Rozmowa z Wojciechem Myszorem (obrońcą Ruchu):
- Czy dzisiejszym trafieniem uratował Pan posadę trenerowi Fornalakowi?
- Akurat nie wiem czy uratowałem posadę trenerowi. Zagraliśmy dzisiaj bardzo dobrze. Było widać, że od pierwszych minut poszliśmy do przodu, czuliśmy się dobrze fizycznie. Szkoda tylko, że sędzia nie zauważył gola Grzesia Bonka.
- No właśnie, czy w tej sytuacji piłka przekroczyła linię bramkową?
- Tak, piłka nawet dotknęła siatki! Ci, którzy stali blisko "akcji" mówili, że piłka całym obwodem przekroczyła linię bramkową. Niestety sędzia boczny nie zdążył "za akcją" i nie zauważył prawidłowo zdobytego gola.
- Pana bramka była piękna. Po dośrodkowaniu strzelił Pan po długim rogu z trzech metrów. Trzeba bardzo dobrze przymierzyć, żeby trafić w takiej sytuacji.
- Tak wyszło, że dostałem idealną piłkę. Strzeliłem po długim rogu i piłka wpadła do bramki, z czego się bardzo cieszę.
- Czy będącemu w kryzysie chorzowskiemu Ruchowi zwycięstwo z liderem "smakuje" podwójnie?
- Na pewno, dzisiejsze zwycięstwo bardzo nas cieszy. Chcielibyśmy podtrzymać tę passę do końca sezonu.
- Czy dzisiejsze zwycięstwo zapoczątkuje kolejną serię zwycięstw?
- Każdy mecz jest trudny. Było widać po całej drugiej lidze, że każdy może wygrać z każdym i każdy z każdym może przegrać. No, ale na pewno chcielibyśmy podtrzymać tę passę i do końca sezonu zdobyć jak najwięcej punktów. Dzisiejszą bramkę dedykujemy trenerowi.
- Jak Pan myśli ile punktów dopiszemy do końca rundy?
- Trudno powiedzieć, bo każdy mecz jest trudny. Nawet po pierwszej lidze widać, że w każdym spotkaniu nie ma faworyta. Tak samo jest obecnie na zapleczu ekstraklasy. Różnica punktowa między przodem, a tyłem jest bardzo mała. Chcemy dobrze grać i wygrywać. Liczymy również na dobrą atmosferę wokół klubu.