W Krakowie łopaty do ręki wzięli nawet rezerwowi piłkarze Cracovii. W Bytomiu grano na białej płycie. W Gdańsku sędzia Jarosław Żyro odłożył rozpoczęcie meczu Lechia - Piast o godzinę, w celu odśnieżenia boiska. Konieczność włączenia jupiterów oznaczała jednak przymus... wyłączenia "grzałek" w ziemi. Trener Michał Probierz z powodu kontuzji w niepiłkarskich warunkach stracił zapewne dwóch zawodników, podobnie - Marek Motyka.
Kilkunastominutowa śnieżna zadymka, kilka centymetrów śniegu, temperatura w granicach zera... - niewiele potrzeba, by powiało grozą na boiskach ekstraklasy. W wielu przypadkach zwyczajnie brakło wyobraźni. - Lub doświadczenia - dopowiada Marcin Stefański, dyrektor Departamentu Logistyki Rozgrywek Ekstraklasy SA. Zapowiada, że spółka przyjrzy się uważniej organizacji spotkań, być może będą kary. Tyle że pewnie te ostatnie znów trafią w tych, co z owym "cyrkiem" w minionym weekend niewiele mieli wspólnego. No bo gdzież właścicielami stadionów są kluby? I jakiż mają wpływ na postępowanie zarządzających obiektami przedstawicieli miejskich OSiR-ów? W tym "biznesie" to przecież właśnie dyrektor sportowej areny musi wykazać się największą przenikliwością i wyobraźnią. - Jak Marek Szczerbowski - prezes Polonii Bytom, Damian Bartyla, chwali szefa Stadionu Śląskiego. - Powiedział mi, że już w środę włączył ogrzewanie murawy.
I dlatego w piątkowy wieczór Ruch z Legią grał na chorzowskim "gigancie" na zielonej trawce. W tym samym czasie, w odległym o 10 km Bytomiu, poloniści i łodzianie zmagali się nie tylko z piłką, ale i śniegiem. Okazało się, że instalacja grzewcza nawet nie została uruchomiona! - Już w środę, pod nieobecność dyrektora OSiR, rozmawiałem z osobą odpowiedzialną za opiekę nad murawą. Mówiłem o prognozach pogody, o zapowiadanych opadach. Odmówiono mi włączenia ogrzewanie. To samo było w czwartek - relacjonuje sternik niebiesko-czerwonych.
Można spodziewać się teraz, że na bytomski klub spadną kary za niewłaściwe przygotowanie płyty. - Dlatego dziś wystosowuję list do prezydenta miasta z opisem całej sytuacji i prośbą o zajęcie stanowiska - dodaje Bartyla. Zapewne jednak niewiele mu to pomoże w postępowaniu przed Komisją Ligi. No i nie przywróci punktów, straconych na murawie. - O opadach mówiło się od tygodnia, a mecz był przecież jednym z najważniejszych w tej rundzie. Nam trzeba pomóc a nie przeszkadzać - pieklił się Marcin Komorowski, świeżo upieczony kadrowicz Leo Beenhakkera.
Na stan boiska narzekano i w innych miejscach. W takich warunkach gra mija się z celem dla wszystkich: kibiców, piłkarzy i organizatorów. W normalnej sytuacji, na trawie, wygralibyśmy wyżej, bo mieliśmy wiele okazji - stwierdził pomocnik Lecha, Sławomir Peszko. Rzeczywiście, zimowa aura i boisko Cracovii były w sobotnie popołudnie najgorsze w kraju, a stan murawy wpłynął na poziom meczu. - Ogrzewanie wpływa tylko na korzonki trawy - w ten sposób, Janusz Filipiak tłumaczył - zapewne spóźnioną - decyzję o włączeniu ogrzewania. W efekcie piłkarze piłkarze narzekali, że na boisku robił się po prostu lód. Zbyt późne uruchomienie systemu grzewczego powoduje właśnie stworzenie "lodowiska".
