Na pomysł, by pomóc wychowankom Mysłowickiego Domu Dziecka, Grzyb wpadł ponad trzy lata temu. - Wtedy miałem tylko nadzieję, że za rok znowu uda nam się zorganizować imprezę. Teraz już nie wyobrażam sobie, żeby mogło jej zabraknąć - tłumaczy piłkarz.
Katarzyna Wolwiak, dyrektorka ośrodka, podkreśla, że Grzyb i jego rodzina są szczególnymi przyjaciółmi dzieci. - Nie ma żadnej dużej imprezy, podczas której nie byliby naszymi gośćmi - mówi. - To dzięki Wojtkowi mysłowiczanie dowiedzieli się, że tuż obok nich funkcjonuje taki ośrodek - dodaje.
Mysłowicki Dom Dziecka powstał w 1931 roku. W starej kamienicy, którą ma za siedzibę, funkcjonuje od roku 1936. - Gdzie się nie obrócić, to jakieś pomieszczenie aż prosi o remont - mówi Wolwiak.
Podczas pierwszego turnieju udało się zebrać około 13 tys. zł, rok później - prawie 20 tys. Dzieci wiedzą, że pieniądze są właśnie dla nich. W środę, mimo paskudnej pogody, rozpoczęła się budowa tak wyczekiwanego boiska! - Z każdym rokiem przybywa nam małych piłkarzy - śmieje się Wolwiak.
Wychowankowie ośrodka już odliczają dni do kolejnego turnieju. Impreza odbędzie się w hali mysłowickiego MOSiR-u, który jest współorganizatorem zawodów.
7. grudnia o zwycięstwo po raz kolejny będą rywalizować cztery drużyny. Pierwszy raz zaproszenie przyjęły dawne gwiazdy Naprzodu Janów - swój udział zapowiedział trzykrotny olimpijczyk Janusz Adamiec. Kto wie, czy drużyny nie wzmocni też Mariusz Czerkawski. Swoją reprezentację wystawią również kibice, a stawkę uzupełnią przyjaciele Wojtka Grzyba i Gwiazdy Polskiej Ligi.
Podczas zawodów będą licytowane sportowe gadżety. Koszulki na ten cel przekażą siatkarze: Paweł Zagumny, najlepszy rozgrywający ostatnich mistrzostw świata, i Mariusz Wlazły. Grzyb też odda bardzo cenną pamiątkę, czyli koszulkę (z oryginalnym nadrukiem), w której grał podczas ostatnich Wielkich Derbów Śląska.
Kapitan niebieskich przyznaje, że w czasach kryzysu o sponsorów łatwo nie jest. Tym bardziej ucieszył się, gdy sam znalazł go kolega ze szkoły i z boiska, który pracuje teraz w dużej firmie budowlanej. - Nie zależy nam na reklamie, chcemy po prostu pomóc dzieciakom - podkreśla Damian Kublik.
Grzyb liczy, że za pośrednictwem mediów uda mu się znaleźć firmę, która zapewni monitoring podczas imprezy. Na mysłowickiej hali nie ma takiego urządzenia, więc bez przenośnych kamer zawody się nie odbędą.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice