Maciej Sadlok pilnie wkuwa angielskie słówka. Piłkarz Ruchu za kilka dni przekona się, jak wiele się nauczył. Już w maju przepyta go Roy Hodgson - jeden z najbardziej znanych brytyjskich menedżerów. Pewnie porozmawia też z Jarim Litmanenem, najsłynniejszym piłkarzem z Finlandii.
Takie atrakcje czekają na młodego Polaka w Fulham. - Chcę spróbować czegoś nowego. Nie, nie obawiam się. Myślę, że angielski styl gry będzie mi odpowiadał. Tam liczy się walka, wytrzymałość, a wszystko na bazie dobrej techniki - tłumaczy 19-letni piłkarz, który z klubem z dzielnicy Londynu (poważnie zagrożonym spadkiem) ma podpisać dwuletni kontrakt.
Andrzej Sadlok jeszcze nie dowierza, że jego syn będzie grał w jednej z najlepszych lig świata. Myśli o Maćku i widzi siebie sprzed kilkudziesięciu lat. Mieszka w Dankowicach, ale uczy się w Pszczynie. Ze starszym bratem Jankiem właśnie wychodzi do szkoły. Mama tak jak każdego dnia daje mu do ręki złotówkę. - To na bułkę - powtarza. - Tak mamo - przytakuje Andrzej i chowa monetę do kieszeni.
Już w Pszczynie, w drodze do szkoły, przylepia nos do witryny sklepu sportowego. Na wystawie widzi buty piłkarskie. - Piękne! Z brązowej skóry, takie z usztywnieniem wokół kostki - uśmiecha się. Andrzej Sadlok postanawia, że odłoży każdą złotówkę, którą dostał na bułkę i pewnego dnia wymarzone korki będą jego. - To trwało wiele, wiele dni. Mijałem ten sklep każdego dnia i modliłem się, żeby jeszcze były, gdy na nie uzbieram - wspomina.
Z tej miłości do piłki Sadlok uganiał się po boiskach aż do 44. roku życia. Zrezygnował dopiero wtedy, gdy jego ukochany Pasjonat awansował do trzeciej ligi. - Przeszedłem drogę z B-klasy do III ligi, a na koniec miałem piękny mecz pożegnalny. Do maleńkich Dankowic przyjechał wielki Górnik, jeszcze z Tomaszem Hajto - mówi.
Dankowice rzeczywiście nie są duże. W podbeskidzkiej wiosce w powiecie wilamowickim mieszkają niespełna trzy tysiące osób. Jak to w wiosce - jest tam ochotnicza straż pożarna i koło gospodyń wiejskich. Jest też aleja Lipowa, którą wyznaczają ponad stuletnie drzewa.
Dla rodziny Sadloków najważniejszy jest jednak klub piłkarski - jedyny Pasjonat w Polsce. Nazwa obowiązuje od roku 1988 i wiąże się z udziałem klubu w konkursie "Pasje '85". Dankowiczanie wygrali rywalizację, a trzy lata później zmienili nazwę z LKS-u na Pasjonata.
Klub to drugi dom Andrzeja Sadloka, prezesa Pasjonata. Sadlok to jednak nie jest prezes, jakiego można spotkać w większości polskich klubów. Który działacz po meczu wchodzi na boisko i rękami układa wyszarpane korkami kępy trawy? Który prezes podczas przerzucania obornika zaprojektował trybunę? - Tak było! Narysowaliśmy ją z bratem widłami na ścianie stodoły! A potem z pomocą przyjaciół postawiliśmy ją na stadionie - śmieje się.
Sadlok czasami myśli o sobie, że jest "doktorem Judymem". - Wiem, że to nieładnie tak się chwalić, ale ja jestem urodzony społecznik - wzdycha emerytowany nauczyciel wychowania fizycznego.
Złośliwi mówią, że robi to głównie dla synów Wojtka [piłkarz Grunwaldu Ruda Śląska - przyp. red.] i Maćka, którzy, by wyrosnąć na dobrych piłkarzy, musieli mieć wokół siebie solidny zespół. - To totalna bzdura. Jeszcze nie miałem dzieci, a już szukałem i starałem się pomóc utalentowanym dzieciom z okolicznych wiosek. Wie pan, ilu się tutaj marnuje piłkarskich Janków Muzykantów. Trzeba tylko dać im szansę - podkreśla.
To właśnie z inicjatywy Sadloka w dankowickim gimnazjum powstała klasa piłkarska. - Zebrałem grupę fajnych chłopaków. Mateusz Żyła, Paweł Budniak, Arkadiusz Gołąb, no i rzecz jasna Maciek - to wszystko są moi wychowankowie. Zdobyliśmy mistrzostwo Śląska gimnazjów, wicemistrzostwo Polski trampkarzy - opowiada.
Niestety, wspomniana klasa sportowa już w Dankowicach nie funkcjonuje. - Nie chcę się żalić na gminę, ale po prostu nie ma na nią pieniędzy. A potrzeba raptem 20 tysięcy na rok! Och, jaka szkoda, że ja nie jestem żadnym delegatem na zjazd PZPN-u. Wtedy bym tym mądralom wykrzyczał w twarz - "A co z dziećmi ze wsi?!".
Wychowankowie dankowickiego gimnazjum poszli w świat. Żyła i Gołąb grają w Groclinie. Budniak po epizodzie w Hiszpanii (Murcia Deportivo CF) trafił do Ostrowca Świętokrzyskiego. Najdalej póki co dotarł Sadlok, który właśnie przygotowuje się do wyjazdu do Fulham. - To już przesądzone. Chłopak z Dankowic będzie grał w Anglii. Wcześniej oglądało go trzech skautów Fulham. Wszyscy podkreślali, że jest bardzo wszechstronny, ma dobry przegląd pola i świetne warunki fizyczne. To nie może być przypadek. A ja dodam, że to wielki pracuś, który zajdzie naprawdę daleko. Fulham co pół roku wybiera kilku piłkarzy z 500 chętnych. To wielkie wyróżnienie, że postawili właśnie na Maćka. Chłopak podpisze w pełni profesjonalny kontrakt. Z polskich zawodników ostatnio takiego wyróżnienia dostąpił na Wyspach tylko Łukasz Fabiański - podkreśla Radosław Osuch, menedżer piłkarza.
- Jeszcze to do mnie nie dociera. Przecież to piłkarski raj! Pewnie znowu się popłaczę. Tak jak wtedy, gdy Maciek zadebiutował w lidze czy zagrał w młodzieżowej reprezentacji. Gdy kopnie piłkę w Anglii, to pewnie poryczę się jak bóbr - żartuje Andrzej Sadlok. Skorzysta też Pasjonat, bowiem pięć procent z kwoty, jaką zarobi na transferze Ruch, trafi do Dankowic. - Będzie na szkolenie dzieci - cieszy się prezes.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice