Rozmowa z Włodzimierzem Lubańskim, byłym piłkarzem Górnika Zabrze i wielokrotnym reprezentantem Polski.
Może pan już potwierdzić swoją obecność na niedzielnych derbach?
Włodzimierz Lubański: - Jedynym zjawiskiem, jakie może mi przeszkodzić w pojawieniu się na Stadionie Śląskim jest... mgła. Jeśli ona nie storpeduje planu lotu, to na pewno zasiądę na trybunach.
Czego pan się spodziewa po Wielkich Derbach Śląska?
- Liczę na emocje tak wielkie, jak same derby. Wierzę, że piłkarze dostarczą wszystkim sporej dawki wrażeń. Inną sprawą jest poziom sportowy, ale zawodnicy wiele są w stanie nadrobić ambicją i zaangażowaniem. Myślę, że przed takim spotkaniem żadnego z nich nie trzeba dodatkowo mobilizować.
Zna pan zawodników, którzy mają ten spektakl stworzyć?
- Oglądam polską ligę w Canal+, więc większość z nich rozpoznaję, ale oczywiście nie mogę powiedzieć, że znam ich dobrze. Przyznam, że z ciekawością przyjrzę się ich postawie z wysokości trybun.
Jako jeden z najsłynniejszych polskich napastników w historii będzie pan zwracał szczególną uwagę na postawę swoich następców?
- Zazwyczaj to, co dzieje się pod obiema bramkami jest najciekawsze i o tych sytuacjach dyskutuje się najdłużej. Jeśli chodzi o linię ataku to pewnie poobserwująę uważnie Tomasza Zahorskiego, który strzelił gola w reprezentacji Polski i jest uważany za jednego z ciekawszych piłkarzy Orange Ekstraklasy.
Z pana osobą w kontekście derbów wiąże się pewne zamieszanie. Grał pan w Górniku, był wielką gwiazdą tego klubu, tymczasem na derby dostał pan zaproszenie z Ruchu.
- Przyjąłem takie stanowisko: zaprosili mnie organizatorzy meczu i to jest chyba właściwa procedura. A że nie dostałem zaproszenia z Górnika, który wcześniej nie chciał także, żebym reprezentował ten klub na zjeździe PZPN? Będę na derbach i na tym temat się kończy. Na pewno nie jestem na klub z Zabrza obrażony. Gest Ruchu natomiast doceniam, bo przecież w czasie kariery strzeliłem sporo goli właśnie "niebieskim" i sprawiały mi one sporo radości.
Czy ta sytuacja nie będzie jednak miała wpływu na to, komu będzie pan jutro kibicował?
- Absolutnie nie traktuję tych wydarzeń w takim kontekście. Po prostu liczę na dobre widowisko, a kciuki będę trzymał rzecz jasna za Górnika.
Siedząc na trybunach reaguje pan impulsywnie?
- Jeśli ktoś liczy na barwne obrazki z moim udziałem, to się może rozczarować. Nie będę się jakoś szczególnie podniecał, raczej obejrzę ten mecz chłodnym okiem.
Liczba kibiców, którzy pojawią się w Chorzowie, jest imponująca.
- Gdy usłyszałem, że na Śląskim pojawi się 41.000 kibiców, to byłem mocno zaskoczony. Ale to świetny sygnał dla całej śląskiej piłki, mówiący o tym, jak wielki potencjał w niej tkwi. Ludzie chcą oglądać takie spotkania, a stadion w Chorzowie daje im taką możliwość ze względu na swoją pojemność. Myślę, że to spotkanie może być przełomowe i na tym obiekcie, który tak wiele dla mnie znaczy, rozegrane zostaną kolejne ligowe mecze przy pełnych trybunach.
A potem spotkania Euro 2012?
- Chciałbym, żeby tak się stało i jestem przekonany, że derby, które mają się odbyć przy niezwykłej oprawie, w tych staraniach Śląskiemu mogą pomóc. I za to też musimy trzymać kciuki.
fot. Marcin Miler
źródło: POLSKA Dziennik Zachodni