Sezon wystarczył, aby Pavol Balaż zyskał miano jednego z lepszych lewych pomocników w ekstraklasie. I już ustawia się kolejka kupców.
Na Cichą trafił niemal równo przed rokiem. Duszan Radolsky dobrze znał Pavola Balaża ze słowackich boisk. - Był tam niedoceniany - przyznał szkoleniowiec, a sam zawodnik poparł jego słowa dobrą grą na polskich boiskach. Jego dośrodkowania z lewego skrzydła siały popłoch w szykach defensywnych, a uderzenia z dystansu przerażały bramkarzy. Co prawda Balaż miał małe wahania formy, ale i tak szybko znalazł się na celowniku kilku klubów - jednym z nich jest niemieckie Energie Cottbus. Każdy chętny musi najpierw rozmawiać z Ruchem, bo Balaż jest z tym klubem związany jeszcze przez rok. - Jest zainteresowanie tym chłopakiem. Pavol należy do naszych kluczowych zawodników, dlatego ze sprzedażą nikomu się nie spieszy - zaznacza jeden z udziałowców klubu. Balaż chciał, lecz nie dał rady wystąpić w meczu z Jagiellonią. A teoretycznie mógł to być jego ostatni występ w niebieskich barwach. - Bardzo żałuję, że nie zagrałem. Może ze mną byłoby 5-0? - śmieje się Pavol, borykający się z nadciągniętymi więzadłami w kolanie.
Na ile prawdopodobne jest, że latem zmieni pan klub?
Pavol Balaz: - Na dziś zostaję w Ruchu, a na pierwszy rzut oka zmiana klubu nie ma sensu, bo mi się w Chorzowie po prostu podoba. Zresztą, jak ma się nie podobać, skoro w szatni jest świetna paczka, a trener na mnie stawia? Odpowiada mi też styl, którym gramy. Nie każdy rywal pozwala nam na ciekawą i ofensywną grę skrzydłami, ale myślę, że patrząc na cały sezon pokazaliśmy dobrą piłkę. Ruch to marka.
Jednak pana menedżer otrzymał podobno sygnały z zagranicznych klubów...
- Jeśli rzeczywiście interesują się mną niemieckie kluby to nic tylko się cieszyć. Powiem tak: są oferty, którym się po prostu nie odmawia.
Jeśli można panu coś zarzucić, to chimeryczność. Świetne mecze przeplatane były z tymi bezbarwnymi. Jaką więc ocenę wystawiłby sobie pan za ten sezon?
- U nas trochę inaczej się ocenia, bo jedynka jest notą najlepszą. Niezależnie od tego systemu, to rzeczywiście, raz było na pięć, a w innym meczu na jeden. Patrząc jednak na cały sezon, to taka czwórka chyba jest odpowiednią oceną mojej formy.
Na Słowacji podobno o Ruchu dużo się mówi i pisze...
- Bardzo dużo wręcz! Odkąd trenerem został Duszan Radolsky, a następnie ściągnął mnie, Martina Fabusza i Gabora Strakę, co tydzień w naszej prasie są jakieś artykuły i wywiady.
A jak panu idzie nauka języka polskiego?
- Nie ma problemów się dogadać na co dzień - w sklepie albo na stacji benzynowej. Lecz wiem też, że muszę się jeszcze trochę poduczyć. I to szczególnie gwary, bo na trybunach w trakcie meczu z Jagiellonią kibice „zaatakowali” mnie twierdząc, że nie umiem „godać po ślonsku” (śmiech).
źródło: Sport