Późne godziny rozpoczęcia meczów są dużym problemem dla kibiców Ruchu, którzy mieszkają poza Chorzowem. Działacze już interweniowali w tej sprawie, ale na razie są bezradni.
Ćwiklice - mała wioska położona dwa kilometry od Pszczyny. Atrakcją sołectwa jest barokowy kościół z przełomu XVI i XVII wieku pod wezwaniem św. Marcina z Tours, przy którym działa Parafialny Klub Ruchu! - Na ostatnie wielkie derby Śląska pojechały od nas aż trzy autobusy. Staramy się być na każdym meczu, mamy nawet własną flagę - opowiada Zdzisław Grygier, opiekun fanklubu.
Grygier ze smutkiem przyznaje jednak, że w tym sezonie frekwencja spadła. - Do naszego fanklubu należą głównie dzieci, to czasami nie są nawet gimnazjaliści. Trudno zdobyć zaufanie ich rodziców, a gdy ci na dodatek słyszą, że mecz skończy się tuż przed 10 w nocy, to szanse na wspólny wyjazd spadają do zera - tłumaczy. Z siedmiu meczów, jakie niebiescy rozegrali dotąd na Cichej (patrz tabelka), tylko spotkanie z Lechem rozpoczęło się o porze przychylnej kibicom spoza Chorzowa.
Późny czas rozgrywania spotkań dotyka też najbliższych piłkarzy. Krzysztof Nykiel, obrońca chorzowskiej drużyny, pochodzi z Łodzi i to z tego miasta jeżdżą na jego mecze znajomi i rodzina. - Ojciec z wujkiem nieraz odwoływali swój przyjazd, gdy dowiadywali się, że znowu skończymy późną nocą. Wracają wtedy do domu grubo po północy. To męczące i nieprzyjemne dla kierowcy. Zaprosiłem rodziców na najbliższy mecz z Legią [w najbliższy piątek o godz.20 - przyp. red.] i już zapowiedzieli, że na noc zostają u mnie - mówi Nykiel.
W Ruchu zdają sobie sprawę, że takie nocne granie jest kłopotliwe dla kibiców. - Ten problem dotyczy głównie kibiców spoza Chorzowa, a Ruch, który jest popularny na całym Śląsku, ma takich tysiące. Podczas spotkań z naszymi fanklubami często słyszymy: "zróbcie coś z tymi godzinami!". Takie osoby żalą się, że po meczach na Cichej nie mają jak wrócić do domu - podkreśla Marzena Mrozik, dyrektorka Ruchu ds. marketingu.
Na Cichej ostrożnie szacują, że jeżeli mecze rozpoczynałyby się wcześniej, to na trybunach byłoby przynajmniej 2 tys. osób więcej - to dla klubu dodatkowy zarobek około 30 tys. zł.
Działacze Ruchu poprosili o pomoc Ekstraklasę SA, która zarządza rozgrywkami. - Odbyliśmy już wiele rozmów w tej sprawie i zapewniam, że nadal będziemy się starać, by w rundzie rewanżowej sytuacja uległa zmianie - dodaje Mrozik.
Ekstraklasa twierdzi jednak, że Ruch jest ofiarą własnej medialności. - To nie Ekstraklasa decyduje o godzinach rozpoczęcia poszczególnych meczów tylko Canal+ i Orange TV, czyli telewizje, które mają prawo do pokazywania spotkań - tłumaczy Adrian Skubis, rzecznik prasowy Ekstraklasy SA.
W Canal+ powiedziano nam, że przy ustalaniu godzin meczów niebieskich nikt nie robi Ruchowi na złość. - Spotkania, które wydają się ciekawsze, rozpoczynają się o późniejszej porze, a mniej medialne mecze wcześniej - wyjaśnił nam pracownik stacji. - Myślę, że nawet na Śląsku znalazłyby się kluby, które chciałyby się zamienić z Ruchem - mówi Skubis.
Może właśnie z powodu wpływów telewizyjnych działacze Ruchu aż tak bardzo nie walczą o to, by mecze ich klubu rozpoczynały się wcześniej? Canal+ rozdziela bowiem pieniądze według następującego klucza: 50 procent dla wszystkich klubów po równo, 25 procent sumy w zależności od miejsca w tabeli i kolejne 25 procent - za tzw. medialność, czyli liczbę transmisji. - Uważamy, że obie sprawy można pogodzić i wypracować model, który będzie przyjazny zarówno kibicowi na stadionie, jak i temu przed telewizorem - uważa Mrozik.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice