Maciej Sadlok za tydzień powinien podpisać kontrakt z Fulham. 18-latek wrócił wczoraj z Anglii, gdzie przez cały piątek przechodził badania medyczne w kompleksie treningowym angielskiego klubu.
- Zaczęły się przed południem i trwały do późnego wieczora. Na dzień dobry zajęło się mną czterech lekarzy, potem udałem się do szpitala, gdzie badano moje serce i zrobiono rezonanse magnetyczne kolana, czy na przykład kostek - relacjonuje zawodnik Ruchu, który dziś dowie się, jak wypadły ostatnie testy. - Bez tych wyników nie mogłem podpisać kontraktu. Jestem spokojny, bo pozostałe rezultaty badań wypadły bardzo dobrze - pociesza się Maciej, który w sobotę zasiadł na stadionie Fulham i oglądał mecz z Birmingham. Sadlok miał powody do zadowolenia, gdyż piłkarze Roya Hodgsona wygrali ten niezwykle ważny dla losów utrzymania mecz 2-0. - Atmosfera na trybunach była fantastyczna. Kibicowali nie tylko mężczyźni, ale także starsze kobiety i dzieci. Kibiców zasiadło łącznie 25 tysięcy, ale bliskość trybun i boiska wywierały niesamowite wrażenie. Ludzie przez cały mecz motywowali swoich piłkarzy - mówi z zachwytem Maciej, który mógł zostać w Londynie dłużej, aczkolwiek musiał wracać z ważnego powodu. Jakiego?
Dziś przystąpi do pierwszego egzaminu maturalnego, a dokładnie pisemnego testu z języka polskiego. - Szczerze mówiąc, to przez transfer do Fulham nie odczuwam jeszcze stresu jak moi rówieśnicy. Z przygotowaniem też jest różnie. Jeszcze wczoraj trzeba było kilka streszczeń doczytać - zdradza uczeń chorzowskiego liceum wieczorowego. Sadlok nauce w takim systemie poświęcał trzy dni w tygodniu. - Inaczej bym nie pogodził regularnych treningów ze szkołą - tłumaczy zawodnik, dla którego dzisiejszy dzień będzie jednym z najważniejszych w życiu. Dowie się, czy skonsumowany zostanie jego transfer do Fulham i zarazem przystąpi do egzaminu "dojrzałości".
źródło: Sport