarówno liczyć się z niemałymi kosztami wynajęcia obiektu, a także trudną do stworzenia atmosferą na trybunach. - Na Stadionie Śląskim można mówić o atmosferze na trybunach, jeśli zasiądzie tam co najmniej 20 tysięcy widzów. Każda frekwencja poniżej tej liczby powoduje, że trudno jest o niepowtarzalny klimat podczas meczu. Wszyscy piłkarze i kibice widzą przecież, że na Śląskim jest wspaniale, kiedy zapełniają się trybuny. Wystarczy przypomnieć Wielkie Śląskie Derby, kiedy na stadionie zasiadło grubo ponad 40 tysięcy widzów. A jeśli usiądzie tam 5000, to człowiek czuje się jak na sparingu. Kolejną sprawą jest też fakt, że bardzo trudno wtedy o opłacalność imprezy, a my po takim meczu jak ten z Legią mamy stratę na poziomie 100 tysięcy złotych… – dodaje dyrektor, który widzi również inny problem dotyczący chorzowian. - Dla nas sporym problemem są też pory rozgrywania meczów. Wiem, że to wymogi telewizyjne, ale spotkania Ruchu zbyt często odbywają się o późnych porach. Ruch ma kibiców nie tylko w Chorzowie, ale na całym Śląsku, ma również kibiców w różnym wieku i mam tu na myśli szczególnie najmłodszych sympatyków. Dla wielu godzina 20 to zdecydowanie za późno, bo po meczu najzwyczajniej w świecie nie mają czym wrócić do domu – podkreśla Mosór.
Można tylko mieć nadzieję, że chorzowscy kibice zmobilizują się na spotkanie z Wisłą tak samo jak zrobili to kibice rywali. Wiadomo już, że fani krakowskiego zespołu chcą dobrze zaprezentować się w Chorzowie. Wisłą zamówiła dla nich aż 3000 wejściówek i zorganizowała specjalny pociąg, którym dotrą na Śląsk.
źródło: Sport