Ledwie kilku rdzennych mieszkańców regionu znajduje się w kadrze "Niebieskich". - To paradoks, żeby większą grupę stanowili obcokrajowcy - zauważył Wojciech Grzyb.
Chorzowscy kibice twierdzą, że Ruch jest najbardziej śląskim ze śląskich klubów piłkarskich. Kiedyś kadrę pierwszego stanowili sami Ślązacy. Po zawodników z innych regionów Polski sięgano bardzo rzadko. Wydarzeniem było pozyskanie przed laty Joachima Marksa z Gwardii Warszawa, choć urodził się on w Gliwicach, gdzie był sąsiadem Włodzimierza Lubańskiego. Jeszcze dwa lata temu ludzie wywodzący się z regionu stanowili połowę pierwszego składu. Dziś te proporcje wyglądają diametralnie inaczej. - To paradoks, żeby większą grupę od rdzennych mieszkańców, stanowili obcokrajowcy. Przecież poza mną, Ślązakami są chyba tylko Piotr Ćwielong i Łukasz Janoszka. Jak na klub z tego regionu, to bardzo mało - uważa kapitan zespołu Wojciech Grzyb.
Czerwony knefel
Suche fakty sugerują, że na terenie województwa Śląskiego urodziło się siedmiu zawodników z obecnej kadry Ruchu. Nie oznacza to jednak, że są oni Ślązakami. Podobnie jak pochodzący z Brzegu Marcin Nowacki. - To raczej Śląsk Opolski. Jednak "Mały" zdążył trochę otrzaskać się w naszych realiach, grając w Wodzisławiu - mówi "Grzybek". - Nie wiem, czy chłopcy pozyskani z Gwarka mają status Ślązaków. Urodzili się na naszych terenach? To muszę ich sprawdzić - zaciera ręce kapitan zespołu. Jego mały "test" oblał już Maciej Sadlok.
- Kiedy niedawno poprosiłem Maćka żeby nacisnął ten czerwony "knefel", zrobił pytająca minę i rzucił: "czerwone co?" - uśmiecha się Grzyb. Sadlok pochodzi z Dankowic, czyli podobnych stron, co Daniel Feruga (jest z Chybia). - Jestem Ślązakiem, ale nieco innym, bo z... Podbeskidzia. Gwarą mówić za bardzo nie umiem, choć tata trochę się nią w domu posługiwał - opowiada 20-latek.
Budowanie atmosfery
- Nie "godomy" w szatni. Rozmawiamy polszczyzną, choć oczywiście od czasu do czasu ktoś używa śląskich słówek - przyznaje Piotr Ćwielong. Za największego "hanysa" uchodził do niedawna Marcin Klaczka, wywodzący się z okolic Knurowa. - Ja potrafię płynnie przeskakiwać między językiem polskim, a gwarą śląską. Marcin czuł się najlepiej "godając". Chłopcy z innych stron Polski początkowo nie wszystko rozumieli, ale też uczyli się śląskich słówek przy "Klakierze". Michał Pulkowski, czy Grzesiu Baran szybko je przyswajali, a to z kolei budowało atmosferę - wyjaśnia Grzyb.
Z łatwością na Górnym Śląsku odnalazł się też Duszan Radolsky. - Pochodzę z Trnavy, gdzie ludzie też posługują się swoim dialektem. Niektóre słówka mamy zresztą identyczne, co Ślązacy. "Fuzekle" nauczyłem się zakładać właśnie tam - śmieje się słowacki szkoleniowiec.
Dla profesjonalistów
Ruch na starcie wiosny czekają prestiżowe mecze z Zagłębiem Sosnowiec i Górnikiem Zabrze. Ich podteksty najlepiej rozumieją rdzenni mieszkańcy. - Nie patrzmy jednak tylko w metryki. Chłopcy tacy jak Remik Jezierski, czy Irek Adamski doskonale znają smaczek tych spotkań, a ja postaram się zaszczepić i w innych kolegach śląski charakter - dodaje Grzyb. - Kiedyś pochodzenie miało większe znacznie, bo piłkarz był związany z danym klubem przez całą karierę. A teraz? Są wychowankowie, którzy oddaliby na boisku serce za swój klub, ale bardziej pożyteczni od nich są i tak inni gracze. Bo piłka stała się normalną pracą dla prawdziwych profesjonalistów - uważa trener Radolsky.
Śląskie metryki:
Piotr Ćwielong - Chorzów
Wojciech Grzyb - Mysłowice
Daniel Feruga - Pszczyna
Łukasz Janoszka - Bytom
Maciej Sadlok - Oświęcim
Mateusz Struski - Czechowice-Dziedzice
Marcin Sobczak - Żory
źródło: Sport