Siedem lat na zwycięstwo nad łódzkim zespołem czeka Ruch. Widzew wyraźnie chorzowianom nie leży, co potwierdziło się i w ostatni weekend. - Każda drużyna, każdy trener, mają takiego przeciwnika, z którym po prostu "nie idzie". Takiego "kochanka", któremu trudno wyrządzić krzywdę - spuentował z uśmiechem Duszan Radolsky.
Szkoleniowiec "Niebieskich" znalazł analogię do meczu obu drużyn z jesieni, kiedy Ruch też posiadał inicjatywę, a skończyło się na tym, że musiał w drugiej połowie gonić wynik. - Nasz bramkarz, Robert Mioduszewski nie miał właściwie roboty w sobotę w drugiej odsłonie. Niestety, szybciej "podarowaliśmy" przyjacielskiego gola - westchnął Słowak, odnosząc się do miana "meczu przyjaźni".
O tym, że na boisku nie było sentymentów dowodzą jednak urazy. Przed czasem z placu gry musieli zejść dwaj piłkarze Ruchu. - Na boisku nigdy nie ma przyjaźni. Zresztą trudno było się tego doszukiwać w sobotę, skoro Gabor Straka został kopnięty bez piłki już na samym początku spotkania - zauważył Ariel Jakubowski. Defensywny pomocnik w niedzielę przeszedł badania USG, które jednak na szczęście nie wykazały niczego groźnego. Straka dziś powinien razem z resztą zespołu wrócić do treningów. Mniej poważnie na pierwszy rzut oka wyglądało zejście kapitana Wojciecha Grzyba. Niedzielne prześwietlenie wykazało jednak zerwanie w strukturach mięśniowych, co objawia się bólem i poważnie zagraża występowi Grzyba w najbliższym meczu z Zagłębiem Lubin. - Nadal odczuwam skutki urazu. Mam problemy ze swobodnym poruszaniem, podnoszenie nogi sprawia ból - przyznał 34-letni pomocnik.
Grzyb odkąd trafił na Cichą jeszcze nie opuścił żadnego meczu o ligowe punkty! Sobotnia kontuzja jest pierwszym urazem, który może go wyeliminować z gry o punkty, od blisko trzech lat. Jak to możliwe, że organizm doświadczonego zawodnika jest tak wytrzymały?
- Myślę, że to efekt częstego odwiedzania siłowni. Mięśnie wzmocniły się i nabrały gibkości dzięki tym wizytom - wytłumaczył kapitan "Niebieskich", który zgadza się z opinią, że w tej rundzie nie zaprezentował jeszcze pełni swoich możliwości. Jesienią był motorem napędowym Ruchu. - Istotnie, nie wszedłem jeszcze w odpowiedni rytm. Do tego doszło przeziębienie, teraz kontuzja. Ale spokojnie! Kibice jeszcze zobaczą takiego "Grzybka", do jakiego są przyzwyczajeni - zapewnił. Powtórne badania, po których najpewniej zapadnie decyzja, czy Grzyb pojedzie do Lubina, planowane są na czwartek.
źródło: Sport