Zgodnie z naszymi wcześniejszymi przewidywaniami nowym trenerem chorzowskiego Ruchu został Marek Wleciałowski. - Cieszę się bardzo z tego, iż mogę siedzieć na tym miejscu i to nie względu na historię mojego życia sportowego, tylko ze względu na to, że bardzo lubię to, co robię - powiedział na specjalnie zorganizowanej konferencji prasowej, nowy trener Ruchu.
Marek Wleciałowski podczas konferencji nie ukrywał, że dobre i perspektywiczne zarządzanie klubem miało duży wpływ na podjętą przez niego decyzję. - Uważam, że istotne jest patrzenie właścicieli tego klubu z perspektywy przyszłości. Ja bardzo lubię takie patrzenie i jestem zainteresowany tym, aby patrzeć w przód. Wiem o tym, że aby wykonać krok do przodu, to trzeba przede wszystkim rozeznać tutejszą sytuację. Zdaję sobie sprawę, że na pewnym poziomie przy rywalizacji, która jest w pierwszej czy drugiej lidze robienie tego postępu wiąże się z ogromnymi nakładami, ale mam tu na myśli pracę i zaangażowanie. Widzę przesłanki ku temu, że w tym klubie tak to się właśnie będzie odbywać - powiedział następca trenera Fornalaka.
- Strategia klubu jest przewidziana na 5 lat i chcielibyśmy ten czas spędzić razem z trenerem Wleciałowskim. Niemniej jednak życie przynosi różne niespodzianki i taki czasookres może w jakiś sposób zostać skrócony, w zależności od sytuacji i uwarunkowań w danym momencie - powiedział o długości umowy z nowym szkoleniowcem właściciel klubu, Mariusz Klimek.
Nowy szkoleniowiec „Niebieskich” przez dwa lata pracował w zabrzańskim Górniku i nie miał okazji bywać na stadionie przy ul. Cichej. Po kilkudziesięciu miesiącach przerwy powrócił on jednak na „stare śmieci” i w trakcie konferencji podzielił się swoimi spostrzeżeniami. - Ostatnio, po dużej nieobecności, byłem na meczu na Ruchu i zauważyłem bardzo duże zmiany, jeśli chodzi o atmosferę panującą na stadionie. Określiłbym ją jako sprzyjającą grze i wspierającą zawodników. Pamiętam, że kilka lat temu ta atmosfera była zdecydowanie gorsza – stwierdził z pełnym przekonaniem trener „Niebieskich”.
Niektórzy zawodnicy Ruchu ledwo co poznają nowego szkoleniowca Ruchu, a już będą się musieli z nim pożegnać. To właśnie od Wleciałowskiego będzie bowiem zależało, kogo zabraknie w zespole z Chorzowa w następnej rundzie. – Jeszcze nie mam sprecyzowanej koncepcji, jeśli chodzi o skład osobowy. Najbliższy czas chcę jak najlepiej wykorzystać na analizie materiałów i zarejestrowanych meczy, bo przede wszystkim suche fakty związane z postawą na boisku będą podstawą do podjęcia decyzji. Na pewno ten czas chcę też poświęcić na rozmowy z ludźmi, którzy są w tym klubie i którzy cieszą się dużym autorytetem w środowisku piłkarskim. Nie zamierzam tego lekceważyć ponieważ uważam, że z wiedzy trzeba korzystać. Ja dotychczas z tej wiedzy korzystałem i na tym źle nie wyszedłem – wyjaśnia plan działania na najbliższe tygodnie Wleciałowski.
- Liczę, że uporam się z tym problemem w ciągu dwóch tygodni. Chciałbym ponadto przeprowadzić także testy związane ze sprawnością ogólną. Mamy w mieście sztuczną nawierzchnię i chciałbym ten czas przeznaczyć na normalny trening piłkarski związany z jakimś tam poziomem przygotowania taktycznego. Chciałbym zebrać wszystkie informacje, by mieć jakieś miarodajne, obiektywne kryteria w ocenie zawodników – dodaje trener Ruchu.
Już na samym starcie wiele kłopotów nowemu szkoleniowcowi przysparza jego relacja z Mariuszem Śrutwą i Krzysztofem Bizackim. Przed kilkoma laty wymieniona trójka wspólnie występowała na boiskach pierwszoligowych, jednakże z dniem dzisiejszym Wleciałowski został ich trenerem. Jak zamierza sobie z tym problemem poradzić popularny „Wleciał”? - Sprawa wbrew pozorom jest bardzo prosta. Czas poklepywania się po plecach, czas stwarzania atmosfery minęły bezpowrotnie. Mam tu na myśli konkretnie drużynę. Ja nie będę się kierował się ani emocjami, ani sprawami z przeszłości. Będę brał pod uwagę tylko i wyłącznie obiektywne kryteria. Jeżeli chodzi o ten kontakt, to jesteśmy tylko znajomymi i przyjaciółmi z boiska. Teraz te role się zmieniają i wszyscy jesteśmy świadomi tego, że każdy powinien wykonywać swoje obowiązki – mówi otwarcie 35-letni trener.
Jak na razie drużynę Ruchu samotnie prowadził będzie Marek Wleciałowski. Asystenta dobierze on sobie jednak zaraz na początku roku. - Jestem dopiero na etapie dobierania współpracowników przed rozpoczęciem okresu przygotowawczego. Na początku stycznia ogłoszę listę osób, którzy będą tworzyć sztab szkoleniowy Ruchu. Na pewno trenerem bramkarzy pozostanie Ryszard Kołodziejczyk – zapowiedział szkoleniowiec „Niebieskich”, który być może poprosi o pomoc Tomasza Fornalika. - Obecnie Tomasz Fornalik wykonuje swoje obowiązki w Górniku Zabrze i dopiero po zakończeniu sezonu przystąpię do ewentualnych rozmów z nim lub z ludźmi, z którymi chciałbym współpracować.
Marek Wleciałowski ma 35 lat i przez całą swą piłkarską karierę bronił barw chorzowskich klubów. Pierwsze kroki stawiał on co prawda w zespole Konstalu, jednakże największe sukcesy zdobywał z drużyną Ruchu. Na jego koncie znajduje się zdobycie Pucharu Polski z 1996 roku oraz zajęcie cztery lata później 3 miejsca w ekstraklasie. W sumie rozegrał on w zespole „Niebieskich” 249 spotkań i strzelił 5 goli. Wleciałowski w 2003 roku postanowił jednak zawiesić buty na kołku i jednocześnie rozpocząć podboje z ławki trenerskiej. Po skończeniu studiów na katowickiej AWF stał się on asystentem ówczesnego szkoleniowca Ruchu - Oresta Lenczyka. Ostatnie dwa lata spędził jednak w Górniku Zabrze. Wpierw asystował on w pracy Waldemarowi Fornalikowi i Wernerowi Liczce po to, by w lutym bieżącego roku samotnie przejąć zespół Górnika i pomóc mu utrzymać się w ekstraklasie. 4 listopada Wleciałowski zrezygnował z pracy w Zabrzu i po kilku tygodniach został szkoleniowcem chorzowskiego Ruchu.