Swą piłkarską karierę rozpoczynał w Polonii Bytom. Miał wtedy niecałe osiem lat, a na pierwszy trening w jego życiu przyprowadził go kolega. Mariusz Śrutwa - bo o nim mowa - zawsze chciał grać w piłkę na ligowym poziomie. Jego marzeniem była gra na środku ataku z numerem "10" na plecach. W podnoszeniu jego umiejętności pomagali mu szczególnie dwaj trenerzy – Hubert Chwolik i Marian Geszke. Podczas współpracy z tym drugim Śrutwa pierwszy raz dostał szansę gry w drugiej lidze, w barwach Polonii Bytom. W 1991 roku w dziwnych okolicznościach stał się jednak zawodnikiem klubu "zza miedzy" - Ruchu Chorzów. Wówczas młodzi zawodnicy nie mieli nic do powiedzenia w ustalaniu kontraktów i jak się później okazało - także w zakresie przeprowadzanych transferów. Śrutwa o tym, że zmienił barwy klubowe dowiedział się od mamy. Stało się to w momencie, gdy wrócił z wakacji. W jego ówczesnym klubie powiedziano mu, że w Polonii gra za niego trzech piłkarzy Ruchu (Grzegorz Kornas, Jacek Chorzewski i Krzysztof Bąk), a jego nowa drużyna jest już na obozie przygotowawczym. Po przyjściu do Chorzowa, los dla Śrutwy okazał się mało łaskawy. W pierwszym spotkaniu w barwach Ruchu przyszło mu grać przeciwko... swoim byłym kolegom z Polonii Bytom! Było to w meczu pucharowym, który chorzowianie wygrali 3:1, a dwie bramki zdobył sam Mariusz Śrutwa. Na kolejne spotkanie pomiędzy Ruchem, a Polonią trzeba było czekać aż do sezonu 1995/1996. Wówczas "Niebiescy" grali w drugiej lidze. Wtedy to doszło do dwóch konfrontacji pomiędzy obecnym klubem Śrutwy, a tym poprzednim. Pierwszy mecz w Bytomiu wygrał Ruch 2:0, natomiast w Chorzowie zanotowano bezbramkowy remis. "Super Mario" gola na wyjeździe zdobył już w czwartej minucie gry. Drugą bramkę po przerwie dołożył Wawrzyczek i spotkanie zakończyło się wynikiem 2:0. Później obie drużyny już się nie spotkały, a Śrutwa w całym sezonie 23 razy trafiał do siatki rywala i znacznie przyczynił się do awansu na pierwszoligowy front. Przez ostatnie 10 lat "Super Mario" odniósł bardzo wiele sukcesów. Zdobył Puchar Polski, został Królem Strzelców, grał w europejskich pucharach przeciwko takim drużynom jak Austria Wiedeń, Bologna czy Inter Mediolan. Niestety w sezonie 2002/2003 chorzowski Ruch po raz trzeci spadł z ekstraklasy. Dwa lata tułaczki na zapleczu I ligi nie przyniosły mu awansu, a Polonia Bytom grająca w sezonie 2004/2005 w trzeciej lidze zdołała awansować o poziom wyżej. Po 10 latach przerwy Ruch i Polonia spotkają się ponownie w najbliższą niedzielę o godzinie 12 w Bytomiu. Mariusz Śrutwa po raz kolejny zagra więc przeciwko swojemu macierzystemu klubowi, a dodatkowego smaczku dodaje fakt, iż Śrutwa pełni w Polonii Bytom funkcję działacza sportowego!
- Jakimi spotkaniami są dla Pana mecze z Polonią Bytom, klubem którego jest Pan wychowankiem?
- Są spotkaniami derbowymi. Takimi samymi zresztą jak te z GKS-em i Górnikiem, z taką jednak różnicą, że odbywają się one trochę bliżej mojego domu.
- Pół roku temu, przy okazji możliwości spotkania się w barażach z Polonią mówił Pan, iż taki pojedynek byłby dla Pana niezręczny...
