Kiedy w 1989 roku „Niebiescy” zdobywali Mistrzostwo Polski, on rozpoczynał swą przygodę z piłką w drużynie juniorów chorzowskiego Ruchu. Podobnie jak jego rówieśnicy marzył, by przywdziać kiedyś koszulkę z erką na piersi i zagrać przed chorzowską publicznością. Gdy okazało się, że zamiast występów w Ruchu Chorzów będzie grał dla Górnika Mysłowice, nie załamał się. Wierzył, że nadejdzie taki moment w jego karierze, kiedy swoją grą udowodni przydatność do zespołu czternastokrotnego mistrza kraju. Po występach w Victorii Jaworzno, Ruchu Radzionków i Odrze Wodzisław los w końcu zesłał go na Cichą 6. Wojciech Grzyb, bo o nim mowa, w marcu wybiegnie na murawę chorzowskiego stadionu i z wielką przyjemnością zagra dla kibiców miejscowego Ruchu. Na spełnienie swych marzeń 32-letni pomocnik musiał czekać ponad 12 lat!
- Jak można wytłumaczyć to, że przechodzi pan z pierwszoligowej drużyny do tej, która gra o klasę niżej?
- Kiedyś w wywiadzie powiedziałem, że Ruch jest jedyną drugoligową drużyną, do której jestem w stanie przejść, rezygnując z gry w ekstraklasie. Odra wystąpiła z przedłużeniem kontraktu, czyli mógłbym zagrać w I lidze jeszcze rok, ale… nadszedł taki moment, w którym oceniłem, że jest to najlepsza pora by powrócić do swojego macierzystego klubu. Ruch jest o klasę niżej i nie jest w najlepszej sytuacji. To przejście traktuję jako spore wyzwanie. Wierzę, że uda mi się przyczynić do poprawy jakości gry zespołu, jego pozycji w tabeli, a z czasem i klasy rozgrywkowej.
- Mimo, że zmienia pan klub, to chyba nie miał pan problemów z aklimatyzacją. Z boiska zna pan na pewno Mariusza Śrutwę, Krzysztofa Bizackiego, Grzegorza Bonka…
- Znam, znam… Jest jeszcze Wojtek Myszor, którego tropem ciągle podążam (śmiech). On też występował i w Radzionkowie, Odrze Wodzisław i teraz w Ruchu. Wbrew pozorom znam też kilku młodych chłopaków. Zdążyłem poznać Piotrka Ćwielonga i Wojtka Musiała, który mi zwolnił numer. Prawdopodobnie będę grał z numerem "6". Pewnie niektórzy starsi kibice pamiętają, kto grał z tym numerem. Jestem podobnym zawodnikiem do Mietka Szewczyka, o podobnych cechach: wolicjonalnych i walecznych. To dla mnie zaszczyt grać z "6" na plecach.
- Do gry w Ruchu Chorzów był pan już przymierzany od dobrych kilkunastu miesięcy. Co stało na przeszkodzie, by wcześniej zawitał pan na Cichą?
- Jest to o tyle ciekawe, że jak grałem w Radzionkowie to wówczas ja byłem bardziej zainteresowany grą w drużynie „Niebieskich”, aniżeli na odwrót. Wtedy był to taki okres, kiedy w Ruchu było więcej zawodników spoza Chorzowa i spoza Śląska. Skończyło się to wtedy tym, że Ruch jest obecnie w II lidze. Natomiast później, kiedy działacze Ruchu byli zainteresowani moją osobą, to mnie wiązał już kontrakt z Odrą Wodzisław. Zawsze coś stawało na przeszkodzie i myślę, że nie warto mówić o tym, co było kiedyś, bo wreszcie się udało!
- Czy został panu wyznaczony przez trenera lub działaczy jakiś cel, który miałby pan osiągnąć razem z drużyną?
