Karol Michalski od nowego sezonu nie będzie już prowadził drużyny Młodej Ekstraklasy. – Moja rola w zespole już się kończy – mówi szkoleniowiec w wywiadzie dla naszego serwisu. Z trenerem Michalskim postanowiliśmy jednak podsumować dokonania prowadzonej przez niego drużyny, która dzięki fantastycznej końcówce sezonu, zajęła w tabeli Młodej Ekstraklasy 9. miejsce.
Za nami pierwszy, historyczny sezon Młodej Ekstraklasy. Uważa pan, że pomysł utworzenia takich rozgrywek był trafiony?
- Jak najbardziej. Z punktu widzenia szkoleniowego był to pomysł, który trafił w dziesiątkę. Mieliśmy okazję sprawdzić zawodników z bezpośredniego zaplecza kadry pierwszego zespołu, można było konfrontować się z zespołami najlepszymi w Polsce. To przyniosło na pewno wymierne wyniki, bo dwóch zawodników Młodej Ekstraklasy dołączyło do kadry pierwszego zespołu. Można powiedzieć, że cel szkoleniowy został w miarę osiągnięty.
Pamiętam, jak przed sezonem mówił pan, że liczy na zainteresowanie mediów i kibiców tymi rozgrywkami. Jednak poza pewnymi wyjątkami to zainteresowanie było niewielkie.
- W sposób medialny rozgrywki były zaakcentowane tylko na początku. Był to nowy system rozgrywek, a zatem miało to wpływ na to, że media zaczęły się tym interesować. Jednak w miarę upływu czasu zainteresowanie było mniejsze. Kibice, którzy przychodzili na mecze, wiernie nas dopingowali. Nie zapomnę jednak tego, co działo się w ostatnim spotkaniu na trybunach. Taka ilość kibiców, jak i fantastyczny doping przeszły najśmielsze oczekiwania moje i zawodników. Można się teraz zastanawiać czy jeżeli by te spotkania były medialnie nagłośnione, tak jak to z Zagłębiem, to czy kibice częściej przychodzili by na stadion. Owszem, zdaję sobie z tego sprawę, że kibice przychodzą, jak zespół wygrywa, a pod tym względem nie było z początku najlepiej.
Ale w końcu zaskoczyło. Biorąc pod uwagę 9 ostatnich meczów, począwszy od wygranej z Wisłą, to był to udany dla drużyny okres.
- Cała runda wiosenna w jakimś tam stopniu była budująca. Zdobyliśmy w niej 27 punktów, co dało nam 3 miejsce w ogólnej klasyfikacji meczów rozgrywanych na wiosnę. Wygraliśmy ostatnich 7 spotkań, ale symptomy lepszej gry można już było zobaczyć podczas wyjazdowego meczu z Lechem Poznań. Później przyszło trochę szczęścia, trochę przypadku, ale te zwycięstwa nas uskrzydlały, chłopcy nabierali pewności. Efekt był taki, a nie inny – siedem spotkań pod względem wyniku było bardzo udanych, ale jeśli chodzi o sam poziom, to parę rzeczy wymagało poprawy.
Runda wiosenna jednak się nienajlepiej zaczęła. Akurat zbiegło się to z tym, że w przerwie zimowej nastąpiła spora rotacja w składzie. Nie miał pan obaw związanych z tym, że może za wiele zmian nastąpiło w zespole?
- To jest normalną koleją rzeczy, że dochodzi do rotacji zawodników. Co do wyników, to musiało upłynąć trochę czasu. Zawodnicy, którzy wpłynęli na rywalizację i jakość gry mieli ogromny wpływ na późniejsze wyniki. Myślę tutaj o Grzegorzu Goncerzu, o Macieju Mizgalskim czy Macieju Trzmielewskim. Oczywiście nasi wychowankowie, którzy nabierali doświadczenia z rundy jesiennej też pokazali swoje umiejętności. I ta mieszanka dała potem efekt. Ale nie byłoby to możliwe, jeśli nie ogrom pracy wykonany przez tych zawodników.
