Wczoraj tuż po końcowym gwizdku sędziego niemalże wszyscy piłkarze Ruchu Chorzów ruszyli w stronę arbitra sobotniego spotkania Grzegorza Gilewskiego. O powodach opowiadał po meczu Ireneusz Adamski.
- W trakcie spotkania arbiter zwracał się do mnie w sposób bardzo niecenzuralny. Co mówił? Spier...! Wypad ku..., bo jak nie odejdziesz dostaniesz drugą żółtą i zejdziesz z tego boiska! Pomimo tego, że ja do niego, jako kapitan drużyny, nie zwracałem się w ten sposób. Na pewno go nie obraziłem. Starałem się z nim rozmawiać i tłumaczyć całą sytuację - opowiadał mocno zdenerwowany kapitan Niebieskich.
- Traktował mnie jak podczłowieka. On chciał być tutaj najważniejszy. Wydaje mi się, że nie na tym rzecz polega. Sędzia powinien oczywiście rządzić na boisku, ale nie zwracać się w ten sposób do zawodników - kontynuował Adamski.
- Nie mam zielonego pojęcia dlaczego arbiter w ten sposób zwracał się do mnie. Widocznie chciał być wielki i wielkim został. Nie podyktował dwóch rzutów karnych dla Ruchu i na pewno został bohaterem tego meczu- mówił ironicznie zawodnik Ruchu.
źródło: ASInfo