Ruch Chorzów mocno przemeblował w przerwie zimowej swoją pierwszą jedenastkę. Chorzowianie na Stadionie Ludowym zaprezentowali nie tylko nowe koszulki o iście intensywnie niebieskim kolorze, ale także pięciu nowych zawodników. Czterech z nich desygnowano w pierwszym składzie. Duszan Radolsky przebudował lewą flankę, zagrali na niej (z powodzeniem) Marcin Nowacki i Tomasz Brzyski. Pierwszy kreował niemal całą grę "Niebieskich", zaś drugi był prawie bezbłędny w defensywie, a w dodatku z chęcią włączał się do akcji ofensywnych. - Myślę, że nasza współpraca wyglądała nieźle. Dobrze się z Tomkiem rozumiemy. Lubię grać z tak dynamicznymi piłkarzami - nie ukrywa "Mały".
"Mały" znów na skrzydle
Nowacki uchodzi za środkowego pomocnika, dlatego ustawienie go na skrzydle było małą niespodzianką. - Marcin dobrze prezentował się na tej pozycji w rozegranych sparingach. Stwierdziłem, że może "zaskoczyć". I co? Szczególnie w pierwszej połowie współpraca Nowackiego z Brzyskim układała się naprawdę dobrze - ocenia trener Duszan Radolsky.
Nadmienić warto, że to Słowak był tym szkoleniowcem, który pierwszy próbował "Małego" na lewym skrzydle. Było to kilka lat temu w Grodzisku Wielkopolskim, kiedy obaj panowie pracowali w Dyskobolii. - Na środku pomocy bardzo dobrze grali wtedy Sebastian Mila i Tomasz Wieszczycki - tłumaczył swoją decyzję Radolsky, a w sobotę jego posunięcie było wymuszone kartkową pauzą Pavola Balaża.
43-letni atak
Dobra postawa w grach kontrolnych, kontuzja Remigiusza Jezierskiego i fakt, iż do pełni formy wraca dopiero Martin Fabusz, sprawił natomiast, że Ruch zestawił na starcie wiosny najmłodszą linię ataku. Piotr Ćwielong i Łukasz Janoszka mają razem zaledwie 43 lata! - Ćwielong psychicznie siadał po każdej nieudanej akcji. Uczulałem już przed rundą, że to młody zawodnik. Nie ma jeszcze potrzebnego doświadczenia, tak jak Janoszka musi dużo chleba zjeść, nim zacznie wygrywać mecze w pojedynkę - podkreśla Duszan Radolsky. Nie skuteczność, a liczba odbiorów i przechwytów może cieszyć chorzowian. Swoją cegiełkę do tych statystyk dołożył aktywny i waleczny Gabor Straka, wypożyczony z Artmedii Petrżałka.
Debiut bez kontaktu
Za naszą południową granicą słynął z tego, że niemal co mecz karany był żółtą kartką. Nie inaczej było w Sosnowcu. - Gabor trafił w piłkę, dopiero potem doszło do starcia z rywalem - broni zawodnika Duszan Radolsky.
Strakę cieszy zapewne fakt, że kartoniki, którymi został ukarany w lidze słowackiej, nie mają znaczenia w Polsce. Nie musi się zatem obawiać, że w najbliższym czasie będzie zmuszony do pauzowania za ich nadmiar. Poczekać na debiut w Ruchu musi za to Marcin Sobczak. - Nie rozumiem, dlaczego kartki z klasy okręgowej liczą się też w ekstraklasie. Bez sensu! To przeszkadza tak młodemu zawodnikowi w rozwoju - kręci głową szkoleniowiec chorzowian.
- Napiszcie, że udany debiut w Sosnowcu zaliczył Daniel Feruga. Zdążył błyskawicznie wbiec w pole karne - dodał mrugając okiem jeden z młodszych zawodników Ruchu. Przypomnijmy, że Feruga zadebiutował się w doliczonym czasie gry, lecz nie zaliczył kontaktu z piłką...
źródło: Sport