Ekstraklasa nie powinna już w tym roku rozgrywać następnych meczów - taka opinia dominuje w większości klubów. - Musimy grać, bo wiosną zabraknie terminów. 17 kolejek jesienią i tylko 13 wiosną to schemat, który będzie już zawsze obowiązywać - mówi Marcin Stefański, dyrektor logistyki rozgrywek Ekstraklasy SA.
- Zastanawiam się, dla kogo my gramy? Podobno dla kibiców. Ale kibice nie chcą oglądać meczów w takich warunkach - denerwuje się trener Arki Gdynia Czesław Michniewicz. Takich jak on w ekstraklasie jest bardzo wielu. Trenerzy, prezesi i piłkarze proponują, by ligę przenieść na wiosnę. - Latem po decyzjach w sprawie kar za aferę korupcyjną nie było kłopotów z natychmiastową reakcją w sprawie terminarza, to i teraz nie powinno być - dowodzi szkoleniowiec z Gdyni. Ekstraklasa ma rozegrać tej jesieni aż siedemnaście kolejek, mimo że przyszłorocznego lata nie czeka nas żadna impreza rangi mistrzostw świata czy Europy.
- Piętnaście kolejek jesienią i piętnaście wiosną. Komu to przeszkadzało? Czy u nas zawsze wszystko musi być inaczej niż normalnie? - zastanawia się właściciel ŁKS Daniel Goszczyński.
Rozgrywki ekstraklasy kończą się 30. maja 2009 roku. Potem będzie wielotygodniowa przerwa, choć w czerwcu warunki do rozgrywania meczów piłkarskich są znakomite. Zwykle na początku właśnie tego miesiąca mecz o punkty rozgrywała reprezentacja Polski, ale jak na ironię w przyszłym roku w tym terminie biało-czerwoni nie mają zaplanowanego meczu w swojej grupie kwalifikacji do mundialu w RPA.
- Ligę musimy skończyć w maju, bo już pod koniec czerwca polskie drużyny startują w europejskich pucharach. Obowiązują nas sztywne terminy zgłaszania klubów do UEFA. Zresztą praktycznie cała Europa kończy tak wcześnie i my też się dostosujemy - twierdzi Stefański.
Jego zdaniem, kadra narodowa też ma swoje plany, chociaż nie gra o punkty. Na początku czerwca UEFA wyznaczy bowiem oficjalny termin na międzypaństwowe spotkania, dlatego Polska będzie mogła rozegrać mecz towarzyski w mocnym składzie (tak jak w minioną środę z Irlandią). - A więc i tak liga wówczas nie mogłaby grać, więc sezon rozgrywkowy siłą rzeczy wydłużyłby się do połowy czerwca - dodaje główny logistyk z Ekstraklasy SA.
Takie argumenty nie trafiają jednak wszystkim do przekonania, bo przecież można rozgrywać ligowe mecze w wiosenne środy. - Właśnie, że nie można. Ekstraklasa z zasady musi grać tylko w weekendy. Takie zobowiązania zostały zawarte w kontraktach telewizyjnych. Przecież wszystkie mecze są transmitowane na żywo. W środku tygodnia byłoby to bardzo utrudnione. Pomijam już fakt, że nawet w takiej sytuacji mogłoby zabraknąć wolnych terminów, a wielu piłkarzy mimo wszystko musiałoby być nastawionych na grę co trzy dni - dowodzi Stefański.
- Nie wierzę, że nic nie da się zrobić z tym problemem. Nikt nie myśli o tym, że ostatnio nie mamy gdzie trenować, bo jeżeli wejdziemy na stadion z podgrzewaną murawą, to klub może stracić gwarancję na usługi serwisowe i konserwacyjne. Szukamy więc innych boisk i nie możemy ich znaleźć, bo gdzie? - martwi się trener Jagiellonii, Michał Probierz.
źródło: Sport / Dziennik