Robert Mioduszewski żartował do niedzieli, że mam tyle goli w lidze, ile on... Teraz jestem trochę lepszy - uśmiecha się Michał Pulkowski. I z takim wyrazem twarzy piłkarz ten jest kojarzony. - "Pulek" tworzy atmosferę w szatni. Jest ważną cząstką drużyny, a bez jego uśmiechu, który nazywamy "szufladką", trudno mi sobie wyobrazić szatnię Ruchu - przyznaje Piotr Ćwielong, jeden z najlepszych kolegów Pulkowskiego. Na Cichej panowie spotkali się trzy lata temu, kiedy "Niebiescy" zagrali w barażach o utrzymanie w II lidze ze Zniczem. Do najlepszych na boisku należał wówczas pewien gracz z Pruszkowa. - Michał miał wtedy bujną fryzurę. Nazywałem go "Paziem" - zdradza Ćwielong. Po dwumeczu szybko sfinalizowano transfer Pulkowskiego do Chorzowa. - Pewnie bym nie uwierzył, gdyby mi ktoś jeszcze kiedyś powiedział, że będę grał w I-ligowych Ruchu - przyznaje dziś.
Coraz dokładniejszy
Pulkowski urodził się w stolicy. Jako nastoletni chłopak marzył o grze w Legii Warszawa, a swojej mamie zapowiadał, że zagra kiedyś zagranicą. - Pierwsze marzenie po części udało się spełnić, bo znalazłem się w Legii. Były to jednak tylko rezerwy - wspomina. Wtedy studiował jeszcze geodezję na Politechnice w Warszawie i dorabiał w firmie ojca, która zajmowała się różnymi pomiarami. Fach ten wymaga dokładności, a jeśli o to chodzi... - "Puli" czyni stałe postępy. Zawsze miał dobre pomysły, a teraz dołożył do nich precyzję. Jego podania są dokładniejsze - przyznaje trener Duszan Radolsky. Czy można zmierzyć zatem rezerwy, które drzemią w tym piłkarzu? - Ja się tego nie podejmę - śmieje się 29-latek. - Za to sądzę, że będę się uczył gry w piłkę, aż do zakończenia przygody z nią - zaznacza.
Nie dał się skreślić
Na Cichej pracował z trzema szkoleniowcami, grał i rozstawał z kilkudziesięcioma kolegami. Rozbiórce uległa najpierw grupa "mazowiecka", a następnie "śląska". Przynależność gracza z Warszawy do tej drugiej nie jest przypadkowa. Pulkowski z łatwością uczył się śląskiej gwary. - Nauka została trochę przystopowana, bo odeszli Wojtek Myszor i Marcin Klaczka, z którymi szkoliłem się chociażby podczas gry w karty. Kluby zmienili też inni koledzy. Ja zostałem. Dzięki czemu? Sam się zastanawiam. Może dlatego, że w każdym elemencie treningu daję się z siebie sto procent, nie lubię przegrywać - wyjaśnia. Zimą wydawało się, że i jego pozycja jest zagrożona za sprawą transferu Gabora Straki. - Niektórzy już mnie skreślili, a ja zakasałem rękawy i starałem się udowodnić swoją przydatność w sparingach. I okazało się, że możemy grać razem z Gaborem - cieszy się "Pulo".
Wróci do stolicy
Wślizgi są tym elementem gry, w którym Pulkowski osiągnął niemal doskonałość. Kojarzony jest przez kibiców głównie z destrukcją. Czarna praca, którą wykonuje na boisku, często jest niezauważana przez kibiców. - Jakieś wielkiej kariery może nie robię, ale przecież gram w I lidze. Ruch jest moim najważniejszym klubem, to w nim spełniam swoje marzenia - wyjaśnia.
Wzorować na nikim konkretnym się nie zamierza, aczkolwiek... - Oglądając mecze zawsze zwracam uwagę na defensywnych pomocników, podpatruję i wyciągam wnioski - przyznaje warszawiak z krwi i kości, który już w pełni wtopił się w śląska rzeczywistość. Na stałe zamierza wrócić jednak do stolicy, gdzie urządzą z żoną nowe mieszkanie. Na wrzesień planowane jest przyjście na świat ich drugiego dziecka. - Jesteśmy z tym miastem mocno związani. Mamy tam całą rodzinę. Niemniej na razie nigdzie się z Ruchu wybierać nie zamierzam - podkreśla.
źródło: Sport
fot. Tomasz Wantuła