- Szczegółowych planów i wyznaczania celów nie było, a jestem już po kilku rozmowach z trenerem Wleciałowskim. Podstawową rzeczą jest to, że Ruch nie brał mnie na zasadzie „kupowania kota w worku”. Działacze doskonale wiedzieli, że jestem po zabiegu, że się rehabilituję i mieli dobry obraz mojego zdrowia. Na chwilę obecną nie jestem nawet brany pod uwagę podczas gier sparingowych, mimo że jest coraz lepiej. Noga się coraz lepiej adoptuje do wysiłku. Dzisiaj brałem udział w treningu. Z pewnością na cele przyjdzie czas później. Może na obozie w Grecji, gdzie będzie czas na rozmowy nie tylko o taktyce, ale i o najbliższej rundzie. Na pewno celem podstawowym jest bezpieczne zagwarantowanie sobie bytu, a przy okazji wcale nie wykluczone, że włączenie się do walki o wyższe cele, bo nieraz jest tak, że z dalszego miejsca się lepiej atakuje. Drużyny z czołówki bagatelizują zespoły z dołu tabeli i to jest dobra sytuacja wyjściowa. Nie mniej jednak uważam, że nie powinniśmy patrzeć do przodu, ale na to, co się dzieje za nami, bo drugoligowa tabela jest dosyć wyrównana i spłaszczona. Szybko można się więc znaleźć w barażach tak o ligę, jak i o utrzymanie. Nie rysowałbym zatem jakiś daleko idących planów. Dla mnie najważniejszy jest powrót do zdrowia, a tym samym szybki powrót na boisko, udział w grze i pomoc zespołowi.
- Kiedy to może nastąpić? Będziemy mogli liczyć na pana debiut w meczu inaugurującym rundę wiosenną?
- Bardzo bym chciał zagrać w meczu z Widzewem. Jeśli nie w pełnym wymiarze, to chociaż na kilka minut. Jest miesiąc do ligi i w tym czasie jestem w stanie zrobić tak wiele, aby staw skokowy był już przygotowany do gry. Inną sprawą jest to czy będę przygotowany do gry pod względem stricte piłkarskim i wytrzymałościowym. Myślę, że mój organizm na szczęście jest tak skonstruowany, że jestem dosyć wydolnym zawodnikiem i dosyć szybko powinienem powrócić do może nie najwyższej dyspozycji, ale do dyspozycji, która mi pozwoli zagrać. Jeśli nie z Widzewem, to w następnych meczach, ale na pewno chciałbym zadebiutować przed chorzowską publicznością, bo chyba równie niecierpliwie na to czekam, jak i oni sami. Już na pewno wymarzoną sprawą byłoby zadebiutowanie w zwycięskim meczu z Widzewem.
- Wracając po tylu latach na Cichą dostrzega pan wiele różnic?
- Znałem ten klub od szatni, ale za czasów gry w juniorach. Trudno mi powiedzieć jak bardzo się tutaj zmieniło, bo jestem tutaj raptem kilka dni. Na pierwszy rzut oka, to zmienił się stadion, przybyło więcej krzesełek (śmiech). Nie zmieniły się nasze słynne świeczki (jupitery – przyp. serwis), chociaż są pomalowane na niebiesko. Widać je z daleka jak się jedzie „średnicówką”. Jest ten sam gospodarz od lat, więc płyta się pewnie nie zmieniła (śmiech) i jest nadal dobra. Z pewnością inna jest drużyna, która jest niewątpliwie obiecującym materiałem dla trenera Wleciałowskiego. Jest kilku rutynowych i doświadczonych piłkarzy, są też młodzi, zdolni zawodnicy. Na pewno jest z czego wybierać.
- A jak organizacyjnie różni się Ruch od Odry?
- Znaczących różnic nie ma, aczkolwiek nie poznałem jeszcze tutaj wszystkich struktur. Nie jest to jakaś ogromna różnica, tym bardziej, że Ruch to klub z tradycjami, który grał wiele lat w lidze. Na dzień dzisiejszy oba kluby dzieli jedynie klasa rozgrywkowa. Reszta jest porównywalna.
- Wiele się mówi o pozycji, na której będzie pan grał. Czy będzie to miejsce na prawej oboronie?
- Nie. Mnie właśnie dosyć często kojarzą z prawą obroną. Ja nie jestem obrońcą, bo zawsze byłem zawodnikiem ofensywnym. Trener Wieczorek przesunął mnie w Odrze na prawego obrońcę, ale mimo wszystko grałem bardzo ofensywnie. Ja jestem bocznym pomocnikiem a w układzie, którym chce grać trener Wleciałowski, to wygląda to trochę inaczej. W tej taktyce nie ma bowiem bocznego pomocnika. Jest skrzydłowy, który musi spełniać pewne zadania defensywne i jest trójka tworząca linię środkowa, która gra blisko siebie. Prawdopodobnie będę ustawiany na środku z prawej strony. Myślę, że powinienem sobie z tym poradzić.
-
Dziękuję za rozmowę i życzę powodzenia.
- Dziękuję