- Co tu dużo mówić, zagrałem przeciętny mecz. Dałem się przepchnąć Chinyamie, a ten strzelił gola. Uświadomiłem sobie, że czeka mnie jeszcze moc pracy - mówi piłkarz Ruchu Chorzów.
- Najważniejsze, że został dostrzeżony. O grze w reprezentacji marzy każdy, ale doświadczają tego tylko nieliczni - chwali Dariusz Gęsior, menedżer chorzowskiego klubu.
Obrońca niebieskich wszedł na boisko wraz z początkiem drugiej połowy wtorkowego meczu z zagranicznymi gwiazdami ligi. Na tę chwilę Chorzów czekał długie osiem lat, bo tyle czasu minęło od występu Krzysztofa Bizackiego, ostatniego przed Baranem piłkarza Ruchu w biało-czerwonej koszulce.
- Gdy usłyszałem o powołaniu, to aż zakręciło mi się w głowie. To nagroda nie tylko dla mnie, ale i dla całej drużyny. Gdyby nie pomoc kolegów, gdyby nie nasze dobre, wiosenne mecze, Leo Beenhakker na pewno nie dałby mi szansy - podkreśla Baran.
26-letni obrońca trafił do Chorzowa dwa lata temu. Ruch wypatrzył go w czwartoligowym Górniku Wieliczka. Na początku był tylko "młodszym bratem Arkadiusza, piłkarza Cracovii". Dziś to Arkadiusz jest starszym bratem Grzegorza, reprezentanta Polski.
- Grzesiek zasłużył na to powołanie. Od wielu miesięcy gra bardzo równo, a gdy popełnia błędy to ma tego wielką świadomość. Pomyłki go męczą - podkreśla Tomasz Kaczmarczyk, menedżer piłkarza.
Pewnie dlatego Baran rozmowę o debiucie w kadrze zaczyna od... Takesure Chinyamy. Napastnik Legii Warszawa pod koniec meczu zdobył bramkę, pomimo że był naciskany przez obrońcę Ruchu. - Dałem się przepchnąć i to mój poważny błąd. Zabrakło mi siły, szybkości. Muszę nad tym popracować. Może za bardzo chciałem? - kręci głową.
- Jestem pewny, że jeżeli Grzesiek nadal będzie tak przykładał się do gry i treningów, to zagra w kadrze jeszcze nie raz. Pamiętam swój pierwszy mecz w reprezentacji. To było podczas tournee w Argentynie, a naszym rywalem był Urugwaj [29 listopada 1992 r. - Polska wygrała w Montevideo 1:0 - przyp. red.]. Też czułem wtedy, że mogłem zagrać lepiej. Kadra nie była wtedy dla mnie czymś niezwykłym, bo grałem w różnych reprezentacjach od 14. roku życia. Ten mecz dał mi jednak kopa. Sprawił, że uwierzyłem, że to bieganie za piłką ma sens. Myślę, że tak samo będzie z Grześkiem - dodaje Gęsior.
Beenhakker udzielił Baranowi kilku cennych wskazówek. - Przede wszystkim zwracał uwagę na to, by unikać niepotrzebnych strat, a gdy już się takie nieszczęście przytrafi, to robić wszystko, by szybko odzyskać piłkę. Naciskał też, by grać do przodu, nie bawić się w klepanie piłki - opowiada Baran, który przyznaje, że atmosfera w kadrze jest bardzo przyjazna. - Nikt nie dał mi odczuć, że jestem nowy. Zawsze mogłem liczyć na pomoc kolegów - zapewnia.
Wczoraj po południu Baran trenował już w Chorzowie, zawodnik jest myślami przy sobotnim meczu z Widzewem. - Grzesiek nie tak dawno przedłużył kontrakt z Ruchem. Jest tutaj doceniany, gra coraz lepiej. Czego chcieć więcej? Cieszę się, że trener Duszan Radolsky ustawia go na stoperze. Wcześniej zdarzało się, że grał na pozycji defensywnego pomocnika, a moim zdaniem to nie jest dla niego najlepsze miejsce. Grzesiek na pewno ma potencjał i możliwości, by zadomowić się w reprezentacji na dobre. Czy jednym meczem mógł przekonać do siebie Beenhakkera? To mądry trener, który ma swoją koncepcję budowy kadry. Wierzę, że postawi na Grześka - kończy Kaczmarczyk.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice
fot. Tomasz Wantuła