W sobotę na Cichej zagra Lechia Gdańsk. To rywal, który 21 lat temu sprawił, że Ruch Chorzów pierwszy raz w historii spadł z ekstraklasy. Wokół tamtego meczu narosło wiele legend. Kto nie słyszał o samobójczym golu bramkarza Janusza Jojki? Dlaczego tamten mecz zakończył tak dobrze zapowiadającą się karierę trenerską Jacka Machcińskiego?
To był fatalny sezon dla niebieskich. Zaczęło się od porażki z Górnikiem w Zabrzu, a skończyło anulowanym meczem w Lubinie. Chorzowianie walczyli wtedy już tylko o uniknięcie bezpośredniego spadku. Musieli wygrać i... wygrali. PZPN jednak zabrał im dwa punkty. - Na Ruch padło podejrzenie, że kupuje mecze. Byłem młody, więc pewnie nie wiedziałem o wszystkim. Dla mnie to był skandal, a jednoczenie dramat. Mielimy zespół na górną połówkę, tymczasem spadliśmy - wspomina Dariusz Fornalak, który dziś jest trenerem w Lubinie.
Na skandalu mogła skorzystać Stal Mielec, który dzięki zwycięstwu z Olimpią w Poznaniu mogła wyprzedzić Ruch. PZPN uznał jednak, że ma podstawy, by anulować i ten wynik! Chorzowianie odetchnęli, ale tylko na chwilę. Teraz czekał ich barażowy dwumecz z Lechią Gdańsk.
Reanimacja trenera
Niebieskich prowadził wtedy Jacek Machciński. 39-letni trener pojawił się w Chorzowie w roli "strażaka" i zastąpił Władysława Żmudę. Na Cichej kojarzył się z sukcesami, osiem lat, wcześniej będąc asystentem Leszka Jezierskiego, doprowadził Ruch do mistrzostwa Polski.
Jeszcze lepiej poczynał sobie z Widzewem. Poprowadził łódzki zespół do mistrzostwa Polski, a z europejskich Pucharów wyeliminował Manchester United i Juventus Turyn. Pracę z Ruchem zaczął od wyjazdowego meczu z ŁKS-em. - Wszedł do szatni i powiedział, że połowę może przekroczyć tylko dwóch naszych zawodników. Spojrzeliśmy po sobie, ale nikt nie dyskutował. Facet w końcu przyszedł nam pomóc, miał uratować ligę. No więc dobiegaliśmy do linii środkowej boiska, podawaliśmy piłkę do Krzysia Warzychy albo Mirka Bąka i wracaliśmy pod swoją bramkę. Ludzie gwizdali, łodzianie nie rozumieli, co jest grane. Skończyło się bez bramek - uśmiecha się Fornalak.
Machciński był bardzo nerwowy, a na dodatek odpalał jednego papierosa od drugiego. Gdy kończył trening, kierownik zespołu już mu podawał zapalonego papierosa. Przed barażem z Lechią o mały włos nie przypłacił tego życiem. Uratował go Janusz Jojko!
- To był niezwykle ważny mecz, więc uznaliśmy, że zespół musi wyjechać na zgrupowanie. Drużyna została zakwaterowana w hotelu Tychy - mówi Rudolf Bugdoł, wtedy klubowy działacz, a dziś prezes Śląskiego Związku Piłki Nożnej. - Po południu Machciński zabrał piłkarzy do lasu na lekki rozruch. Ja razem z Bernardem Bemem, kierownikiem drużyny, zostałem w hotelu. Nie mieliśmy pojęcia, że kilka kilometrów od nas rozgrywa się dramat. Podczas treningu Machciński doznał zapaści. A to nie były czasy, gdy każdy miał przy sobie telefon komórkowy i mógł wezwać pogotowie. Ktoś pobiegł szukać telefonu, a Machcińskiego reanimował metodą "usta usta" Janusz Jojko - opowiada Bugdoł.
Jojko pamięta to zdarzenie. - Trener Machciński nagle upadł na ziemię i zaczął się dusić. To wyglądało jak padaczka. Język wpadł mu do środka, dusił się. Rzuciliśmy się mu na pomoc. Wyciągnęliśmy język, włożyliśmy też jakiś przedmiot do ust, by mógł swobodnie oddychać.
Machciński, który wiedzie dziś żywot emeryta w Łodzi, nie chce wracać do tamtych chwil. - Nie ma pan ciekawszych pytań? To przecież żadna historia - broni się. Historia jest jednak dramatyczna. 39-letni szkoleniowiec trafił na oddział intensywnej terapii wojewódzkiego szpitala w Tychach. Po kilku godzinach zabiegów lekarze stwierdzili, że jego życiu nie zagraża niebezpieczeństwo. Do meczu z Lechią zostały już jednak tylko godziny. - Pojechałem rano do szpitala. Lekarz nawet nie chciał słyszeć o tym, że Machciński pojedzie na Cichą. Po długich rozmowach dał zgodę. Postawił jednak warunek, że nie może usiąść na ławce rezerwowych. Na dodatek nafaszerował go lekami uspokajającymi - wyjaśnia Bugdoł.
Trener jest pijany!
