W Chorzowie od dawna podkreślają, że budowa zespołu na miarę ambicji i tradycji będzie trwać w atmosferze spokoju, skupienia i rozsądku. Tam po awansie nikt w klubie nie oczekiwał na pierwszoligowym froncie natychmiastowych oszałamiających sukcesów. W pierwszym sezonie zespół miał w nowym otoczeniu okrzepnąć, nabrać niezbędnego doświadczenia.
I tak rzeczywiście jest: zespół krzepnie i tego doświadczenia nabiera. Jest na tyle mocny, że utrzyma się w ekstraklasie bez problemów, co nie dla każdego beniaminka jest takie oczywiste. Wiadomo, że potrafi wygrać z drużynami z miejsc 6.-10., że nie potrafi wygrać z drużynami z miejsc 1.-5. Ale przypomnę: chodzi o Ruch! Cierpliwość cierpliwością, rozsądek rozsądkiem, ale musi być miejsce na odrobinę szaleństwa - nie zajmujemy się LZS-em Pasłęk; presja na wynik musi być. Chorzowscy kibice nie dzielą przecież sezonów na te, w których drużyna jest budowana, i te, w których drużyna jest zbudowana. Oni dzielą sezony na udane i nieudane. I właśnie jutro, moim zdaniem, odbędzie się mecz, po którym będzie wiadomo, czy obecny sezon dla niebieskich okaże się udany, czy raczej nieudany. Ruch gra rewanżowy mecz w ćwierćfinale Pucharu Polski. Rywal (jeszcze) z górnej półki: Dyskobolia Grodzisk Wlkp. Awans niebieskich do półfinału byłby wydarzeniem; byłby osiągnięciem ponad obecne możliwości zespołu. Trener Duszan Radolsky to ambitny szkoleniowiec i chyba zdaje sobie sprawę, że Ruch w tym sezonie nie osiągnął jeszcze niczego, co nie byłoby w jego zasięgu. A przecież drużyna, która się rozwija, regularnie sprawia większe lub mniejsze niespodzianki. Takie jak choćby ... Ruch w Pucharze Polski w listopadzie 2006 roku. Ówczesne wyjazdowe zwycięstwo podopiecznych Marka Wleciałowskiego z Wisłą w Krakowie w 1/8 finału to moim zdaniem najlepszy występ niebieskich w XXI wieku. Chyba już czas na kolejny najlepszy występ. Najlepiej jutro. Czego Ruchowi życzę.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice