Ciągły kontakt ze stacją meteorologiczną na lotnisku w Katowicach-Muchowcu, "odpalanie" ogrzewania murawy już na kilka dni przed meczem oraz podtrzymywanie ogrzewania płyty między spotkaniami następującymi po sobie w krótkim czasie - to sposób fachowców ze Stadionu Śląskiego na uniknięcie niespodzianki w postaci zasypanego przez śnieg boiska.
- Mecz Ruchu z Legią był w piątek, a już we wtorek podgrzaliśmy glikol, czyli ciecz, która potem wypełnia instalację grzewczą - wyjaśnia Edward Grygierczyk, specjalista do spraw nawierzchni trawiastych na Stadionie Śląskim. - W następnych dniach włączyliśmy ogrzewanie. W dniu meczu na poziomie murawy było 10 stopni , to wystarczyło, aby padający śnieg topniał.
W tym samym czasie w Bytomiu w drugiej części spotkania Polonii z ŁKS-em była biała murawa, ponieważ nastąpiła awaria zaworu, działającego jak termostat. Temperatura zatrzymała się na czterech stopniach ciepła. - Ogrzewanie włączyliśmy na dzień przed meczem. Możliwe, że trochę za późno, ale gdyby nie ta awaria, to pewnie nie byłoby problemu ze śniegiem - ocenia dyrektor OSiR-u w Bytomiu, Damian Gaweł. - Na razie zdjęliśmy ten zawór, ciepło pobierane z miejskiej sieci daje na murawie plus 14 stopni. Boisko mamy zielone, wtorkowy mecz Pucharu Ekstraklasy nie jest zagrożony.
- Trzeba pamiętać, że podgrzewanie murawy to nie jest zapalanie kuchenki gazowej - dodaje Grygierczyk. - Nie można od razu uderzyć wysoką temperaturą, bo zniszczy się w ten sposób trawę. Nie należy dopuszczać więcej niż 20 stopni. Mamy teraz włączone podgrzewanie na poziomie 9 stopni. W sobotę na meczu Ruchu z Wisłą Kraków może być 13-14.
Koszty używania podgrzewania muraw są znaczne. OSiR w Bytomiu za miesiąc płaci 50 tysięcy złotych. Polonia, w ramach korzystnej umowy ze Stadionem Śląskim z ubiegłego roku, miała koszt ogrzewania w wysokości 4-5 tysięcy zł za mecz.
źródło: POLSKA Dziennik Zachodni