Ostatnie spotkanie ligowe na stadionie chorzowskiego Ruchu większość kibiców „Niebieskich” zachowa w pamięci głównie dzięki wygranej swojej drużyny oraz oprawie, którą stworzyli fani z Chorzowa i Białegostoku. Sympatycy przyjezdnych zapamiętają z tego meczu jeszcze jedno wydarzenie, które z pewnością chluby im nie przynosi.
Kibice gości w porozumieniu z kierownikiem ds. bezpieczeństwa na obiekcie Ruchu oraz obserwatorem meczu uzyskali zgodę na odpalenie pirotechniki podczas trwania sobotniego spotkania. Do momentu zakończenia zawodów grupa około 230 sympatyków Jagiellonii Białystok zachowywała się wzorowo. - Niestety, 15 minut po zakończeniu meczu, kiedy fani Jagiellonii przebywali jeszcze na swoim sektorze, kilku kibiców z Białegostoku podpaliło na koronie stadionu przenośną toaletę (tzw. Toi-toi) oraz 9 plastikowych krzesełek. W wyniku tego incydentu toaleta (na zdjęciu widoczna jako czarna plama za krzesełkami) doszczętnie spłonęła, a siedziska nadają się już tylko do wyrzucenia – mówi kierownik ds. bezpieczeństwa na stadionie „Niebieskich”, Krzysztof Hermanowicz.
Włodarze chorzowskiego Ruchu w poniedziałek liczyli koszt wymiany spalonych krzesełek i zakupu nowej toalety, a tymczasem już lada dzień do Białegostoku powinno trafić pismo z żądaniem zapłacenia 3.300 zł odszkodowania za powstałe straty. – W przesyłce oprócz naszego pisma i sprawozdania obserwatora meczu, znajdzie się także kaseta z nagraniem całego tego zajścia. Jeżeli włodarze Jagielloni będą chcieli wyegzekwować karę od osób, które dopuściły się tego podpalenia, to ten materiał dowodowy z pewnością im w tym pomoże – powiedział Hermanowicz.
W związku z sobotnimi wydarzeniami na stadionie Ruchu, od przyszłego spotkania kibice gości mają całkowity zakaz wnoszenia materiałów pirotechnicznych.