Ruch Chorzów przegrał ostatnie cztery mecze: z Zagłębiem Lubin, Lechem Poznań, Groclinem (Puchar Polski) i Wisłą Kraków. To nie jest najlepszy okres dla klubu, a przecież już we wtorek czeka go rewanżowe spotkanie z Groclinem w ćwierćfinale PP (na wyjeździe "niebiescy" przegrali 0:1).
Trener Duszan Radolsky po sobotnim meczu w Krakowie uspokajał: - Popatrzmy na naszych ostatnich ligowych rywali i wszystko wiadomo: Wisła, Lech, Zagłębie. To wyjaśnia wszystko. Na dziś te drużyny są lepsze. Podobnie było jesienią, początek mieliśmy bardzo dobry, bo graliśmy z drużynami ze środka tabeli i osiągaliśmy dobre rezultaty.
Ale Ruch już w tym sezonie wygrywał w Grodzisku, a także w Kielcach z mocną Koroną. Za każdym razem mówiło się jednak o dużej niespodziance. Co oznacza tyle, że w oczach kibiców, piłkarzy czy futbolowych specjalistów Ruch jeszcze do elity nie należy. By zwyciężyć w takim meczu, Ruch obok swojej dobrej gry musi jeszcze liczyć na słabości rywala - w Grodzisku była to grypa żołądkowa, która przetrzebiła zespół Groclinu, w Kielcach obniżka formy piłkarzy Korony.
- Ja bym tak tego jednoznacznie nie oceniał. A czy w Lubinie to nie nasza słabość zadecydowała o tym, że jednak wygrało Zagłębie? - pyta Mirosław Mosór, dyrektor klubu.
- Przed tym sezonem liczyliśmy się z tym, że tak to może wyglądać. Ciągle się tej ligi uczymy. Wróciliśmy do ekstraklasy po czterech latach przerwy. To jednak kawał czasu. Trzeba się przystosować do nowych warunków, nabrać dobrych nawyków. Jakich? Pierwsze z brzegu to koncentracja, odpowiedzialność za błędy, walka od pierwszej minuty. W drugiej lidze takie wpadki czasami uchodzą bezkarnie, a w ekstraklasie wystarczy chwila słabości i już się przegrywa. To działa też w drugą stronę. Gdy rywal popełnia błąd, to trzeba być gotowym, by go wykorzystać, bo druga taka okazja może się już nie trafić. Daliśmy sobie rok, żeby wyeliminować takie mankamenty. W nowym sezonie chcemy już być groźni dla każdego - dodaje Mosór.
- Nasi ostatni rywale to były naprawdę mocne drużyny i, co tu dużo mówić - pokazały nam miejsce w szeregu. W takich meczach widać prawdziwą wartość zespołu - przyznaje Marcin Nowacki, pomocnik Ruchu.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice