Trener Duszan Radolsky odszedł z Ruchu Chorzów nagle, w nadal niewyjaśnionych okolicznościach. Był 10 września. Po dwóch tygodniach pojawiła się informacja, że Radolsky został szkoleniowcem MSK Żilina, czołowego słowackiego klubu, który akurat miał za sobą pierwsze spotkanie z Levskim Sofia (1-1). Stawką dwumeczu był awans do fazy grupowej Pucharu UEFA. Już pod wodzą byłego trenera Ruchu, Żilina wygrała w Bułgarii (1-0) i śladem Lecha Poznań wywalczyła awans.
- Żilina zajmuje drugie miejsce w tabeli słowackiej ligi. Przegraliście w ostatni weekend mecz ze Slovanem Bratysława, który przewodzi tabeli. Chyba trudno będzie wywalczyć tytuł mistrza Słowacji?
Duszan Radolsky: - Slovan wykorzystał nie tylko nadarzające się okazje, ale i atut własnego boiska. Musimy się przyzwyczaić, że mamy mecze co kilka dni. Jest przecież liga, Puchar UEFA, rozgrywki krajowego pucharu... Szwankuje koncentracja. W czwartek gramy z czeską Slavią Praga, a potem ostatni ligowy mecz w tej rundzie. Żilina obchodzi w tym roku 100-lecie powstania. Chciałbym sprawić klubowi podarek w postaci dwóch zwycięstw.
- Czy pana piłkarze walczyliby w Polsce o tytuł mistrzowski?
- Jestem o tym przekonany! Mamy naprawdę dobrą drużynę, zaś wymagania w tym klubie są takie, jak w Wiśle Kraków. Każda porażka jest szeroko komentowana. Ale może to i dobrze? Ja potrzebuję grania o wysokie cele, sukcesów...
- Czy dlatego pan odszedł z Ruchu? Z drużyną z Chorzowa na tę chwilę trudno walczyć o europejskie puchary...
- Przyjdzie czas, kiedy powiem o przyczynach odejścia. Nie było jednak tak, że wiedziałem o propozycji Żiliny. Kiedy odchodziłem z Ruchu, tego tematu nie było. Potrzebowałem oddechu. Z żoną wybrałem się na urlop i wtedy dostałem ofertę. Miałem 24 godziny na podjęcie decyzji. Zaproponowano mi kontrakt do 31 grudnia 2008 roku. Nie zastanawiałem się. Korciła mnie walka w Pucharze UEFA i o mistrzostwo Słowacji.
- Udało się awansować do fazy grupowej Pucharu UEFA. Przedłużył więc pan już kontrakt?
- Przyznam, że nie było jeszcze czasu, aby usiąść z działaczami. Nieustannie pracuję. Dziś analizowałem grę Slavii Praga. Jutro wyjeżdżamy na krótkie zgrupowanie. Czwartek - mecz. Potem lecę do Anglii, aby zobaczyć Aston Villę. Wracam i kończymy rundę meczem z Koszycami. To wyzwanie, uczę się czegoś nowego.
- "Byliśmy zespołem mało dojrzałym" - tak powiedział Bogusław Pietrzak po ostatnim meczu Ruchu z Legią Warszawa. Czy to nie są czasem pana słowa?
- Ja mówiłem, że ta drużyna Ruchu umie wygrać mecz, lecz nie potrafi wygrywać. Jednak... tęsknię za nią. Ci piłkarze bardzo mocno pracowali. Niestety, teraz stać ich na grę w środku tabeli. Kiedy Ruch dołączy do Wisły, Legii, Polonii, czy Lecha? Jeszcze nie teraz, trzeba trochę poczekać. Kręgosłup z młodych, a już zarazem doświadczonych zawodników jest. Że wymienię Tomka Brzyskiego, Grzegorza Barana, Rafała Grodzickiego. Załapał się Maciej Sadlok. Pavol Balaż to też dobry zawodnik. Należy jednak szukać nowych piłkarzy, którzy zastąpią tych starszych, takich, jak Irek Adamski, czy Wojtek Grzyb, który pewnie zostanie w klubie, ale w nowej roli. Czytałem w internecie, że prostują się sprawy finansowe. I bardzo dobrze...
- Nie wymienił pan Piotra Ćwielonga.
- Mówiłem mu: "Pepe ja mam do ciebie zaufanie, ale jeśli nie będziesz strzelał bramek, to będzie fatalnie". Byłem atakowany, dlaczego nie gra, a tymczasem... On nie może marnować tylu sytuacji ile stwarza mu drużyna! Jeśli myśli, że jest zawodnikiem ekstraklasowym, to się myli. Byłaby szkoda, gdyby się miał zmarnować, bo to nie jest zły chłopak. Na treningu zawsze stawał w pierwszym szeregu. Musi jednak słuchać słów krytyki i mieć nad sobą ciężką rękę.
- Czy zimą szykuje się jakiś transfer z Chorzowa do Żiliny?
- Nie mam takich pomysłów. Nie mówię jednak, że nie szukam w Polsce. Niektórzy piłkarze w waszym kraju przypadli mi do gustu. Lista jest, ale nie wiem, czy są w naszym zasięgu.
- Mimo, że minęło kilka miesięcy od rozstania, podobno doskonale wie pan, co słychać na Cichej. Po zwycięstwie z Lechem piłkarze odebrali od pana smsy z gratulacjami...
- Ruch nadal mam w serduszku. Podobało mi się w Polsce. Nadal zresztą śledzę polską ligę. Sprawdzam nie tylko wyniki chorzowian, ale też Polonii Warszawa, w której grają piłkarze, z którymi pracowałem w Grodzisku Wielkopolskim. Kto wie? Może jeszcze wrócę do Polski...
źródło: Sportslaski.pl