Formalnie nadal związany jest z niemieckim Energie Cottbus. Ruch Chorzów chciał z tego klubu Tomasza Bandrowskiego wykupić. Zimą sam piłkarz w otoczeniu menedżera zjawili się nawet na Cichej i rozmawiali na temat warunków indywidualnego kontraktu. Nie doszli do porozumienia. Bandrowski ruszył do Poznania, gdzie szybko dogadał się z Lechem. - Ma żelazne płuca i może przez 90 minut biegać jak nakręcony - zachwala zawodnika Franciszek Smuda, szkoleniowiec "Kolejorza".
Słowacki skarb
Bandrowski pochodzi ze Śląska, grania w piłkę uczył się w Gwarku Zabrze. - Znajduje się tam znakomity warsztat trenerski, stawiający na dyscyplinę - podkreśla sam zawodnik, który szybko wpasował się do zespołu Lecha. Pełni w nim rolę człowieka od czarnej roboty, który ma asekurować reżysera gry - Rafała Murawskiego. Ruchowi właśnie defensywny pomocnik był niezmiernie potrzebny przed startem wiosny. Stratę Bandrowskiego szybko odżałowano i ściągnięto na Cichą Gabora Strakę. Słowak z miejsca wskoczył do składu.
- Trafił nam się skarb - nie kryje zadowolenia Duszan Radolsky. - Na co dzień wyciszony i bardzo spokojny, na boisku zaś Gabor jest prawdziwym wojownikiem - dodaje trener Ruchu.
Na razie wypożyczeni
Jestem typem twardziela, który łatwo nie popuszcza - uśmiecha się Straka, któremu na Cichej stawiać pierwsze kroki pomogli rodacy - Pavol Balaż i Martin Fabusz. - Z ich pomocą Gabor powinien szybko opanować język polski. Myślę, że z jego aklimatyzacją nie ma problemów - twierdzi Duszan Radolsky.
Bandrowski i Straka zostali na razie przez Lecha i Ruch wypożyczeni. "Niebiescy" mają czas do 15 kwietnia, aby przelać pieniądze na konto Artmedii Petrżałka za transfer definitywny słowackiego pomocnika. I taką decyzję już podjęli. Lech nadal przygląda się Bandrowskiemu. Na starcie wiosny obaj zawodnicy wywarli na fachowcach pozytywne wrażenie. Szczególnie może imponować w odbiorach i przechwytach piłki. Nie unika też podłączania się do ofensywy - wywalczył rzut karny w Kielcach.
Reiss za Rengifo?
Kto jest lepszy - Bandrowski, czy Straka? Być może odpowiedź poznamy właśnie dziś na Stadionie Śląski, gdzie obaj zawodnicy stoczą bezpośredni pojedynek na środku boiska. Przypomnijmy, że jesienią Ruch bez Straki, dostał tęgie lanie w Poznaniu (2-6).
Defensywa chorzowian zburzyła się jak domek z kart, w momencie kiedy z boiska usunięty został Ireneusz Adamski. Gole dla Ruchu strzelili wówczas Wojciech Grzyb i Remigiusz Jezierski, czyli zawodnicy, którzy dziś nie zagrają z powodu kontuzji. Na listę strzelców wpisał się też Hernan Rengifo, którego występ w dzisiejszym meczu stoi pod znakiem zapytania, gdyż Peruwiańczyk wrócił ze zgrupowania kadry. Być może szansę gry w pierwszym składzie dostanie doświadczony Piotr Reiss. - Decyzję podejmę po analizie gry Ruchu, który prezentuje naprawdę dobry futbol. Szczególnie wyróżnia się trójka Słowaków. Głową dobrze gra Fabusz, ale my mamy Bosackiego i Kucharskiego - zaciera ręce Smuda.
Lech wietrzy szansę
Ruch przygotował 24 tysiące biletów. Do wczoraj wykupiono połowę miejsc, a w tym trzy tysiące wejściówek rozeszło się w Poznaniu. - Ich doping na pewno nam pomoże - cieszy się bramkarz poznańskiego zespołu, Krzysztof Kotorowski.
Atut Ruchu w postaci frekwencji większej niż na innych ligowych stadionach, akurat na Lecha może nie zadziałać, bo i on rozgrywa swoje mecze przy 15-25 tysiącach ludzi. - Ruch lepiej czuje się przy Cichej. Widać to po wynikach. Może być i tak, że my będziemy czuć się na Śląskim dużo lepiej aniżeli oni - zastanawia się trener gości Franciszek Smuda.
źródło: Sport
fot. Tomasz Wantuła