Za minimalistę nie uchodzi, dlatego ostatni sezon wcale nie zadowolił Mariusza Klimka, posiadającego pakiet większościowy udziałów Ruchu S.A. - Dziesiąta lokata jest w porządku, lecz styl naszej gry nie powala na kolana. Liczyłem na więcej. Szczególnie wiosną, po tym jak wydaliśmy niemałe pieniądze na wzmocnienia. A jak było? Nie wygraliśmy z klasowym zespołem, nad czym bardzo ubolewam! Z Wisłą wyszliśmy na boisko jakbyśmy czekali na ścięcie głowy. Zagłębie Lubin, GKS Bełchatów, Legia Warszawa były w naszym zasięgu. Pracę piłkarzy niszczyły proste błędy, momenty dekoncentracji. Prowadząc nie dążyliśmy do tego, aby podwyższyć. Nie mieliśmy instynktu "killera". Gonić wynik staraliśmy się dopiero w końcowych minutach, zamiast zaraz po stracie gola. Bulwersowały mnie dwie różne połowy. Bełchatów w pierwszej nie potrafił zrobić z nami "sztycha", żeby w drugiej, na stojąco wbić dwie bramki. Martwiło mnie również, że utrzymanie udało się wywalczyć dopiero w przedostatniej kolejce. Plan był zupełnie inny! Miało się to stać już na cztery mecze przed końcem, tak aby potem dać szansę młodzieży, która jest naszym oczkiem w głowie. A tak czekaliśmy w niepewności do samego końca rozgrywek - wyjaśnia Klimek.
Najlepszy mecz ostatniej rundy?
Mariusz Klimek: - Derby z Górnikiem Zabrze były wydarzeniem dekady i to całej polskiej piłki. Udało się zorganizować ogromną imprezę. Prócz tego meczu najlepiej zagraliśmy w Kielcach z Koroną. Niesłychanie wtedy walczyliśmy. Gdyby tak było co mecz, to i punktów mielibyśmy więcej. Nie chcę zarzucać komuś braku zaangażowania, ale... Brakuje kogoś kto potrafi poderwać zespół. Wojtek Grzyb jest dobrym duchem, kapitanem, dowódcą, ale potrzebuje kogoś kto mu pomoże, odciąży. Nie szukamy jednak w letnim okienku transferowym człowieka o jakieś szczególnej charyzmie. Za to wpoić chcemy naszym piłkarzom trzy słowa: walka, walka, walka. Imponuje mi Polonia Bytom, bo awansowała i utrzymała się dzięki determinacji. To ten zespół zasługuje na miano najbardziej walecznego w I lidze.
Pavol Balaż ma kontrakt ważny jeszcze rok. Przedstawiliście mu nową umowę, ale jest zainteresowanie innych klubów. Uda się zatrzymać tego piłkarza?
- Chcemy, aby został z nami, ale nic na siłę. Jeśli będzie chciał szukać szczęścia gdzieś indziej... Jedno jest pewne! Będziemy od teraz wymagać znacznie więcej od każdego z zawodników. Koniec sielanki! Mówienia, że jesteśmy beniaminkiem, że uczymy się ligi.
Budżet klubu ulegnie podwyższeniu?
- Jak najbardziej. Rozmawiamy ze sponsorami. Pewne jest, że dwie firmy zajmą miejsce głównych sponsorów na koszulkach, w miejsce Reportera, z którym umowa wygasła. Nie wymienię jeszcze nazw, na to przyjdzie pora. Decydowało po prostu prawo dżungli - kto dał więcej, ten wygrał. Ponadto liczymy na wyższe dochody z Canal+ i Ekstraklasy S.A.
Mówiło się, że Ruch zadebiutuje na giełdzie w pierwszym kwartale roku. Jest połowa maja i cisza. Czy istnieje ryzyko, że do tego nie dojdzie?
- Nie ma! My jesteśmy już gotowi, ale w dokumentach musimy przedstawić prognozy finansowe, a tymczasem nie ma jeszcze umowy z Canal+. Orange, czyli sponsor tytularny odchodzi i są prowadzone rozmowy z innymi firmami. A my jesteśmy uzależnieni od tych danych. Wpiszemy cyferki w odpowiednie rubryki i debiutujemy. Myślę, że nastąpi to już w lipcu, bo wtedy musimy wiedzieć na czym stoimy.
Co z podgrzewana murawą? W kuluarowych rozmowach chodzą słuchy, że miasto chce w końcu sfinansować tę inwestycję na Cichej...
- Mam jedynie nadzieje, że nie będziemy za jakiś czas prosić się innych o stadion. To paradoks, bo sami pomagaliśmy, a wkrótce możemy trafić na czyjąś łaskę. Boję się gry na obczyźnie, a to całkiem realne. Bo jeśli przepisy zostaną zaostrzone, zaś na Stadionie Śląskim będą prowadzone jakieś prace, to gdzie grać? Z tego co wiem, to nasi kibice nie mają w pobliżu dobrych przyjaciół...
Rozmawiał: Krzysztof Kubicki (Dziennik Sport)