Poza kilkoma utarczkami na przystankach komunikacji miejskiej, kibice zachowywali się niemal wzorowo.
Wszyscy, którzy wieszczyli, że niedzielne Wielkie Derby Śląska zamienią się w Wielką Śląską Zadymę pseudokibiców, już wiedzą, że się mylili.
- Pracowałem przy organizacji jedenastu spotkań na Stadionie Śląskim, ale tak spokojnie nie było już dawno. Tym bardziej, że to nie był przecież mecz reprezentacji, tylko dwóch klubów, za którymi stoją zwaśnieni kibice. Po spotkaniu rozmawiałem z inspektorem Krzysztofem Kwiatkowskim, który nadzorował całą akcję z ramienia policji. "No nic! Nic się nie działo!" odpowiadał na moje pytania o kibicowskie burdy - opowiada Krzysztof Smulski, który był delegatem PZPN-u na niedzielne spotkanie.
- Jeżeli były wpadki, to niewielkie. Działacze Ruchu odwalili kawał dobrej roboty. Rzuciło mi się tylko w oczy to, że pomimo wyznaczonych parkingów wiele osób parkowało gdzie popadnie. To niedopuszczalne - dodaje Smulski.
Przez WDŚ pomyślnie przeszedł także Śląski. Na obiekcie trwa teraz wielkie sprzątanie. - Najpoważniejsza strata to sto zniszczonych krzesełek. Taka liczba to jednak standard - przekonuje Marek Szczerbowski, dyrektor obiektu. Derbów nie przetrwała także jedna z kamer do monitoringu warta 2 tys. zł. - Nie zniszczyli jej jednak kibice, ale szalejący wiatr. Wiem, bo widziałem to na własne oczy - mówi dyrektor. - Co tu dużo mówić, wszyscy zdali egzamin na piątkę. Euro 2012 na pewno zawita do Chorzowa! Nie dopuszczam myśli, by mogło być inaczej - kończy Smulski.
źródło: Gazeta Wyborcza Katowice