Przerwa zimowa w sezonie 2007/08 była wyjątkowo krótka, ale mimo to jak zwykle dłużyła się niemiłosiernie. Choć czasem zdarza się, że trwa ona grubo ponad kwartał, tym razem jej długość wyniosła około dwa i pół miesiąca, bo Polska doczekała się historycznego awansu do Mistrzostw Europy. Niewielkie to jednak pocieszenie dla tych, dla których tydzień odstępu między jednym, a drugim spotkaniem jest nie do wytrzymania...
» Zobacz zdjęcia z wyjazdu pociągiem
Na pierwsze wiosenne spotkanie trafił nam się atrakcyjny wyjazd do Sosnowca. Pierwsze informacje nie były optymistyczne, bo policja zgodziła się na przyznanie nam tylko 700 biletów. Ta liczba w ogóle nas nie zadowalała. Dość powiedzieć, że wszystkie wejściówki rozeszły się w niecałe dwie godziny! Po rozmowach z działaczami Zagłębia udało się jednak wynegocjować dodatkowe 300 sztuk, a kolejne 400 kupiliśmy w kasach. Oprócz tego wiele osób samotnie pofatygowało się "za granicę" po bilety.
Do Sosnowca główna grupa pojechała pociągiem specjalnym. Spora część wybrała także inne środki transportu (auta, busy, autokary). Ci, którzy podróżowali specem zbiórkę mieli zaplanowaną na 12:30 na dworcu PKP w Chorzowie Batorym. Stąd kilka minut po 13 wyruszyliśmy do Katowic Szopienic, gdzie dołączyli kolejni Niebiescy. Dalszą drogę pokonaliśmy marszem.
Po pół godzinie byliśmy pod stadionem. Osoby, które nie miały jeszcze biletów zaopatrzyły się w nie i zaczęliśmy wchodzić na sektor. Zanim mecz się rozpoczął klatka była już mocno przepełniona. Zameldowaliśmy się w niej łącznie w
1500 głów. Grubo ponad sto osób stało na koronie. Razem z nami była delegacja kibiców Apatora, za co wielkie dzięki. Torunianie przywieźli ze sobą jedną flagę. Oprócz niej na płocie zawisły także: "Katowice", "Zawiercie", "Kęty", "Szopienice", "Radlin" i "Lędziny&Bieruń".
Gospodarze mimo, iż mocno mobilizowali się na spotkanie z nami nie zajęli wszystkich dostępnych miejsc. Ich liczbę można oszacować na 5500 osób. Grupa Ultras Zagłębie przygotowała ponoć efektowną oprawę, ale dane było nam zobaczyć tylko kilkanaście serpentyn na wyjście piłkarzy. Po meczu w necie pojawił się komunikat, w którym sosnowiczanie oznajmili, że zrezygnowali z zaprezentowania efektów swojej pracy z powodu mocnego wiatru.
Ten rzeczywiście mocno dawał się we znaki. Odczuły go m.in. osoby, które przez blisko 10 minut próbowały podpalić dwa szaliki Ruchu i Widzewa. Ostatecznie przy pomocy serpentyny udało im się dopiąć celu...
My przez całe 90 minut prowadziliśmy dobry, głośny i urozmaicony doping. Większość z nas była ubrana w niebiesko-biało-niebieskie czapki, co dało świetny efekt. Z naszej strony niemal zero bluzg. Tylko na początku, kiedy na sektorze nie było jeszcze osób odpowiedzialnych za prowadzenie dopingu, kilkanaście osób zaśpiewało miejscowym "gorole raus..." oraz "pozdrowiło" ich warszawską zgodę. Tego samego nie można powiedzieć o Zagłębiu, które w ciągu meczu często śpiewało pieśni na naszą "cześć", na co odpowiadaliśmy czasem "to my chorzowskie psy", po czym na sektorach gospodarzy zapadała cisza. W większości przypadków nie zwracaliśmy jednak na to uwagi i skupialiśmy się na dopingowaniu naszych piłkarzy.
W drogę powrotną wyruszyliśmy pół godziny po meczu. Wcześniej podziękowaliśmy piłkarzom za zaangażowanie i zaśpiewaliśmy "tylko zwycięstwo, na derbach, tylko zwycięstwo". A te czekają nas już za tydzień...
źródło: własne