Mówił pan przed sezonem również o tym, że dzięki Młodej Ekstraklasie zawodnicy będą bliżej drużyny. Czy rzeczywiście tak było?
- Obie drużyny przebywały w sąsiednich szatniach i to już był symptom tego, że między zawodnikami pierwszego i drugiego zespołu wywiązywała się nić znajomości. Jeśli chodzi o pierwszy zespół, to przed nimi było postawione określone zadanie. Niestety taka jest kolej rzeczy, że utrzymanie gwarantują zawodnicy doświadczeni. Nie może być tak, że po pierwszej rundzie na boisko ekstraklasy wchodzi kilku zawodników Młodej Ekstraklasy. Współpraca była, a po zakończonym sezonie, tacy zawodnicy jak Sobiech i Goncerz dostali szansę od szkoleniowców pierwszej drużyny. Zresztą trener Radolsky dobrze stwierdził w jednym z wywiadów, że jeżeli co roku dwóch zawodników z Młodej Ekstraklasy będzie wchodziło do pierwszego zespołu, to już będzie to stanowiło o dobrze wypełnianej roli przez Młodą Ekstraklasę.
Czego nie udało się panu wprowadzić w grze młodego zespołu? Co było największym mankamentem pana drużyny?
- Straciliśmy bardzo dużo bramek, bo aż 46. Mankamentem była w pewnym stopniu gra defensywna. W pierwszej rundzie mieliśmy bardzo młody zespół, w obronie grał Michał Kuzia z rocznika 91 i większość zawodników z rocznika 89. Wyjątkiem był Dawid Szczypior, który jest o rok starszy. Ci chłopcy musieli wziąć ciężar odpowiedzialności na siebie i niestety nie umieli go udźwignąć. W drugiej rundzie już to trochę inaczej wyglądało. Ustawienie Dawida Szczypiora z Maćkiem Mizgajskim w środku obrony dobrze wpłynęło na grę defensywną. Mimo wszystko uważam jednak, że ciągłe szukanie optymalnego ustawienia spowodowało, że straciliśmy aż tyle bramek.
Trener Pietrzak w rozmowie z naszym serwisem mówił, że zawodnicy, którzy przychodzą z zewnątrz mają określony czas na to, żeby dołączyć do pierwszej drużyny. A jak to wygląda w przypadku wychowanków?
- Czas dla 20-letnich zawodników, którzy poprzychodzili jest krótki. Jeżeli oni przez pół roku nie pokażą swoich walorów, to niestety będą musieli odejść, bo nie będą mieli szansy gry w pierwszym zespole. Dla naszych wychowanków ten czas jest trochę wydłużony, bo są to zawodnicy młodsi. Oni mogą trochę dłużej zaistnieć w Młodej Ekstraklasie.
Chcę natomiast podkreślić, że każdego sprowadzanego zawodnika obowiązuje ta sama zasada: musi posiadać określone umiejętności. Taki chłopak musi wiedzieć, że przyjeżdża do 14-krotnego Mistrza Polski, do klubu z tradycjami i że nikt tutaj łaski nie robi.
Pewnie po zakończeniu sezonu nastąpiło spotkanie z działaczami. Czy jakieś decyzje odnośnie nowego sezonu zostały podjęte?
- Moja rola w zespole Młodej Ekstraklasy już się kończy. Teraz drużyną pokierują nowi ludzie. Ja życzę im jak najlepiej. Mam nadzieję, że ten obrany kierunek będzie przez nich kontynuowany. W Młodej Ekstraklasie patrzymy na każdego zawodnika indywidualnie. Taki system zdaje relację i wydaje mi się, że rola nowych szkoleniowców będzie szła w tym kierunku.
Rozmawiał: Robson (Niebiescy.pl)
Z naszych informacji wynika, że nowym szkoleniowcem będzie najprawdopodobniej Grzegorz Wagner, były piłkarz i wychowanek Ruchu, który w 1989 roku wywalczył z "Niebieskimi" Mistrzostwo Polski. Ostatnio trenował on drużyny młodzieżowe w UKS Ruch.