- Kiedy prowadziłem Groclin, czy to w lidze, czy to w pucharach, zawsze zdobywałem na Legii punkty. Jak to się mówi po polsku; ta drużyna mi leży. Nie mam nic przeciwko temu, aby było tak nadal - mówi szkoleniowiec Ruchu, Duszan Radolsky.
Czy Ruch może być już spokojny utrzymania się w gronie pierwszoligowców?
Duszan Radolsky: - Ależ skąd! Jeszcze nie tak dawno myślałem, że 29 punktów w pełni wystarczy do tego celu. Teraz wiem, że tak nie jest. Musimy być skoncentrowani do ostatniego spotkania.
Pytam nie bez kozery, bo rywale, z jakimi pańska drużyna zmierzy się jeszcze w tym sezonie nie będą grać o przysłowiową pietruszkę. Legia walczy o wicemistrzostwo kraju, z kolei ŁKS i Jagiellonia, aby utrzymać się w ekstraklasie, będą potrzebowały punktów, jak ryba wody...
- Ale to jest ich problem. My na pewno im nie pomożemy. Każdy mecz jest trudny i wcale nie uważam, żeby akurat te były najtrudniejsze. Jest kilka wariantów, które mogą się jeszcze wydarzyć do końca sezonu. Proszę zobaczyć, że niżej w tabeli są Widzew, ŁKS czy też Polonia, które mają mniej punktów od nas. To te drużyny będą potrzebowały na gwałt punktów, żeby się utrzymać.
Zatrzymajmy się zatem na Legii. Zmierzy się pan z zespołem, który w minionej kolejce, jako jedyny ograł mistrza Polski.
- Dlatego na ten temat nie muszę nic więcej mówić. Legia zajmuje drugie miejsce w tabeli, ograła Wisłę Kraków. Wiadomo z kim mamy więc do czynienia.
Jak pan wspomina swoje przygody ze stołeczną drużyną?
- Oj, bardzo dobrze. Wiedziałem, że mnie pan o to zapyta. Kiedy prowadziłem Groclin, czy to w lidze, czy to w pucharach, zawsze zdobywałem punkty na Legii. Jak to się mówi po polsku: ta drużyna mi leży. Nie mam nic przeciwko temu, aby było tak nadal.
Podobnie jak w Ruchu, tak w Legii, dużą rolę odgrywają zagraniczni piłkarze. Jest pan za tym, aby sprowadzać do polskiej ligi więcej obcokrajowców?
- Szkoda, że trener Legii Jan Urban nie jest obcokrajowcem, bo rzeczywiście mógłby to być mecz toczony pod dyktando cudzoziemców Mówiąc już poważnie, oczywiście że jestem za tym, ale musi być spełniony warunek - obcokrajowiec musi być lepszy od polskiego zawodnika, bo inaczej nie ma sensu importować byle jakiego "produktu". Proszę zauważyć, że w najlepszych klubach Europy jedenastkę tworzą piłkarze z innych krajów. Nie jest to więc wcale zły pomysł.
A co pan sądzi o powołaniu do reprezentacji Polski Brazylijczyka Rogera?
- On już nie jest Brazylijczykiem, tylko waszym rodakiem. W końcu dostał polski paszport. Czy to dobry pomysł? To sprawa Leo Beenhakkera. Skoro powołał takiego piłkarza i zabierze go prawdopodobnie na mistrzostwa Europy, to widocznie ma jakąś wizję. Być może Holendrowi był potrzebny właśnie taki typ zawodnika.
Czy w składzie Ruchu jest jakiś piłkarz, którego pan poleciłby selekcjonerowi?
- Na dzisiaj nie. Są jednak zawodnicy, którzy robią olbrzymie postępy. W tym kręgu znajdują się Grzegorz Baran, Piotr Ćwielong oraz Krzysztof Nykiel. To perspektywiczni piłkarze, dlatego niewykluczone, że w przyszłości trafią do reprezentacji. Słowacy? Nie, nie. Fabusz to już nie ten wiek, poza tym mamy znacznie lepszych napastników w kadrze. Już Balaż ma najszybciej do drużyny narodowej.
Jak pan umotywuje swoich piłkarzy przed spotkaniem z Legią?
- W ogóle tego nie robię, oni już będą zmotywowani. Porozmawiam z nimi tylko o tym, jak mają zagrać.
Utrudni pan Legii zdobycie wicemistrzostwa kraju?
- To już nie ode mnie zależy tylko od zawodników, ale na pewno moja drużyna powalczy o zwycięstwo.
źródło: ASInfo