- No tak, ale w swoich ostatnich wywiadach podkreślałem, że nie jest to mecz o utrzymanie, spadek lub być albo nie być jednego czy drugiego klubu. Jest to zwykły mecz ligowy, a w związku z tym nie jest to mecz o takim prestiżu, by był on w jakiś sposób niezręczny. Będzie to normalna, derbowa walka o punkty, z której – mam nadzieję – my wyjdziemy zwycięsko.
- A samo łączenie funkcji piłkarza Ruchu i działacza Polonii nie jest niezręczne?
- Nie widzę w tym żadnej niezręczności. To, co robię prywatnie to jest moja sprawa i ja dokonuję decyzji jak postępować. To, co robię na boisku, to jest sprawa klubu, drużyny. Myślę, że niejednokrotnie w poprzednich spotkaniach m.in. z Polonią udowadniałem, że potrafię te dwie rzeczy rozgraniczyć. Jeżeli tylko mi się uda, to na pewno będę chciał zdobyć bramkę i z pewnością będę chciał, żeby drużyna Ruchu wygrała.
- Przygotowuje się Pan do tego spotkania jakoś szczególnie?
- Na tą chwilę nie, ponieważ nie ma już sensu studzić się na kilkadziesiąt godzin przed spotkaniem, bo najczęściej jak człowiek dużo myśli, to nic z tego dobrego nie ma. Myślę, że zarówno ja jak i cała drużyna może od jutra, tj. od odprawy przedmeczowej, gdzie będziemy analizować grę Polonii, ich taktykę i wszystko to co oni prezentują, zaczniemy poważnie myśleć o tym przeciwniku i będziemy układać jakąś taktykę pod nich. Myślę, że wtedy rzeczywiście zaczniemy się jakoś bardziej mobilizować, tym bardziej, iż jest to ostatni pojedynek w tej rundzie i jest on dla nas bardzo ważny, ponieważ po dwóch ostatnich meczach - mimo, że to nie grudzień – rozdaliśmy punkty jak św. Mikołaj i w zasadzie w dwóch spotkaniach, po których powinniśmy sobie dopisać sześć punktów, zdobyliśmy tylko jeden. Trudno się z tym pogodzić, bo każdy wie, że gdybyśmy sobie dopisali pięć punktów w tabeli, to gdzie byśmy byli i o co byśmy grali. A tak pozostaje na pocieszenie zdobyć w najbliższej kolejce tylko trzy punkty i liczyć na to, że inne drużyny gdzieś te punkty pogubią i wtedy będziemy mieć jakąś tam stratę, ale nie będzie to strata nie do odrobienia.
- Jak Pan wspomina poprzednie spotkania z Polonią Bytom?
- Ja pamiętam wszystkie ważniejsze spotkania i do takich z pewnością można zaliczyć spotkania derbowe. Mecz z 1991 roku był o tyle ważny, że było to jedno z moich pierwszych spotkań w barwach Ruchu. Wtedy zdobyłem bramkę i później w dogrywce dorzuciłem jeszcze jedno trafienie, co w ostateczności dało nam zwycięstwo. Pamiętam także jeszcze jedno spotkanie na Polonii, gdzie również wygraliśmy 2:0. Wtedy także zdobyłem bramkę zaraz na początku meczu. Mam zatem nadzieję, że do trzech razy sztuka i w niedzielę wygramy z nimi po raz trzeci.
- Niestety na trybunach bytomskiego stadionu zabraknie kibiców Ruchu. Jak Pan odbiera tą decyzję?
