Pięć sytuacji bramkowych stworzyli sobie w Lubinie zawodnicy Ruchu, ale żaden z nich do siatki rywala nie trafił. Co prawda wyręczył ich obrońca Zagłębia, Grzegorz Bartczak, ale na mistrza Polski i tak było to za mało. Nie pierwszy raz w tym sezonie "Niebieskim" zabrakło atutów w ataku. Najskuteczniejsi napastnicy - Remigiusz Jezierski i Martin Fabusz strzelili dotąd po cztery bramki. - Napastnik dobrej klasy powinien ich zdobyć przynajmniej 10 na sezon. Niemal każda drużyna w ekstraklasie ma "lisa pola karnego". Kogoś takiego trudno znaleźć w składzie Ruchu - twierdzi Mariusz Śrutwa, były snajper chorzowian.
Patent Ćwielonga
I trudno się z taką opinią nie zgodzić, skoro najskuteczniejszym zawodnikiem jest 34-letni pomocnik Wojciech Grzyb (7 goli). - Nigdy dotąd strzelanie goli na moich barkach nie spoczywało - przyznał po jednym z jesiennych meczów. Zimą Duszan Radolsky zmienił taktykę zespołu, "Niebiescy" zaczęli grać z jednym Fabuszem w ataku i "zawieszonym" między Słowakiem a linią pomocy Marcinem Nowackim. Najważniejsze gole i tak strzela jednak Piotr Ćwielong, ściągnięty z Wisły Kraków. Kiedy jego celownik zawodzi, to i Ruch wiosną nie wygrywa. Po tym jak "Pepe" na boisko nie wyszedł, przyszła pora na pierwszą porażkę. 22-latka zastąpił w Lubinie o rok młodszy Łukasz Janoszka. - Zaciąłem się i wypadłem ze składu. Musze się przełamać jak najszybciej - mówił "Ecik" przed pierwszym gwizdkiem. Po końcowym łup bramkowy "młokosa" nie zmienił się.
Za mało strzałów
Nie brakowało sytuacji, aby bilans ten zmienić, bowiem Janoszka był w sobotę największym zagrożeniem bramki Zagłębia. "Ecik" kilkoma indywidualnymi akcjami przypomniał się w Lubinie działaczom i trenerom, którzy nakłaniali go jeszcze nie tak dawno do zmiany barw. - Problem w tym, że oddał za mało strzałów na bramkę rywali, a bez tego trudno o gole - uważa Mariusz Śrutwa. Duszan Radolsky chwali drużynę za to, że wypracowała pokaźną liczbę okazji i Janoszkę za to, że się w nich znalazł. Gani zawodnika za skuteczność. - Z trzech takich sytuacji jedną musi wykorzystać! - zaznacza słowacki trener Ruchu. Na Cichej wierzą, że Janoszka nie się zrazi. - Każdy napastnik ma okresy, kiedy piłka nie chce wpadać do siatki. Najważniejsze, aby grać i nadal dochodzić do sytuacji. No i zachować cierpliwość - radzi młodszemu koledze Śrutwa, który na I-ligowych boiskach strzelił 103 gole, a w niebieskich barwach - o kilkadziesiąt więcej.
"Miki" jako wzór
- Jestem przekonany, że Janoszka przełamie się i zacznie regularnie trafiać - zamyka temat swojego zawodnika Duszan Radolsky. Słowak zrezygnował zimą z usług doświadczonego Grażvydasa Mikulenasa, co - zdaniem niektórych - było błędem. Mają oni w pamięci niezwykłą skuteczność litewskiego napastnika, który dwa lata temu - tylko wiosną - strzelił 14 bramek!
- Mało już na polskich boiskach zawodników, których piłka sama szuka w polu karnym, a takim graczem jest Mikulenas. Z tym trzeba się urodzić. Niemiec Gerd Mueller czekał na piłkę i ona zawsze spadała mu pod nogi - wskazuje Mariusz Śrutwa. Co na to Radolsky? - Janoszka udowodnił w sparingach, że w przyszłości może regularnie strzelać. On musi tylko grać i łapać doświadczenie w I-ligowym gronie. Poza tym mamy Ćwielonga, a do zdrowia wraca Jezierski. To dobrzy napastnicy, którzy zaczną strzelać gole - uspokaja szkoleniowiec.
źródło: Sport