Andrzej Kobylański, jako wysłannik niemieckiego klubu, obserwował Adriana Sikorę i dwóch zawodników Ruchu Chorzów.
Na czterech meczach z udziałem Ruchu gościł tej wiosny scout Energie Cottbus. Okazuje się, że wysłannikiem niemieckiego I-ligowca był... Andrzej Kobylański, były piłkarz tego klubu, mający w życiorysie grę w reprezentacji Polski. Regularność jego wizyt nie jest przypadkowa. Energie ma na oku dwóch zawodników Ruchu. - Nie zdradzę nazwisk. Powiem tylko, że muszą oni pokazać się z jeszcze lepszej strony. Na razie ich obserwujemy - wyjaśnia Kobylański i zdradza, że na niedzielny mecz z Odrą Wodzisław być może przyjedzie nawet z menedżerem i pierwszym trenerem Energie.
Podejrzewamy, że klub z Cottbus ma na oku Pavola Balaża (potwierdził na naszych łamach, że dostał sygnały z innego klubu) i ktoś z pary Łukasz Janoszka - Piotr Ćwielong. Ci ostatni nie najlepiej zareklamowali się w meczu z Dyskobolią, na którym Kobylański był. - Nazwiskami. Powiem tylko, że notowania jednego z tych graczy ostatnio spadają - zdradza pracownik Ruchu Dariusz Gęsior, prywatnie dobry znajomy Kobylańskiego. Obaj piłkarze grali razem w Widzewie Łódź i Wiśle Płock, a ostatnio w trakcie benefisu Gęsiora zorganizowanego na Cichej. - Dzięki temu ubić interes z Ruchem byłoby pewnie znacznie łatwiej - śmieje się Kobylański, który zaznacza, że na jego celowniku znaleźli się też zawodnicy innych polskich drużyn. Już od roku Energie jest zainteresowane Adrianem Sikorą z Dyskobolii. - Co prawda we wtorek kopnął piłkę z dwa razy, ale czternaście goli w lidze w tym sezonie robi wrażenie - zaznacza szperacz niemieckiego klubu.
Wstyd i afera
Nie do śmiechu było we wtorek Dariuszowi Gęsiorowi. I to nie ze względu na grę piłkarzy Ruchu. - Wstyd mi było z uwagi na stan naszego boiska! - podkreśla Gęsior. - Po całej Polsce roznosi się wieść, że w Chorzowie jest najgorsza murawa w ekstraklasie, a to bije nie tylko w klub, ale i w miasto, które jest właścicielem stadionu. Mam nadzieję, że w końcu znajdą się pieniądze na podgrzewaną płytę. Dzięki temu wydatkowi poziom meczów stoi na wyższym poziomie - podkreśla działacz, a kiedyś zawodnik Ruchu. - Za tamtych czasów na Cichej był dywan! - dodaje.
Tymczasem gigantyczne kolejki ustawiały się we wtorek przed kasami stadionu, choć zjawiło się na nim ledwie dwa tysiące ludzi. Za mała liczba czynnych kas sprawiła, że kilkaset osób na trybunach zasiadło nawet kilkanaście minut po pierwszym gwizdku arbitra. Niektórzy nie zobaczyli gola Martina Fabusza. - Przepraszamy za problemy. Zareagowaliśmy ściągając jak najszybciej ludzi i uruchamiając dodatkowe kasy. Jednocześnie prosimy kibiców, aby wejściówki na spotkanie z Odrą kupowali już dziś. Kasa jest czynna od 9 do 17 na parkingu klubowym - informuje Danuta Drabik, rzecznik prasowy Ruchu.
źródło: Sport