27-letni pomocnik został sprowadzony zimą do Chorzowa, aby dyrygować grą Ruchu. I na starcie rundy świetnie się ze swoich zadań wywiązywał. Drużyna strzelała gole, a Marcin Nowacki notował asysty. Dziś sytuacja nie jest tak różowo. „Mały” w Bełchatowie nie raz starał się otworzyć drogę do bramki partnerom z linii ataku, ale czynił to bezskutecznie.
- Ostatnich podań wymaga ode mnie trener. Kiedyś były moją silną stroną, teraz ta zdolność wyraźnie szwankuje, mam z nią problem. Nie udaje mi się „wypieścić piłki”. Denerwuje mnie, że ciągle brakuje pół kroku, uderzenia piłki z ciut większa siłą. Problem ten nie dotyczy jednak tylko mojej osoby. Cała drużyna się z nim boryka - uważa Nowacki.
- Nie ma pan wrażenia, że Ruch jest ostatnio równie zmienny, jak nastroje kobiet?
Marcin Nowacki:- Istotnie, dobre mecze przeplatamy z tymi nieco słabszymi. Chodzi o to, że przed takimi meczami, jak ten ostatni z Bełchatowem, nie potrafimy w sobie wyzwolić tyle sportowej złości, jak wtedy gdy gramy w derbach z Górnikiem Zabrze, czy też z Odrą Wodzisław, kiedy mamy nóż na gardle. Po tym poznaje się siłę zespołu, że potrafi on wykorzystać słabość rywala. A Bełchatów był w sobotę zespołem do ogrania, bo wielkiej piłki nie grał. Podobnie było zresztą w Lubinie, gdzie powinniśmy wygrać z Zagłębiem. Niestety, nasza gra dobrze wyglądała w tych meczach jedynie do szesnastego metra.
- Macie wyraźne problemy z odrabianiem strat...
- Mam wrażenie, że jesteśmy niezłym samochodem, do którego trzeba wlać dobre paliwo. Z Odrą udało się odwrócić wynik meczu, choć straciliśmy szybko gola, bo byliśmy... źli. W tym sportowym sensie. Sztuka ta nie powiodła się w Bełchatowie, choć rywale nie radzili sobie z naszym pressingiem. Chcieliśmy pokazać, że Ruch na wyjeździe może zagrać ofensywnie i tak było. Znów jednak niuanse zadecydowały o tym, że nie strzeliliśmy jako pierwsi bramki.
- Straciliście natomiast dwie w doliczonych czasach gry. Podobnie, jak w pucharowym meczu z Dyskobolią. Była bura trenera?
- Była, była... Nie umiem jednak odpowiedzieć z czego to wynika, bo na boisku nie zwraca się uwagi na to, że to doliczony czas gry. Nie byliśmy wcale myślami w szatni. Wydaje mi się, że decydowały każdorazowo indywidualne błędy. Ktoś kogoś nie pokrył, ktoś przegrał pojedynek główkowy... Przy okazji zapewniam, że nie mamy problemów z wytrzymaniem kondycyjnym meczu. Trener nas pod tym względem dobrze przygotował do sezonu.
- Czy piątkowy mecz z Polonią Bytom urasta do miana najważniejszego w tym sezonie?
- Wydawało mi się, że takim była potyczka z Odrą Wodzisław, ale jak widać, dół tabeli ciągle goni i jeszcze nikt niczego pewnym być nie może. Dlatego sądzę, że istotnie, to potyczka w Bytomiu będzie tą najważniejszą. Ewentualne zwycięstwo powinno nam dać już na tyle bezpieczną przewagę, że nie będzie trzeba nerwowo zaglądać za siebie.
źródło: Sport