- Ja uważam, że pojedynki bez kibiców są pojedynkami bez sensu. I to zarówno z jednej, jak i drugiej strony. Mecze przy zamkniętych trybunach lub bez sympatyków jednej z drużyn nie mają atmosfery i tym bardziej, gdy są to mecze derbowe. Moim zdaniem na tym spotkaniu powinni być kibice Ruchu i powinno ich być bardzo dużo. Ja liczyłem na to, że będzie ich nawet kilka tysięcy... A tak, podejrzewam, że jacyś sympatycy "Niebieskich" na pewno będą, ale nie w tak licznej grupie i z pewnością nie tak jakbyśmy sobie tego wszyscy życzyli. My będąc na boisku też zwracamy uwagę na to czy ktoś jest z nami, czy ktoś nas wspiera, czy ktoś nas dopinguje. A to, że są to dwie osoby, a nie dwa tysiące, to jest to dla nas wielka różnica. I na pewno ci kibice w tak ważnym meczu z Polonią byli by dla nas pomocą.
- Obecnie trenerem Polonii jest Michał Probierz. Jak dobrze zna Pan szkoleniowca Polonii?
- Znam go bardzo dobrze. Razem graliśmy w Ruchu przez długi okres czasu. Później razem spotykaliśmy się na boiskach ligowych. Michał do dnia dzisiejszego mieszka w jednej z dzielnic Bytomia, w związku z tym czasami również spotykaliśmy się poza boiskiem. Znamy się bardzo dobrze, pamiętamy się i darzymy się szacunkiem.
- Jakimi cechami wyróżniał się Probierz?
- O trenerskich trudno jest mi oczywiście powiedzieć, bo nie miałem okazji z nim współpracować w takim charakterze. Jeśli chodzi o cechy boiskowe to na pewno nieustępliwość, zadziorność, waleczność, dobre wyszkolenie techniczne i przede wszystkim zaangażowanie - z tego go najlepiej można rozpoznać.
- Czy właśnie te cechy: waleczność, zaangażowanie stara się on zaszczepić swoim piłkarzom, i czy tego Ruch się może spodziewać w niedzielnym meczu?
- Na pewno, Ruch może się spodziewać trudnego przeciwnika, bo nie raz przekonaliśmy się, że drużyna która dużo słabiej spisuje się z ligowymi rywalami jest w pełni zmobilizowana kiedy przyjeżdża Ruch Chorzów. Właśnie dlatego, że to jest Ruch Chorzów, to nawet ostatnia drużyna w tabeli nie jest łatwym przeciwnikiem i na pewno nie będzie to spacerek. Polonia będzie bardzo zmobilizowana na nas i myślę, że tego należy się spodziewać. To na pewno swoim zawodnikom wpoił trener Probierz i tak jak powiedziałem piłkarze Polonii grają z Ruchem, a więc na pewno podejdą do tego spotkania "na maksa".
- Jaka panuje atmosfera w zespole przed tym meczem?
- Atmosfera panuje bardzo dobra, poza tym, że mamy trochę urazów, kilka osób chorych. Szkoda, że wypadli kluczowi zawodnicy, którzy w poprzednich spotkaniach potwierdzili swoją przydatność do drużyny. Dublerzy wypadali najczęściej bardzo przeciętnie. Mam zatem nadzieje, że udowodnią oni, że tamte mecze były przypadkiem i na meczu derbowym z Polonią pokażą swą prawdziwą wartość.
- Pół-zartem, pół-serio, w niedzielę uda się Pan z domu prosto na stadion Polonii, czy przyjedzie Pan na Cichą jeszcze na odprawę?
- Oczywiście przyjadę na odprawę. Na takie rzeczy można sobie pozwolić wówczas jeżeli są to sparingi, a nie mecze ligowe, które mają to do siebie, że walczy się w nich o punkty i musi się je traktować poważnie. W związku z tym wszyscy będziemy mieli odprawę na Cichej, stąd pojedziemy na mecz i razem z niego tutaj wrócimy.
- Czy może pan obiecać kibicom 3 punkty w tym meczu?
- Trudne pytanie... "Obiecać" to za duże słowo, bo w życiu mało co można obiecać. Mogę jedynie obiecać kibicom, że będziemy grali o zwycięstwo i za wszelką cenę będziemy starali się te 3 punkty zdobyć.