Rekord frekwencji polskiej ekstraklasy, planowany debiut na giełdzie - chorzowski klub wyszedł z cienia i marazmu, a to dzięki chorzowskiemu biznesmenowi.
Po tak efektownym widowisku mają powody do dumy kibice „Niebieskich”. Mają powody do satysfakcji ludzie, który odbudowali markę zasłużonego klubu. Ruch trzy lata temu znajdował się na krawędzi bankructwa, miał nie przystąpić do rundy wiosennej. Ostatnią deską ratunku okazała się sportowa spółka akcyjna na której powstanie pieniądze wyłożył chorzowski biznesmen, który w młodości próbował swoich sił na boisku. - Człowiekiem, który uratował Ruch był Mariusz Klimek. Dzięki niemu pośrednio rozegrano niedzielny mecz. I tak, Wisła Kraków to Bogusław Cupiał, Groclin Dyskobolia to Zbigniew Drzymała, a obecny Ruch to Mariusz Klimek i jego kibice - uważa Krzysztof Łasak, jeden z udziałowców klubu, który razem z właścicielem pakietu większościowego, zakładał SSA.
Klimek niemal zawsze jest w rozjazdach. Interesy prowadzi na kilku kontynentach. Na śląskie derby przyleciał specjalnie, wczoraj był już nieuchwytny. Jeszcze kilkanaście dni temu, kiedy „Niebiescy” nie zdołali strzelić gola Zagłębiu Sosnowiec, niepocieszony kręcił głową. To co nie udało się wtedy, z nawiązką oddało niedzielne widowisko. Kto mógł podejrzewać trzy lata temu, że mecz z udziałem Ruchu przyciągnie 40 tysięcy ludzi!?
- Może nikt inny w to nie wierzył, ale my i owszem! – zapewnia Krzysztof Łasak, a wtóruje mu inny z udziałowców, Dariusz Smagorowicz. – Mariusz Klimek zaprosił mnie na mecz Ruchu. Powiedział, że warto przyjść, że ten klub odpłaci się czymś niezapomnianym. I choć rozpoczęło się nienajlepiej, bo była smutna jesień, przegraliśmy bodaj trzy mecze z rzędu, to postanowiłem się włączyć. Znałem Mariusza. Gdyby nie wierzył, że za trzy lata jest w stanie przyciągnąć 40 tysięcy ludzi, osiągnąć sukces, to nie zaangażowałby się – tłumaczy. Cel udało się osiągnąć, choć nie brakowało potknięć. Awans zapowiadano już w pierwszym sezonie, skończyło się na barażach o utrzymanie w II lidze. Kiedy w końcu Ruch wywalczył na boisku promocję, nie otrzymał licencji.
- Nie wolno się zrażać! – zaznacza Dariusz Smagorowicz. – Należy stawiać sobie ambitne zadania, ale jednocześnie być cierpliwym i konsekwentnym. Mariusz o tym wie. Poprzeczkę zawiesiliśmy sobie w niedzielę wysoko. Jesteśmy tego świadomi, dlatego idziemy do przodu. Do klubu już spłynęły pierwsze oferty ewentualnych sponsorów. Nie można sobie wymarzyć lepszego momentu na debiut giełdowy niż teraz, po takim sukcesie sportowym – dodaje drugi co do wielkości posiadanych udziałów, człowiek z Cichej.
Co dalej? - Zawsze pół żartem pół serio życzyłem Mariuszowi Klimkowi, aby na meczu Ligi Mistrzów zasiadł obok Romana Abramowicza i nie musiał kupić tego biletu, bo będzie grał w niej nasz Ruch – przyznaje Krzysztof Łasak. Niektóre z marzeń się spełniają...
źródło: Sport