Dwa sparingi, kilka treningów, przetestowanie trzynastu zawodników oraz podziękowanie za grę pięciu dotychczasowym piłkarzom Ruchu - tak w skrócie można opisać dwa tygodnie pracy nowego trenera „Niebieskich” Marka Wleciałowskiego. 35-letni szkoleniowiec, który w pocie czoła przepracował ostatnie dni, decyzją o pożegnaniu piątki graczy, wywołał w środowisku kibicowskim niemałą burzę.
Piłkarze, którzy zostali skreśleni z kadry Ruchu nie kryli zdziwienia wobec decyzji szkoleniowca. - Trener powiedział mi tylko tyle, że nie widzi mnie w składzie i na pewno lepiej będzie, jeżeli przejdę do klubu, w którym będę grał – mówił w piątek Artur Błażejewski. Jakimi argumentami tak naprawdę posłużył się trener Wleciałowski w doborze zawodników mających opuścić zespół „Niebieskich”?
- Przyglądałem się tym zawodnikom przede wszystkim od strony szkoleniowej: na ich pozycje i pewne zadania, które widzę w tej drużynie do spełnienia – tłumaczy swoją motywację trener „Niebieskich”. - Kilka pozycji dublowało się, a zatem parę osób być może otrzymałoby szanse, ale równie dobrze mogliby ich nie dostać. Dla dobra tych ludzi lepiej jest więc, ażeby grali oni w innym klubie i podnosili swoje umiejętności, udowadniali swoją wartość, niż mieliby tutaj zostać i stać się zawodnikami, którzy albo wchodzą, albo są uzupełnieniem składu – wyjaśnia całą tą kwestię popularny „Wleciał”.
Szkoleniowiec chorzowian pytany ponadto o zarzuty Dawida Bartosa (w których stwierdził, że trener podjął zbyt szybko decyzję o rezygnacji z usług pięciu zawodników– przyp. serwis) nie ukrywa, że są one po części uzasadnione. - Jest to trudna sytuacja dla mnie i ja zdaję sobie z tego sprawę. Niemniej jednak to ja biorę za to wszystko odpowiedzialność i to ja muszę te decyzje podejmować. Wybór tych piłkarzy był przeze mnie świadomy. Wiadomo, że nie wszyscy są z tego zadowoleni, ale ja jestem rozliczany z efektywności pracy i to jest dla mnie najważniejsze – mówi Wleciałowski.
Na jakie zadania będzie się musiał nastawić trener Ruchu po powrocie z urlopu świąteczno-noworocznego? Oczywiście będzie to dobór kadry zawodników. 4 stycznia na pierwszym treningu w Nowym Roku pojawi się czterech testowanych wcześniej graczy: Dawid Basta, Tomasz Starowicz, Grzegorz Baran i Tomasz Księżyc. Działacze Ruchu będą także zabiegali o przedłużenie wypożyczenia (lub definitywne wykupienie) Tomasza Owczarka z Korony Kielce. - Tomek cieszy się tutaj dobrą opinią i klubowi zależy na tym, by kontakt z nim utrzymać i przede wszystkim by była taka możliwość, żeby on mógł jeszcze w barwach Ruchu zagrać – rozmyśla trener.
Wielką tajemnicą owiane są natomiast nazwiska kolejnych zawodników, którzy mają być „poważnymi wzmocnieniami drużyny”. Ich przyjście oznaczałoby jednocześnie rezygnację z kolejnych, dotychczasowych piłkarzy Ruchu. – Etap selekcyjny będzie trwać do końca okresu transferowego. I to jest dobre, bo zawodnicy mają świadomość tego, że jeszcze w lutym mogą nastąpić jakieś ruchy kadrowe – komentuje następca Dariusza Fornalaka.
Na obozach we Wiśle i w Atenach trener Wleciałowski poważnie pomyśli także nad nowym ustawieniem taktycznym zespołu - elementem, który w poprzedniej rundzie był jednym z „martwych punktów” drużyny. - Jeżeli chodzi o taktykę, to dopiero zaczynam nad nią pracować. Pewien pogląd na to już mam. Z taktyką jest jednak tak, że jest to praca ciągła. Każdy mecz, każdy trening burzy pewne wypracowane schematy i każdy kolejne zajęcia muszą je odbudowywać. Wcześniej jednak należy dobrać sobie grupę ludzi pod konkretne ustawienie na boisku i nna tym etapie właśnie się teraz znajdujemy – wyjaśnia na spokojnie trener „Niebieskich”.
A jak zatem będzie wyglądać nowy zespół Ruchu według „przepisu” Marka Wleciałowskiego? - W Ruchu jest pewna grupa ludzi, którzy stanowią trzon drużyny i ja tego w tym momencie nie zmienię. W tej sytuacji zaplecze drużyny musi jednak stwarzać takie możliwości, żeby swoją postawą naciskać na ten trzon, a wówczas będzie on zmuszony do tego, że albo zacznie grać lepiej, albo zacznie się kruszyć – mówi były piłkarz Ruchu, a obecnie jego nowy szkoleniowiec.