Zaczął się mecz, Machciński stał niepewnie. Jeden z prezesów sponsorującej klub Huty Batory myślał, że trener jest pijany i już w przerwie żądał jego zwolnienia! Machciński, chociaż jego otępiały umysł nie reagował tak błyskotliwie, sytuację z 13. minuty pamięta aż za dobrze. Jojko wychodzi z bramki, piłkę trzyma lekko w prawej dłoni, robi szeroki zamach i... zamiast podać piłkę do kolegi, wrzuca ją sobie do bramki. Wielu kibiców na stadionie nie widziało tego gola. Kto bowiem patrzy, jak bramkarz wprowadza piłkę do gry? - W końcówce ligi miałem wstrząśnienie mózgu i w barażach nie grałem. Gdy Janusz wrzucił sobie piłkę do bramki, w pierwszym momencie nie wiedziałem, co jest grane. Patrzyłem w inną stronę. To był ewidentny przypadek. Janusz chciał podać piłkę, ale zorientował się, że na linii podania stoi zawodnik Lechii. Zwolnił więc rękę, a piłka mu się wyślizgnęła... - tłumaczy Fornalak. - Historię o tym, że Janusz zrobił to specjalnie, proszę włożyć między bajki. To był synek z Chorzowa, który kochał ten klub - dodaje Bugdoł.
Zobacz, jak padła słynna bramka samobójcza:
Wynik utrzymał się do końca pierwszej połowy. W przerwie w szatni było ponuro jak na pogrzebie. - Janusz płakał. Nie chciał wyjść na drugą połowę - mówi Fornalak. Machciński jednak kazał mu grać. - Było, minęło. Ja nie wierzę w żaden przypadek. Zna pan się na fizyce? To proszę mi powiedzieć, jakie siły muszą zadziałać, żeby stojąc tyłem do bramki, wrzucić sobie piłkę do własnej siatki? To nie było kuriozalne, to było niemożliwe! - stawia sprawę twardo Machciński.
By zrozumieć upór szkoleniowca, trzeba wspomnieć, że szatnia Ruchu nie była wtedy jednością. Kibice zarzucali zawodnikom, że nie zawsze zależy im na zwycięstwach. Najbardziej krytykowano właśnie Jojkę i Krystiana Walota. - Obaj byli w otwartym konflikcie z resztą zespołu. Myślę, że Machciński na nich postawił, bo liczył, że w przypadku wygranej dawne nieporozumienia pójdą w zapomnienie - wzdycha Bugdoł.
- Myślę, że w podświadomości kilku piłkarzy wiedziało, że ten mecz trzeba przegrać. Ale żeby aż tak? W żywe oczy! Ja nawet wiem, kto za tym stał. Na Ruch wskazał jeden człowiek - Wojciech Łazarek się nazywał [trener reprezentacji mocno kojarzony z Lechią Gdańsk - przyp. red.] - wciąż denerwuje się Machciński.
Jojko, który od dziesięciu lat mieszka w Ostrowcu Świetokrzyskim, nie chce w ogóle mówić na temat kuriozalnej bramki i zarzutów Machcińskiego. - Było, minęło. Na ten temat nic nie powiem - ucina.
Żona zabroniła
Ruch przegrał tamten mecz 1:2, identyczny wynik zanotowano w Gdańsku. - To była bardzo pechowa porażka - wzdycha Bugdoł. Po spadku zaczęło się polowanie na czarownice. Na pierwszy ogień poszli Jojko i Walot. - Zebrał się sąd koleżeński. Walot i Jojko nie mieli prawa wchodzić do klubu. Sytuacja była dramatyczna - kontynuuje Bugdoł.
Ostatecznie Walot wyjechał do Niemiec, a Jojko - dzięki pomocy Bugdoła - trafił do GKS-u Katowice. - Wielka krzywda nikomu się nie stała, a ja miałem satysfakcję, bo zrobiłem porządek. To ja namaściłem na przyszłego trenera Jerzego Wyrobka. Przepowiedziałem mu, że za rok zrobi awans, a za dwa mistrzostwo. I tak było! A ja mówiłem to dwa lata wcześniej, proszę sprawdzić w gazetach - zachęca Machciński, który po tamtej historii zrezygnował z pracy w lidze. Wrócił do Łodzi i zajął prowadzeniem własnego sklepu na Piotrkowskiej. - Dlaczego zrezygnowałem? Żona mi zabroniła - śmieje się.
- Szkoda, to był świetny szkoleniowiec. Potem prowadził już tylko lokalne klubiki w okolicach Łodzi. Chciał być blisko domu, bo to bardzo rodzinny człowiek - dodaje Bugdoł.
- Rodzina? Ruch był dla mnie jak rodzina! Siedziało się do późnego wieczora, jadło żurek i grało w skata. Byłem w parze z Leszkiem Jezierskim, ja byłem od licytowania. Z humorem, wesoło. Mistrzostwo Polski zdobyliśmy w cuglach. Inne czasy. Jedno się tylko nie zmieniło. Piłką nadal rządzą układy i zależności - tak jest w 99,9 procentach. Dawno już nie oglądam meczów na stadionie. Ciągle ktoś wstaje, zasłania. Wolę w domu. Mam ciszę, spokój i czas na analizę. Proszę jednak napisać, że Ruchowi życzę jak najlepiej - kończy 60-letni Machciński.
05.01 - 20.01 - treningi w Chorzowie
17.01 g. 12:00 - sparing: Puszcza Niepołomice 1:1 Ruch
21.01 g. 11:00 - sparing: Polonia Bytom 0:4 Ruch 21.01 - 24.01 - zgrupowanie w Wałbrzychu
24.01 g. 13:30 - sparing: Śląsk II Wrocław 2:1 Ruch 26.01 - 07.02 - treningi w Chorzowie
31.01 - sparing: Ruch - Odra Opole
08.02 g. 14:30 - 20. kolejka I ligi: Ruch - Śląsk Wrocław
* Więcej informacji o sparingach można zobaczyć po najechaniu na