Kibicowanie to coraz droższa zabawa. Rośnie frekwencja na stadionach, więc kluby podnoszą ceny biletów. W awangardzie jest Lech Poznań. Zdobycie pojedynczego biletu na wiosenny mecz w Poznaniu będzie graniczyło z cudem. Przebudowywany w związku z Euro 2012 stadion przy ul. Bułgarskiej pomieści "tylko" 16,5 tys. kibiców, a klub już w tej chwili sprzedał 11 tys. karnetów. - Nie będziemy sprzedawali więcej niż 12-13 tys. karnetów. Chcemy, żeby trochę biletów zostało jednak w kasach - mówi wiceprezes Lecha Arkadiusz Kasprzak. Kibice rzucili się na karnety, bo zapewniają one miejsce na stadionie w dwóch najbliższych latach, gdy obiekt będzie remontowany. Taka sprzedaż karnetów (najpopularniejszy kosztuje 200 zł) umożliwi Lechowi wyśrubowanie cen biletów na poszczególne mecze. Wejściówka na spotkanie z Zagłębiem Lubin (w przyszły weekend) kosztuje 38 zł. A na hitowy pojedynek z Wisłą Kraków - jak mówi się nieoficjalnie - cena może sięgnąć nawet 100 zł!
Mecze Górnika Zabrze ogląda ok. 15 tys. widzów. Gdy niespełna dwa lata temu z klubem było krucho i walczył o uniknięcie spadku z ekstraklasy, lekarstwem mieli być kibice. Ceny biletów na niektóre mecze obniżono do 5 zł i stadion zapełnił się.
Teraz Górnik może zbierać owoce. Klub ze wsparciem silnego inwestora (Allianz) nie jest już czerwoną latarnią ligi, wzmacnia skład i w perspektywie kilku lat ma walczyć o miejsce w czołówce, ale już teraz podniósł ceny biletów do 20 zł.
Na biletach zarobi też Ruch Chorzów, ale solidny dochód przyniesie właściwie tylko jedno spotkanie - z Górnikiem Zabrze na Stadionie Śląskim. Już za tydzień padnie rekord frekwencji w XXI w. - ponad 40 tys. widzów - a Ruch powinien na czysto zarobić 300-400 tys. zł.
Podwyżki cen biletów nie są jednak powszechne. Celem Wisły Kraków jest regularne zapełnianie trybun mieszczących niespełna 21 tys. widzów - to w tej chwili największy ligowy obiekt w Polsce. Powszechne jest też różnicowanie cen ze względu na klasę rywala - tak robią m.in. Wisła, Cracovia, GKS Bełchatów, ŁKS, Legia i Lech.
Ale bilety i karnety to nie jedyny sposób drenowania kieszeni kibica. Lech jako pierwszy polski klub uruchomił telewizję internetową. Do niedawna była darmowa, ale od kilku tygodni za oglądanie większości materiałów trzeba płacić. Niewiele - 9,90 zł za kwartał - ale jednak. Dla przykładu - jeden z najsłabszych klubów Bundesligi, Energie Cottbus, za trzymiesięczne korzystanie z własnej telewizji życzy sobie prawie 12 euro, czyli ok. 43 zł.
Poznański klub wprowadził też do sprzedaży wodę mineralną i napój energetyczny sprzedawany pod marką Energia Lecha. - Liczymy na dochody takie, jakich dostarcza nam solidny sponsor - mówi dyrektor marketingu "Kolejorza" Michał Lipczyński. To krok dalej w porównaniu do rywali, którzy na razie sprzedają gadżety tylko w swoich sklepach i za pośrednictwem stron internetowych. Choć nie wszystkie - Polonia Bytom nie ma oficjalnej witryny.
źródło: Sport.pl