Współczuję Ryszardowi Wieczorkowi, że stracił piłkarza, na którym opierał skład. Mnie przed jesiennym meczem z Górnikiem też wypadło kilka ważnych ogniw, więc coś o tym wiem - mówi w rozmowie ze "Sportem" trener "Niebieskich", Duszan Radolsky.
Śpi pan przed derbami spokojnie?
- Mam już kilkaset ligowych meczów za sobą. Moi zawodnicy w ostatnim meczu z każdą minutą się spinali, przestawali ryzykować. Dlatego teraz tym bardziej staram się ich uspokoić i dużo z nimi rozmawiać. Jutro wyjedziemy na małe zgrupowanie, tak aby w niedzielę wyjść na boisko i zagrać to co potrafimy. Potrzebny jest nam luz, który prezentowaliśmy w grach kontrolnych. Zaznaczam w szatni, że doceniam rangę tego meczu, ale to normalna kolejka ligowa.
Ma pan już w głowie pierwszy skład, czy nadal dokonuje roszad i przesunięć?
- Mam pewien pomysł, a zarazem jego alternatywę. Nadal się jednak zastanawiam. Nawet wracając do domu i oglądając mecz reprezentacji Polski z Estonią myślałem nad pierwszą jedenastką. Przesuwałem, układałem... I jeszcze nie skończyłem. Muszę to „dośrubować”.
Czy wraca pan jeszcze do meczu rozegranego jesienią w Zabrzu?
- Nie zamierzam. Dawno już zamknąłem ten temat. Obie drużyny mocno się zmieniły, jeśli patrzeć na zawodników, czy nawet taktyczne ustawienia. Dlatego teraz analizowałem jedynie ostatnie sparingi Górnika i mecz zabrzan z Lechem Poznań. Tomasz Hajto? Górnikowi na pewno będzie tego zawodnika brakowało, bo on jest takim nauczycielem młodszych graczy. Potrafi nimi pokierować i „sprzedać” swoje doświadczenie oraz cwaniactwo. I szczerze? To współczuję Ryszardowi Wieczorkowi, że stracił piłkarza, na którym opierał skład. Mnie przed jesiennym meczem z Górnikiem też wypadło kilka ważnych ogniw, więc coś o tym wiem.
- Nasłuchuje pan doniesień, jak czuje się drugi z liderów zabrzan Jerzy Brzęczek?
- Oczywiście czytam gazety, ale bez przesady. Skupiam się na swoim zespole. Jak zawsze, tak i na niedzielę przygotowałem sentencję, którą wygłoszę na odprawie. Staram się krótkimi zdaniami i cytatami mobilizować swoich zawodników. Czasami są to zapożyczenia z jakiś książek, a czasami wstanę w środku nocy i zanotuję zdanie, które akurat przyszło mi na myśl.
Co jest siłą Górnika i co sprawia, że tak liczna grupa zawodników tego zespołu otrzymuje powołania do reprezentacji Polski?
- Zabrzanie wykonali kawał dobrej roboty na treningach. Górnik jest dobrze poukładany pod względem taktycznym. A kadra? Sądzę, że Leo Beenhakker przyjrzał się takim zawodnikom jak Adam Danch, czy Mariusz Pawelec, w reprezentacjach młodzieżowych. I dlatego teraz tak odważnie wprowadza ich do swojego zespołu.
Czy w Ruchu są piłkarze, których z czystym sumieniem poleciłby pan selekcjonerowi?
- Krzysiu Nykiel posiada duże umiejętności. Został przez Boga obdarowany wszystkim tym, co powinien posiadać gracz dobrej klasy - szybkością, techniką i koordynacją ruchową. Nie mówię, że powinien liczyć na powołanie już teraz, ale jeśli będzie się rozwijał... Myślę, że w takim samym położeniu są Piotrek Ćwielong i Łukasz Janoszka. Jeśli będą grali tak jak potrafią, czyli lepiej niż w Sosnowcu, to pewnie i oni otrzymają sygnał od Leo Beenhakkera.
Czy był w pana życiu taki mecz derbowy, który utkwił w pamięci szczególnie?
- Może ten, kiedy byłem trenerem Koszyc. Mieliśmy szansę wywalczyć nawet mistrzostwo Słowacji. Musieliśmy wygrać jednak z Trnavą, czyli zespołem z mojego rodzinnego miasta. To dodatkowy smaczek. Stadion w Koszycach był „full”. Niestety, przegraliśmy aż 1-5... Ciekawe były też potyczki między Slovanem Bratysława, a Interem...
źródło: Sport