Jutro Michał Probierz poprowadzi Polonię Bytom przeciwko Ruchowi. W Chorzowie 18 lat temu stawiał pierwsze piłkarskie kroki w ekstraklasie. Szedł "na przebój"...
Prawdę mówiąc już nie pamiętam, czy jeździłem akurat za Probierzem. Wiem za to, że rzucił mi się w oczy wielką zadziornością... - Jerzy Wyrobek, człowiek-legenda klubu z Cichej, był nie tylko znakomitym trenerem. Okazał się też całkiem niezłym "skautem".
Zabrał się do "Delty"
To on w 1989 roku wypatrzył w barwach Gwarka Zabrze siedemnastoletniego pomocnika, rodem z Bytomia-Łagiewnik. Wydawało się, że wtedy piłkarzom Gwarka łatwiej trafić "po sąsiedzku" na stadion Górnika. A jednak Wyrobek dopiął swego: Michał Probierz został graczem Ruchu. "Logistycznie" na tym skorzystał. Z rodzinnego domu w Łagiewnikach na Cichą było przecież dużo bliżej. Wystarczyło wsiąść do tramwaju. - Co ja się wtedy tą "siódemką" najeździłem. A trzęsło... - śmieje się dziś obecny szkoleniowiec Polonii. Każdy, kto dwie dekady temu miał okazję jeździć tą linią tramwajową wie, o czym mówi trener niebiesko-czerwonych. Szybko jednak Probierz "dosiadł się" do samochodu kolegi klubowego, Ryszarda Kołodziejczyka. Być może owo towarzystwo przetarło mu też szlaki w chorzowskiej szatni. - W niej wszystko było poukładane. Młodzi znali swoje miejsce w szeregu. A tu nagle przychodzi siedemnastolatek, traktuje wszystkich jak kolegów, bardzo bezpośrednio. Niektórzy byli w szoku. Zwłaszcza gdy po jednym z treningów bez żadnych oporów zabrał się ze starszyzną do "Delty", dokąd chodziło się na kawę - opowiada Stanisław Gawenda, starszy od Probierza o 3 lata.
Nie wszystkim się podobało
- Zawsze wychodziłem z założenia, że w drużynie 17-latek ma takie same obowiązki, ale i prawa, co piłkarz na przykład 35-letni. I obaj ponoszą taką samą odpowiedzialność na boisku, jeśli znajdą się w składzie - tłumaczy swoją filozofię Michał Probierz.
- Oj, był z niego niezły kogucik - w tych słowach Jerzego Wyrobka zawiera się jednak również i szacunek dla młodego podopiecznego, twardo dążącego do celu. - Szedł "na przebój"...
- On od razu uznawał się za dobrego piłkarza. Chciał robić za "gwiazdeczkę", co nie wszystkim się podobało. Mietek Szewczyk miał wtedy swoje sposoby i pilnował, żeby młodzież za bardzo nie podskakiwała - wspomina dawne czasy Mirosław Jaworski, ówczesna podpora "Niebieskich". - Ale upór Michała budził szacunek - podkreśla. I dodaje, że z młodszym o kilka lat szkoleniowcem Polonii do dziś spotyka się często na towarzyskim gruncie. - Drużyna w końcu zaakceptowała jego styl bycia. Choć przydomek "Dżolo" długo się za nim ciągnął - zaznacza Gawenda.
Wleź na Giewont
Akceptacja nastąpiła głównie dzięki dobrej grze nastoletniego wciąż zawodnika na ligowych boiskach. Goli nie strzelał, ale asystował przy wielu trafieniach kolegów. A za ową hardość zapłacił w zupełnie innych okolicznościach. - To było chyba na obozie w Wągrowcu - tak Michał Probierz wspomina miejsce swego "chrztu" w Ruchu. - Po takiej uroczystości d... zawsze najbardziej bolała tych, którzy wcześniej bywali niepokorni. No to mnie bolała strasznie...
