Jest wychowankiem Ruchu, a zarazem kapitanem zespołu. Na spotkanie z Górnikiem w Chorzowie czekać musiał jednak 34 lata. - Kiedy byłem kibicem, mecze z Górnikiem były dla mnie tymi najważniejszymi. Nie inne są teraz, kiedy przywdziewam niebieską koszulkę. Oczywiście, grywałem już przeciwko Górnikowi. I to w barwach Ruchu! Tyle że... tego z Radzionkowa, więc tamte derby miały zupełnie inny prestiż. Niedzielny mecz jest najbardziej pożądanym w moim życiu - nie ukrywa "Grzybek".
Wrzawa i stres nie przeszkadzają w normalnym funkcjonowaniu?
Wojciech Grzyb: - Pewnie są koledzy, którzy zastanawiają się, czy w niedzielę - wychodząc na boisku - nie będą mieli spętanych nóg. Ja nie mam z tym problemu, bo uwielbiam mecze, kiedy jest gorąco na trybunach. Z uciechą jeżdżę na przykład do Poznania. Niedzielny mecz to pełnia szczęścia dla zawodnika, który lubi wyzwania. Derby to nagroda i coś nadzwyczajnego w ligowej normalności. Jesienią nie zasłużyliśmy na porażkę, bo byliśmy zespołem nie gorszym, a wręcz lepszym. Nawet w dziesięciu potrafiliśmy dyktować warunki gry. Straciliśmy bramkę w niezasłużony sposób...
Co z piłkarzami z innych zakątków Polski?
- Nikogo nie trzeba motywować. Na każdego działa sama magia derbów, potyczka dwóch najbardziej utytułowanych klubów, których siedziby dzieli ledwie kilkanaście kilometrów. Myślę, że ci, którzy ostatnio przybyli z innych zakątków Polski, już to poczuli. A jeśli jeszcze nie, to zmobilizują się, kiedy wyjdą na rozgrzewkę i poczują atmosferę na stadionie.
Trener zamierza zaszyć się dziś z całą drużyną w odludnym miejscu. Dobry pomysł?
- Jestem zwolennikiem takich zgrupowań. Byliśmy na nich już nie raz i mam nadzieję, że i teraz pomoże nam to w wyciszeniu. Kiedy jesteśmy skoszarowani, mówi się tylko piłce, jest możliwość wspólnego oglądnięcia meczu pokazywanego w telewizji, jest spokój. A w domu czasami zdarzają się jakieś nieprzewidziane sytuacje.
Macie pomysł, jak celebrować zdobytego gola?
- Śmialiśmy się z Michała Pulkowskiego pytając, czy wie, co zrobi, kiedy strzeli w końcu gola w ekstraklasie. Było trochę ubawu, a i zaraz pojawiły się komentarze, że pewnie nigdy to nie nastąpi. Gdyby mnie udało się strzelić bramkę, to pewnie nawet gdyby przygotował "cieszynkę", to i tak... bym o niej zapomniał. Euforia i radość w takim meczu jest podwójna.
Brak Tomasza Hajto jest Ruchowi na rękę?
- Szczerze? Wolałbym, żeby Tomek zagrał. Jeśli mamy pokonać Górnika, to niech zabrzanie zagrają w najmocniejszym składzie. Bo tak zawsze można się usprawiedliwiać absencją kluczowych graczy.
Który mecz Ruchu z Górnikiem pamięta pan szczególnie?
- Ten z 1989 roku, na którym... nie mogłem być. Nasłuchiwałem relacji w radiu. Ruch wygrał 2-1, dzięki czemu świętował potem mistrzostwo Polski w meczu z Górnikiem Wałbrzych. Pamiętam ponadto, że Górnik z upodobaniem przyjeżdżał do Chorzowa w niebieskich strojach. Strasznie się wściekałem z tego powodu, jako dzieciak. Na szczęście, teraz koszulki wybiera gospodarz, więc zagramy w swoich pięknych barwach, jak przystało na "Niebieskich"!
źródło: Sport