Dobiegła końca kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych, którą zwieńczyły powszechne wybory. Te odbywają się tradycyjnie w pierwszy wtorek, po pierwszym poniedziałku listopada. Starania o głosy wyborców trwały ponad 20 miesięcy! Partie Demokratów i Republikanów mimo kryzysu finansowego dysponowały łącznym budżetem ok. 1 miliarda dolarów. Swą medialnością przyćmiły ogromne korporacje, fundując największe polityczne show na ziemi, a do tego porwały amerykańską społeczność angażując spośród niej dziesiątki tysięcy wolontariuszy. Atmosfera udzieliła się i to jeszcze w marcu między innymi dziennikarzowi sportowemu Pawłowi Czado, który opisując Wielkie Derby Śląska używał słów "Yes, We Can. JA, MY MOGYMY". Przytoczone powyżej angielskie słowa, to oczywiście tytuł piosenki wykonywanej przez znanych muzyków, którzy w ten sposób wyrażali swe poparcie dla Baracka Obamy.
Tradycyjnie największa walka miała miejsce w stanach, w których głosy na Baracka Obamę i Johna McCaina rozkładały się po równo. Stany takie nazywane są Swing States, a za przykład może posłużyć Pensylwania i Nevada. Sztaby wyborcze kandydatów próbowały w każdym z takich stanów przechylić poparcie mieszkańców na swoją korzyść. Swing States były miejscem licznych wizyt kandydatów, wieców wyborczych, przemówień oraz specjalnie przygotowanych reklam. Amerykańskie stany, w których nie ma wyraźnego lidera sondaży porównać można do takich miast, czy dzielnic na Śląsku, które zamieszkiwane są przez dwie, a czasem trzy liczne grupy kibiców, których poparcie dla drużyn, którym sympatyzują rozkłada się po równo. Bardzo dobrym przykładem wydaje się być Ruda Śląska, która zamieszkiwana jest przez liczną grupę kibiców Ruchu Chorzów oraz Górnika. Taki układ powoduje wzmożoną rywalizację między kibicami, co w konsekwencji prowadzi do zwiększenia zainteresowania piłką nożną. Podobnie jest w dużych miastach, w których występują dwie drużyny. Glasgow podzielone jest na zwolenników Celticu i Rangersów, Rzym na fanów Lazio i AS Romy, efektem czego są mecze derbowe, które przyciągają uwagę kibiców na całym świecie. W Stanach Zjednoczonych, to właśnie w takich miejscach sztaby wyborcze pracują najintensywniej. Na Śląsku póki co działacze klubów sportowych wykazują się niewielką aktywnością.
Oczywiście kandydaci na prezydenta nie zapominają o stanach, w których mogą liczyć tradycyjnie na duże poparcie. Takie stany w zależności od wspomnianego poparcia zwykło nazywać się republikańskimi lub demokratycznymi. Przyjmuje się, że małe stany północno-zachodnie (np. Montana, Idaho, North Dakota) oraz większość południowych (Arizona, Texas, Louisiana, Mississippi, Georgia) popiera partię republikanów. Stany północno – wschodnie (np. Wisconsin, Michigan, New York) i na wschodnim wybrzeżu (np. Rhode Island, Massachusetts, Maryland) zamieszkiwane są przez wyborców demokratów. Działania sztabów wyborczych już nie są tak intensywne i kosztowne. Brak wizyty kandydata na urząd prezydenta w którymś z takich stanów jest jednak niewyobrażalny. Takim spotkaniom również towarzyszą duże emocje. W końcu Ci wyborcy to najbardziej zagorzali sympatycy. Kusząc się o porównanie do rozległej sceny kibicowskiej chorzowskiego Ruchu, niejeden kibic bez problemu wskaże na miasta, które zwykło nazywać się Niebieskimi. Takimi miastami są między innymi Świętochłowice, Siemianowice Śląskie, Mikołów czy Radlin. Mnie natomiast na myśl nasuwa się katowicki Nikiszowiec, który zamieszkiwany jest w całości przez kibiców chorzowskiego Ruchu. Ostatnio media rozpisywały się o 100-letniej tradycji Nikiszowca. Wzmianek nie brakowało w programach lokalnych, ogólnokrajowych, w prasie oraz w internecie. Zabrakło tylko wizyty przedstawicieli naszego klubu na wrześniowych uroczystościach z okazji obchodów 100-lecia, lub chociażby najmniejszej wzmianki, czy też życzeń na oficjalnej stronie. Najmniejszy gest ze strony działaczy powodowałby, że ta jednorodna kibicowsko dzielnica jeszcze przez wiele lat pozostawałaby w 100% Niebieska, a jej mieszkańcy chętniej i liczniej pojawialiby się na stadionie.
