Nawet Duszan Radolsky przyznał, że jeszcze przed taką publiką nie prowadził dotąd klubu. Niedzielny mecz Ruchu Chorzów z Górnikiem Zabrze będzie niezapomnianym wydarzeniem nie tylko dla ludzi związanych z Górnym Śląskiem. Bardzo zmotywowani podchodzą do tych derbów również obcokrajowcy grający w obu klubach, a w tym - liczna grupa Słowaków. Należy do nich Pavol Balaż. Lewonożny pomocnik Ruchu nie mógł wystąpić w ostatnim meczu ligowym z Zagłębiem Sosnowiec, bowiem musiał pauzować za żółte kartki. - Dlatego przez całą zimę myślałem już o starciu z Górnikiem. Gra na Stadionie Śląskim to dla mnie honor, a w dodatku teraz ma się tam zjawić aż 40 tysięcy ludzi. Przed taką widownią jeszcze nie grałem. Bez dwóch zdań, to będzie najważniejszy mecz w mojej dotychczasowej karierze. Poradzę sobie jednak! Stres mi nie grozi - zapewnia z uśmiechem Balaż.
Sąsiedzi z Bratysławy
Słowakom nie trzeba tłumaczyć, czym są derby. - Mam już trochę takich meczów za sobą. Zdaję sobie sprawę, jak podchodzą do nich kibice - zapewnia Martin Fabusz, ale Słowacy - chcąc nie chcąc - i tak są "nakręcani" na każdym kroku. - Wchodzę do internetu, czytam i myślę sobie: będzie się działo - śmieje się Balaż, który też brał już udział w bezpośrednich meczach zespołów ze stolicy swojego kraju - Bratysławy. Slovan ściera się tam z Interem oraz Artmedią, której formalnie piłkarzem nadal jest wypożyczony na Cichą Gabor Straka.
- Pamiętam derby Bratysławy, Koszyc, mojej rodzinnej Trnavy, kiedy stadiony zapełniały się do ostatnich miejsc - przekonuje Duszan Radolsky. - Podoba mi się natomiast atmosfera tego, co się ma wydarzyć w niedzielę. Na miesiąc przed meczem już wszyscy mówili o spotkaniu Ruchu z Górnikiem. Niesamowite! - dodaje szkoleniowiec Ruchu.
Jak łyse konie
Martin Fabusz jako jedyny w kadrze chorzowian ma w swoim życiorysie mecz przy publiczności liczącej 40 tysięcy osób, ale to nie dziwi, skoro grał w reprezentacji kraju. Na drodze rosłego napastnika Ruchu staną w niedzielę obrońca Patrik Pavlenda oraz bramkarz Boris Pesković. - Jeśli się nie mylę, udało mi się kiedyś jeszcze na Słowacji trafić do siatki bramki Peskovica - wspomina Fabusz. Poza tym "niebieski" 32-latek przez pół roku grał w jednym zespole (Zlatych Moravcach) z Pavlendą. Filigranowego defensora zabrzan pamięta także Balaż. - Średnio sobie z nim radziłem. Mam nadzieję, że teraz będzie lepiej - nie traci rezonu pomocnik chorzowian. Kogo jeszcze w zespole Górnika kojarzą Słowacy z Cichej? - Oczywiście Sebastiana Nowaka. Innych zawodników nie rozpoznaję, ale nie przejmuję się tym, bo gdyby byli gwiazdami, to zajmowaliby miejsce Wisły - zauważa przekornie Balaż.
źródło: Sport