Celem było utrzymanie, ale już na starcie sezonu apetyty kibiców Ruchu zostały rozbudzone do granic, kiedy wywieźli komplet punktów z Grodziska Wielkopolskiego. Podobnie było na wiosnę, kiedy w marcu pokonali Górnik Zabrze na Stadionie Śląskim. Oba wydarzenia dzieli ledwie kilka miesięcy, ale w tym czasie na Cichej zrobiono duży krok do przodu. Jesień poza kilkoma spotkaniami była szara i studziła rozgrzane po awansie głowy. Drużyna grała nieźle, lecz punkty zbierała z problemami. - Popełnialiśmy zdecydowanie zbyt dużo indywidualnych błędów. Niektóre z nich były wręcz frajerskie. Słabo egzekwowaliśmy stałe fragmenty gry - wskazuje trener Duszan Radolsky.
Na trybunach też nie było tak kolorowo, jak wtedy kiedy drużyna wygrywała rywalizację na drugoligowym froncie. Dużym problemem było podniesienie cen biletów. Kibice kłócili się z działaczami, choć ich frekwencja też nie powalała na kolana. Przyszła zima i duże zmiany...
Duszan Radolsky ściągnął aż dziesięciu zawodników, siedmiu pożegnał. - Sumiennie i dobrze przepracowaliśmy okres przygotowawczy. Podobało mi się podejście zawodników do treningów - podkreśla szkoleniowiec. Można jego słowa odnieść do opinii graczy Dyskobolii, którzy za rządów Słowaka narzekali na zbyt intensywne i ciężkie zajęcia.
Jak na śląska mentalność przystało, zamiast mówić, zakasowano w Chorzowie rękawy i ostro wzięto się do roboty. Również w klubowych gabinetach, gdzie już w grudniu snuto plany związane z meczem z Górnikiem. Przedsięwzięcie na ogromną, od dawna niespotykaną w I lidze skalę, udało się zorganizować, choć potknięć nie brakowało. Ledwo ruszyła sprzedaż biletów, a do budynku klubowego włamali się nieznani dotąd sprawcy i skradli kilkadziesiąt tysięcy złotych. Derby Śląska odbyły się jednak i były czymś niezwykłym. Na wysokości zadania stanęli aktorzy, a szczególnie ci w niebieskich strojach. Swoje nazwisko przypomniał Piotr Ćwielong. Chorzowianin z "krwi i kości" wrócił z Wisły Kraków i wiosną kilka razy zaprezentował efektowne salta. Na ulubieńca kibiców wyrósł też Pavol Balaż. Efektowne rajdy lewą stroną, fantastyczny gol strzelony Koronie w Kielcach - Słowak szybko wzbudził zainteresowanie nie tylko sympatyków piłkarskich, ale też i innych klubów.
Na trybunach było wesoło nie tylko w trakcie derbów, ale już przez całe rozgrywki. Kibice Ruchu wskoczyli do grona najlepszych i najliczniejszych w ekstraklasie. Poprawiła się także kultura ich dopingu. - Podoba mi się "moda na chodzenie na Ruch" - przyznaje prezes klubu Katarzyna Sobstyl. Przed następnym sezonem na Cichej zapewne zawieszą sobie poprzeczkę jeszcze wyżej. Mistrzostwo Polski? - Za dwa lata! - oznajmia jedyna kobieta piastująca funkcje prezesa I-ligowego klubu w Polsce. Kiedy obejmowała stanowisko, jej podstawowym zadaniem było jak najszybsze wydostanie się z długów. Moment ten ma się stać faktem jeszcze w tym roku, a warto przypomnieć, że jeszcze kilka lat temu wierzytelności chorzowian szacowane było na kwotę od 14 do 20 milionów złotych! - Ruch potrafi zaskakiwać. I jeszcze nie raz wszystkich zaskoczy - zapowiada prezes klubu, mając na myśli między innymi wejście na NewConnect, rynek giełdowy.
Liczby Ruchu
10 - milionów złotych wynosił budżet klubu w tym sezonie.
9 - stoperów wypróbował w tym sezonie trener Duszan Radolsky.
3 - Słowaków znajduje się w pierwszej kadrze, wszyscy należą do kluczowych ogniw.
Zawodnik -
Grzegorz Baran
Jesienią zdecydowanie najlepszym spośród chorzowian był Wojciech Grzyb. Problemy ze zdrowiem sprawiły, że wiosną kapitan nie był w stanie grać na tak wysokim poziomie. Pavol Balaż mecze kapitalne przeplatał z bezbarwnymi. Równą formę przez cały sezon prezentował za to Grzegorz Baran. 26-letni obrońca trafił na Cichą dwa i pół roku temu z trzecioligowego Górnika Wieliczka i odtąd uchodzi za kluczowe ogniwo. Strzelił ważnego gola w derbach z Górnikiem Zabrze, został powołany przez Leo Beenhakkera do kadry Polski na mecz z reprezentacją obcokrajowców. Łącznie w niebieskich barwach rozegrał w tym sezonie 3154 minut, co jest najlepszym wynikiem w zespole. Nie tak dawno przedłużył kontrakt.
Odkrycie -
Tomasz Brzyski
Chorzowianie jednym transferem rozwiązali kilka poważnych problemów. Brakowało gracza na lewą obronę, nie miał kto wykonywać rzutów rożnych. Odkurzono Tomasza Brzyskiego z drugiego zespołu Korony i wydanych pieniędzy nikt na Cichej nie żałuje. "Brzytwa" nie jest ze Śląska (urodził się w Lublinie), ale zimą problemów z aklimatyzacją nie miał. Od razu wskoczył do pierwszego składu i ustrzegł się poważnych błędów. Pokazał, że jest graczem uniwersalnym, bo nieźle radził sobie również na lewej pomocy.
Pechowiec -
Remigiusz Jezierski
Sezon rozpoczął od wybicia barku w Krakowie. Przewidywano kilkumiesięczny rozbrat z boiskiem, bo sugerowano zabieg operacyjny. "Jezier" jak ognia bał się jednak skalpela. Na stole się nie położył, za to szybko wrócił na boisko. Należał do najlepszych piłkarzy. Także podczas zimowych gier kontrolnych. W trakcie jednego z ostatnich, doznał poważnego urazu kolana. Znów chciał się "wymigać" przed operacją, ale tym razem był to zły wybór. Przed artroskopią nie uciekł. Co gorsza, gdyby od razu wykonano operację, kończyłby teraz rehabilitację. A tak do pełni zdrowia wróci w okolicach września...
źródło: Sport