Zdarza się, że mieszkańcy stanów, którzy od wielu lat głosują tylko na kandydata republikanów, czy też demokratów zmieniają swoje upodobania. Zdarza się to jednak bardzo rzadko, ale jednak się zdarza. Mieszkańcy Texasu, który dzisiaj uważany za silny ośrodek republikanów, przed rokiem 1980 oddawali, niemal we wszystkich wcześniejszych wyborach, swe głosy na kandydata demokratycznego. Sytuacja zmieniła się wraz z kandydowaniem na urząd prezydenta George Bush’a i później jego syna, którzy są mocno utożsamiani z tym regionem. Według badań amerykańskich, przynajmniej 70 do 85% wyborców zagłosuje na tę samą partię, na którą głosowali cztery lata wcześniej. Około 10% zmieni partię, a 10% jest niezdecydowanych. Ok. 80% wyborców wie na kogo zagłosuje już przed rozpoczęciem się kampanii wyborczej, a co najciekawsze ta tendencja potwierdza się również w innych państwach. Patrząc na naszą scenę kibicowską również dochodzi na niej do zmian. Niedaleko od wspomnianego Nikiszowca znajdują się Szopienice, które podobnie w 100% zamieszkiwane są przez kibiców Ruchu. Mało kto jednak wie, lub pamięta, że latach 80-tych w Szopienicach przeważali kibice Górnika, których dziś na próżno szukać. Przykładów zmian na scenie kibicowskiej każdy kibic mógłby zapewne podać kilka, w zależności od miejsca zamieszkania. Kibic taki musi jednak wiedzieć, że nic nie dzieje się przypadkiem. W Ameryce sztaby wyborcze bardzo bacznie przypatrują się poparciu na kontrkandydata w każdym ze stanów i gdy tylko, to słabnie w którymś z nich bezzwłocznie kierują na ten teren zmasowane działania marketingowo medialne. Odebranie konkurencyjnemu kandydatowi zagorzałych wyborców, to proces długi i trudny, z drugiej strony jest jednak bardzo motywujący i umacniający.
Przed rozpoczęciem kampanii wyborczej sztaby wyborcze prowadzą liczne badania mające na celu jak najlepsze poznanie swoich wyborców. Dokonują, używając marketingowego sformułowania, procesu segmentacji. Segmentacja pozwala nie tylko określić miejsce zamieszkania, ale także zasobność portfela, wielkość rodziny, styl życia, lojalność z historią głosowania, a nawet cechy osobowości. Aby zwiększyć zainteresowanie klubem jakim na przykład jest Ruch Chorzów należałoby, na wzór amerykański, pokusić się o zebranie informacji o wyborcach, czyli kibicach. Można by tego dokonać na podstawie sondaży, ankiet, wywiadów. Pomocny powinien być również system identyfikacji na stadionie, z tym że musiałby być elektroniczny. Ciężko jednak wymagać przeprowadzenia badań, kiedy w obecnym momencie działacze klubowi zapominają o Dniu Wszystkich Świętych i uczczeniu, chociażby newsem na stronie internetowej, pamięci piłkarzy i kibiców, którzy już odeszli. Gdyby nasz rynek kibicowski był równie rozwinięty jak amerykańska scena wyborcza, pod kątem kierowanych na niego działań marketingowych, to należałoby się spodziewać, że w chwili obecnej konkurencja tylko zacierałaby ręce, próbując odebrać naszemu klubowi kibiców niezadowolonych z tego faktu.
Dla marketingowców prezydencka kampania wyborcza w Stanach Zjednoczonych, to niesamowita ilość spostrzeżeń, wzorów i przykładów, które można zastosować w firmach, organizacjach, czy klubach sportowych. Kibicom pozostaje sobie życzyć, aby choć w niewielkim procencie działacze klubowi przyciągali i dbali o kibiców tak, jak zabiega i dba się o amerykańskiego wyborcę. Warto zatem obserwować profesjonalne działania sztabów wyborczych, czy działów marketingu w innych sektorach gospodarki. Mając sprawdzoną wiedzę łatwiej jest coś budować, a przynajmniej wiedzieć czego oczekiwać.
Niniejszy tekst został napisany między innymi na podstawie:
- książki Marka Mazura "Marketing polityczny"
- strony internetowej www.270towin.com
05.01 - 20.01 - treningi w Chorzowie
17.01 g. 12:00 - sparing: Puszcza Niepołomice 1:1 Ruch
21.01 g. 11:00 - sparing: Polonia Bytom 0:4 Ruch 21.01 - 24.01 - zgrupowanie w Wałbrzychu
24.01 g. 13:30 - sparing: Śląsk II Wrocław 2:1 Ruch 26.01 - 07.02 - treningi w Chorzowie
31.01 - sparing: Ruch - Odra Opole
08.02 g. 14:30 - 20. kolejka I ligi: Ruch - Śląsk Wrocław
* Więcej informacji o sparingach można zobaczyć po najechaniu na