Przez kilka ostatnich dni całe piłkarskie Zabrze mocno ściskało kciuki za Jerzego Brzęczka. Infekcja stawiała pod znakiem zapytania jego występ w niedzielnych derbach. A przecież jemu akurat szczególnie zależy na dobrym występie na Stadionie Śląskim. - Ostatni mój występ na tym obiekcie to nieszczęsny mecz ze Szwedami za kadencji Janusza Wójcika. Polska uznała, że przegraliśmy wtedy przez Brzęczka, który stracił piłkę na środku boiska - po dziewięciu latach od tamtego wydarzenia wspomnienia kapitana Górnika wciąż są żywe i... bolesne.
Pierwsze pytanie musi dotyczyć pańskiego zdrowia.
Jerzy Brzęczek: - Dziękuję, już lepiej.
Lepiej czy dobrze?
- Dobrze będzie w niedzielę. Przyplątała się jakaś grypa, która dopadła też żonę i chłopaków. W środę nie wyglądało to najlepiej, ale od czwartku trenuję. Proszę pamiętać, że te roczniki nie pękają.
Drugi z "tych roczników" - Tomasz Hajto - pauzuje. Trener Wieczorek twierdzi, że dobrze mieć na boisku przynajmniej jednego z was.
- Najlepiej obu, ale przecież nie będziemy grać wiecznie. Tomek nie gra, na boisku pojawią się inni, zapewne kadrowicze, mający za sobą udany mecz u Leo Beenhakkera. I jestem przekonany, że sobie poradzą. Zgadzam się jednak, że w takim meczu dobrze mieć na placu gry kilku nieco bardziej doświadczonych graczy. Te 42000 zrobi na chłopakach wrażenie. To po prostu trzeba przeżyć.
Zgodzi się pan ze zdaniem, że to jedno z najważniejszych spotkań między Ruchem i Górnikiem o... nic.
- Trochę prawdy w tym jest. Ale... tylko trochę. Oni potrzebują punktów, my też, bo chcemy być w ósemce. Faktem jest, że puchary jednym i drugim nie grożą, ale tutaj chodzi o coś więcej. Powstała kapitalna atmosfera przed tym meczem; coś, za czym chyba wszyscy tęskniliśmy. Było w Niemczech, Hiszpanii i Włoszech, a u nas nie. Ludzie tego chcą. Ważną rolę odegrały media, ale teraz nie ma to już żadnego znaczenia. Chciałbym tylko jednego, o to apeluję do kibiców: zróbcie wszystko, by entuzjazm, z jakim teraz mówimy o tym meczu, trwał też po meczu. Wtedy wszyscy wygramy, niezależnie od wyniku na boisku. I pewnie za pół roku spotkamy się w tym samym miejscu.
Kto jest faworytem?
- Na styk. Pokazał to już mecz jesienny. Górnik jest w trakcie przebudowy, sami wiemy, że do ideału droga jest bardzo daleka. Nawet jesienią wygrywaliśmy i przegrywaliśmy mecze po wyrównanej walce, w każdy mecz trzeba było włożyć sporo wysiłku. Jednak to Ruch zagra pod większą presją. Są niżej w tabeli, będą gospodarzem i jesienią u nas przegrali.
Pana derby?
- W Hajfie było prawdziwe szaleństwo. Podobnie kiedy Innsbruck grał z Salzburgiem. Grałem też w marcu 1994 roku, jako gracz Górnika, z Ruchem. Było 0-0, 20000 ludzi, a na mecz zabrakło biletów. Teraz przeżyje to kolejne pokolenie piłkarzy. Wiedzą, że to coś wyjątkowego, ale poczują to tak naprawdę wychodząc na rozgrzewkę, a potem - kiedy wyjdziemy z tunelu już na mecz.
Kapitan coś mówi drużynie?
- Tak, przed wyjściem z szatni. Gotowej mowy jednak nie mam. Robię to spontanicznie.
Doda weźmie pana autograf czy odwrotnie?
- Po meczu jestem do dyspozycji.
Przypuszczał pan, że wróci jeszcze na tak ważny mecz grany na Stadionie Śląskim?
- Absolutnie nie. Dlatego życzę sobie, by było to piękne popołudnie.
źródło: Sport