Z tego chrztu bardziej niż kolejne "przyjacielskie klapsy", zapamiętał jednak słowną nauczkę od Józefa Nowaka. - Zapytał mnie wtedy, gdzie chcę grać. "Jak najwyżej" - odpowiedziałem, mając na myśli coraz lepsze kluby. "No to wleź na Giewont"- usłyszałem ripostę - śmieje się Probierz. Ale wspinać się w piłkarskim życiu nie przestał...
Dobry kumpel
Mam chwalić szkoleniowca naszych rywali? - śmiał się Mirosław Mosór, zagadnięty o Michała Probierza. Nie kto inny, a właśnie on asystował przy pierwszej bramce Probierza na I-ligowych boiskach. Mosór to wychowanek Ruchu, w dodatku jest starszy o cztery lata od obecnego trenera Polonii. Dlatego kiedy Probierz trafił do Ruchu musiał odciążyć Mosóra od noszenia piłek i sprzętu piłkarskiego. Panowie szybko się zakolegowali, choć charaktery mieli zupełnie odmienne. Probierz to typ niepokorny. - Niemal każdy młody chłopak czuje tremę wchodząc do szatni zespołu, w której wszyscy są od niego starsi. To może wiązać nogi na boisku. Michał tego respektu przed nikim nie czuł. Jednocześnie nie miał problemów, by się wkomponować do Ruchu - zapewnia Mosór.
Na Cichej Probierz może jeszcze spotkać Dariusza Gęsiora, który jest doradcą klubu w sprawach transferowych. - Michała nie da się nie lubić. Jest bardzo otwartą i kontaktową osobą. A zarazem porywczą... - zdradza "Gęgol". Co ma na myśli? Na przykład sytuację z wyjazdu na mecz z Lechem do Poznania. Chorzowianie udali się wcześniej, był zatem czas, aby wybrać się na spacer, w trakcie którego "zahaczyli" o komis z samochodami.
- Michałowi wpadł w oko Volkswagen Polo. Zapragnął to auto tak mocno, że zaczął pożyczać pieniądze od nas wszystkich. Nie wystarczyło. Wróciliśmy na Śląsk, a on wskoczył w pociąg. Z powrotem przyjechał już samochodem, którego stanu w żaden sposób nie mógł sprawdzić. Był to model używany - tłumaczy Gęsior.
Panowie nadal utrzymują ze sobą kontakt. Mosór w towarzystwie Probierza oraz Waldemara Fornalika (też byłego zawodnika Ruchu) oglądał sobotni mecz "Niebieskich" w Bełchatowie. - Powiedziałem Michałowi, że niech nie wysuwa daleko idących wniosków, bo wszystkich kart tego dnia nie odsłoniliśmy - śmieje się dyrektor chorzowskiego klubu. Na początku lat dziewięćdziesiątych wydawało się, że jeśli ktoś z młodych graczy Ruchu będzie trenerem, to los padnie na Gęsiora, albo Mosóra. - My studiowaliśmy. Michał wtedy jeszcze sobie tym głowy nie zaprzątał. To życie pokazało, że on potem najbardziej ku temu celowi dążył - uważa Gęsior.
Czy zdaniem chorzowian wygrana Ruchu może sprawić, że Probierz zostanie zwolniony z zajmowanego stanowiska? - Nie sądzę, bo Polonia pokazała ostatnio w Łodzi, że potrafi grać dobrą piłkę. Dobrą robotą z tą drużyną wykonali Michał i Darek Fornalak - zauważył Gęsior. Jeśli kiedyś będzie zmuszony szukać nowego pracodawcy, to Probierz zawsze też może zastukać do drzwi... Mirosława Mosóra. - Mówimy o tym w żartach. Poważnie? Nikt nie wie, jakie scenariusze pisze życie - mruży oko dyrektor Ruchu.
źródło: Sport