22-letni pomocnik Widzewa zwrócił uwagę Leo Beenhakkera, co zaowocowało powołaniami do kadry. Jesienią mecz z Ruchem zaczynał na ławce, ale po upływie ledwie dwóch kwadransów (zastąpił Łukasza Juszkiewicza) pojawił się na boisku, aby otworzyć wynik ładną bramkę. - Dlatego mecz ten pamiętam doskonale. Odczucia mam jednak mieszane, bo zremisowaliśmy i pracę stracił trener Michał Probierz - wspomina Piotr Kuklis.
Czy na rozpędzony Ruch patrzycie z respektem?
Piotr Kuklis: - Faktem jest, że chorzowianie są w gazie, grając całkiem dobrze. Ale zauważyć trzeba, że dopisało im ostatnio też trochę szczęścia. Ich bramka w Kielcach została solidnie ostrzelana, a piłka do siatki nie wpadła. Nam tego szczęścia brakuje pod bramką rywali. Wierzę jednak, że nadejdzie moment, kiedy się nauczymy wykorzystywać stworzone sytuacje.
Ponoć ostatnio miał pan okazję poznać lepiej obrońcę Ruchu, Grzegorza Barana?
- Zostaliśmy powołani na wtorkowy mecz reprezentacji Polski z kadrą obcokrajowców. I tak się złożyło, że dzieliliśmy jeden pokój. Grzesiu to bardzo sympatyczny facet. Zastrzegam, że zakładów przed dzisiejszym meczem nie robiliśmy.
Grał pan już przy 24-tysięcznej publiczności?
- Miałem taką okazję w Poznaniu, gdzie mierzyliśmy się z Lechem. Myślę, że dziś tłumy na trybunach pomogą nam w odniesieniu zwycięstwa. Będzie to szczególny mecz, bo zapewne zadziała też magia Stadionu Śląskiego. Już się nie umiem doczekać!
źródło: Sport